REINKARNACJA



Czcigodny Lama Zopa Rinpocze prowadził w ciągu ostatnich miesięcy własne, pilne poszukiwania reinkarnacji swojego drogocennego mistrza, który, jak był przekonany, dochowa swojej obietnicy powrotu na tę ziemię, aby kontynuować swe zadanie wyprowadzenia czujących istot z koła niekontrolowanego cierpienia, odradzania się i śmierci. Zgodnie z tybetańską tradycją korzystającą z własnych, precyzyjnych procedur poszukiwania następnych inkarnacji, skonsultował się z różnymi wyroczniami. Pojawiło się wiele wskazówek; jedna mówiła o zachodnim dziecku, urodzonym w rodzinie uczniów Lamy Yeshe, mieszkających w klasztorze Kopan w Nepalu. Inna przepowiadała, że dziecko narodzi się w Osel-Ling w Hiszpanii, a imię matki będzie brzmiało Maria, lub jak tybetański odpowiednik tego imienia. Jasnowidząca mniszka, uczennica Lamy Zopy, spojrzała w lustro, i miała wizję profilu matki oraz imienia Paco. W tym czasie nie znaczyło to dla niej wiele, a Lama Zopa zanotował wydarzenie, nie przywiązując do niego większego znaczenia. Oznajmił, że na wyroczniach nie zawsze można w pełni polegać, i że w tym przypadku potrzebny jest o wiele mocniejszy dowód. Zaczął uważniej przyglądać się swoim snom. W jednym z nich, szczególnie wyraźnym, ujrzał Lamę Yeshe, który oznajmił swoją wolę odrodzenia się po raz kolejny w ludzkim ciele. Słysząc krzyki swoich uczniów wzywających jego pomocy w potrzebie i cierpieniu, nie mógł dłużej pozostawać w krainie błogości, ignorując ich położenie. Późniejszy sen ukazywał Lamę jako małe dziecko, z bystrymi, przenikliwymi oczami, raczkujące na podłodze w sali medytacyjnej. Dziecko było chłopcem i Europejczykiem.

Tak więc Lama Zopa, spełniając swą rolę następcy Lamy Yeshe jako głowy gwałtownie rozrastającego się FPMT podróżował po całym świecie odwiedzając ośrodki buddyjskie, nauczając buddyzmu, medytacji, udzielając inicjacji, i zwracając baczną uwagę na każde dziecko, które dzięki jego jasnowidzącemu umysłowi wydawało mu się w jakikolwiek sposób niezwykłe.

Kiedy Lama Zopa przybył do Osel-Ling w Hiszpanii na jesieni 1985 roku, ujrzał Osel’a raczkującego po podłodze gompy. Osel Hita Torres miał przytomne, jasne spojrzenie, i był Europejczykiem. Jego twarz wyglądała dokładnie tak samo, jak twarz dziecka ze snu. Lama wziął dziecko i usiadł razem z nim na tronie, aby dokładniej mu się przyjrzeć. Tak, to z pewnością było dziecko ze snu. Zwrócił także uwagę na poufałość, z jaką zachowywało się dziecko, sięgając po dordże I dzwonek. To nie mógł być zbieg okoliczności. Zauważył także, że Osel opierał się na nim w sposób podobny do tego, w jaki Lama Yeshe robił to w Kalifornii, gdy przed samą śmiercią był sparaliżowany. Obserwował również sposób, w jaki Osel głaskał go po głowie, zataczając dłonią koła, zupełnie tak, jak zwykł był robić to Lama Yeshe.

Zaintrygowany Lama Zopa przywołał do siebie matkę, Marię. Kiedy został poczęty Osel? Maria zastanowiła się. Nastąpiło to dokładnie w czasie, gdy Lama Zopa miał swój pierwszy sen o Lamie Yeshe oznajmiającym swoją chęć odrodzenia się. Zapytał Marię, czy nie przyśniły się jej wtedy jakieś szczególne sny. Odpowiedziała, że właściwie jeden z nich szczególnie utkwił jej w pamięci. Śniła, że była w jakiejś ogromnej katedrze, gdzie Lama Yeshe udzielał nauk wielkiemu tłumowi ludzi. Wielu z nich było chrześcijanami, a wszyscy klęczeli raczej, niż siedzieli na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Razem z innymi podeszła do Lamy, aby otrzymać jego błogosławieństwo, a kiedy jej dotknął, poczuła, jak złocisto-biała, świetlista woda wypełnia ją, oczyszczając. Lama Zopa nie skomentował tego wydarzenia.

Zapytał, czy kiedy po raz ostatni widziała się z Lamą Yeshe, nie powiedział jej czegoś szczególnego. Maria zapamiętała dokładnie całe wydarzenie. Było to dokładnie na rok przed jego śmiercią, w lutym 1983. Lama przybył do Hiszpanii, ona, jej mąż Paco, i François odwiedzili go, aby zapytać o praktyczne kwestie związane z prowadzeniem buddyjskiego ośrodka Osel-Ling. Udzielił im rad dotyczących wyłącznie prowadzenia ośrodka Osel-Ling, i tylko o tym w zasadzie rozmawiali. Ponieważ jednak zachowała się taśma video, nagrana podczas tego spotkania, Lama Zopa mógł na własne uszy usłyszeć, co zostało powiedziane.

Oglądając nagraną taśmę video, był zaintrygowany uwagami, jakie Lama Yeshe robił przy okazji udzielania praktycznych rad. W pewnej chwili powiedział: „Osel-Ling to takie piękne miejsce. Przypomina mi bardzo Himalaje. Chciałbym kiedyś w przyszłości spędzić tu dużo czasu”. Zwrócił się także w znaczący sposób do Marii i Paco, mówiąc: „Wiem, jak wiele zrobiliście dla ośrodka, i jak byliście mu oddani. Nigdy o was nie zapomnę. Nawet, gdy umrę, nigdy was nie zapomnę. Mamy bardzo silne, bardzo silne związki karmiczne”. W tym czasie słowa te nie znaczyły wiele dla Marii i Paco, i natychmiast o nich zapomnieli. Teraz jednak Lama Zopa zaczynał pojmować ich prawdziwe znaczenie.

W rzeczywistości Maria i Paco byli idealnymi kandydatami do roli rodziców inkarnacji tybetańskiego lamy, zważywszy na wyzwania i kontrowersje, jakie miałoby to przynieść. Oboje byli osobami mocno stąpającymi po ziemi, poważnymi, stabilnymi, uczciwymi ludźmi. Posiadali już liczną rodzinę, tak więc rozstawanie się z piątym dzieckiem, które będzie w przyszłości oddzielone od rodziny przez długie okresy czasu, nie sprawi rodzicom wielkiego cierpienia. Co istotniejsze, Maria nie była matką nadopiekuńczą, wręcz przeciwnie. Chociaż doskonale spełniała swe obowiązki, potrafiła także pozwolić swoim dzieciom na odchodzenie od niej. Maria kilka razy mówiła otwarcie do Lamy Yeshe, że nie potrzebuje dzieci, aby wypełnić sobie czymś życie. Było to idealną cechą matki, której syn będzie musiał wypełnić swoją życiową misję, nie spętany matczyną, zaborczą miłością. Paco natomiast był spokojnym, silnym, delikatnym mężczyzną, całkowicie oddanym buddyjskiej ścieżce, z wrodzonym zamiłowaniem do obcowania z dziećmi, cechą, która okazała się być bardzo przydatna.

Nadszedł właściwy moment, aby Lama Zopa powiadomił o wszystkim Jego Świątobliwość Dalaj Lamę, który ze swej strony wciąż modlił się i czynił własne obserwacje, mające na celu odnalezienie następnej inkarnacji Lamy Yeshe, korzystając z listy potencjalnych inkarnacji sporządzonej przez Lamę Zopę. Każda z nich ukazywała pomyślne znaki. Było to dziesięcioro dzieci, pomiędzy którymi znajdowało się trzech Tybetańczyków z Nepalu; dwoje dzieci pochodziło z Tybetu, z terenu leżącego w pobliżu miejsca zamieszkania rodziny Lamy Yeshe; oraz dwoje dzieci z zachodu - jedno pochodzące z mieszanej, indyjsko-zachodniej rodziny. Po pewnym czasie Dalaj Lama powiadomił, że medytował nad imionami, i jedno z nich z pewnością należy do inkarnacji Lamy Yeshe, dodając wszakże, że potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby się co do tego upewnić. Dwa miesiące później Dalaj Lama skontaktował się ponownie z Lamą Zopą i oznajmił, że imię, które wciąż mu się objawiało brzmi Osel. Dowody zaczęły wreszcie łączyć się ze sobą w spójną całość. Osobiste przekonanie Lamy Zopy zostało potwierdzone przez osobę, którą on, jak również 14 milionów buddystów, uważa za najświętszą na ziemi osobę, za żyjącego Buddę - Jego Świątobliwość Dalaj Lamę.

Telefon zadzwonił w czasie śniadania, 18 kwietnia 1986 roku. Maria, otoczona zgiełkiem i hałasem spowodowanym przez jej dużą rodzinę, sprzeczającą się o paczkę płatków śniadaniowych, z trudnością mogła zrozumieć cichy głos Lamy Zopy dzwoniącego z Indii. Czy mogłaby przyjechać w następnym tygodniu do Delhi razem z Oselem, aby poddać go kilku badaniom? Pieniądze mogłyby zostać dostarczone przez rezydującego w ośrodku Gesze, który właśnie przechowywał potrzebną sumę, trzymając ją na jakieś bliżej nie sprecyzowane potrzeby. Maria z trudem przyjęła to do wiadomości. Co też miał właściwie na myśli Lama Zopa? Czy Osel będzie, wraz z innymi dziećmi, przebadany, aby można się było przekonać, czy, w końcu, jest on inkarnacją Lamy Yeshe? Z głową zaprzątniętą całkowicie przygotowaniami do wyjazdu, nie miała właściwie czasu na zastanawianie się nad przyszłymi konsekwencjami swojej podróży.

Przybycie do Delhi z trudem mogło się wydawać jako dobrze wróżące; przedmonsunowy upał był duszący, i Osel, przyzwyczajony do świeżego, wiosennego powietrza hiszpańskich gór, zaczął wyraźnie słabnąć. Dzielnica, w której zamieszkali była bardzo zatłoczona. Osel został ciężko pokąsany przez komary, a w końcu upadł, raniąc się w oko. Maria także nie czuła się najlepiej. Była zaniepokojona tym co się działo, wciąż pielęgnując poczucie winy, że część jej podświadomości mogła odegrać jakąś rolę w tej całej sprawie. Następnie powiedziano jej, że powodem, dla którego przybyła z synem do Delhi było to, że Dalaj Lama właśnie się tam znajdował, i że przed wyjazdem pragnął zobaczyć Osela. Przygotowali się więc: Lama Zopa, jego sekretarz, Jacie Keeley, mniszka z Australii Yeshe Khadro, Maria, oraz Osel. Zakupiono bukiety kwiatów. Yeshe Khadro kupiła również jedną białą różę. Przygotowano także tradycyjne, białe szarfy.

O umówionym czasie zostali wprowadzeni do pokoju hotelowego, w którym zatrzymał się Dalaj Lama, tradycyjne szarfy zostały ofiarowane, a bukiety kwiatów odłożone na pobliski stolik. Dalaj Lama długo spoglądał na Osel’a i delikatnie wziął go na ręce. Twarz dziecka zmieniła się w wyraz kompletnego zachwytu. Ześlizgnął się na podłogę i podbiegł do stolika, gdzie spośród stosu kwiatów wygrzebał białą różę. Wrócił do Dalaj Lamy i delikatnie dotknął kwiatem jego policzka. Dalaj Lama roześmiał się, zadowolony. Wszyscy byli zdumieni. Nikt przecież nie powiedział Osel'owi, że biały kwiat miał być darem od niego dla Dalaj Lamy! Dalaj Lama spojrzał na Marię i powiedział, że Osel z wiekiem będzie dawał dalsze dowody swojej prawdziwej tożsamości.

Wciąż jednak nic nie zostało powiedziane definitywnie. Lama Zopa ogłosił jednak, że wszyscy powinni udać się teraz do samochodów i rozpocząć 250 milową podróż do Dharamsali. Jechali 15 godzin non-stop. Osel stawał się coraz bardziej rozdrażniony. Maria nie miała pojęcia, co właściwie się dzieje. Nie wiedziała, że Dalaj Lama poradził Lamie Zopie, że ogłoszenie prawdziwej tożsamości Osel’a na tym etapie może spowodować pewne problemy. Czternaście miesięcy to wyjątkowo młody wiek na rozpoznanie reinkarnacji. Większość Tulku zostaje oficjalnie rozpoznana dopiero w wieku 4-5 lat. Lama Zopa miał więc poważny dylemat. Nic na świecie nie skłoniłoby go do narażenia życia jego ukochanego Lamy, jednak zdawał sobie sprawę, że jego zachodni uczniowie desperacko potrzebują nie tylko dowodu na reinkarnację, ale także obecności Lamy Yeshe. Podczas tej długiej podróży samochodem do Dharamsali, zastanawiał się nad podjęciem właściwych działań.

Kiedy przybyli, decyzja została już podjęta. Lama Zopa przywołał grupę uczniów Lamy Yeshe, mnichów i mniszek przebywających w ośrodku medytacji Tushita, ubrał Osel’a w swoją własną, żółtą koszulę, umieścił go na tronie Lamy Yeshe w jego pokoju, pokłonił się przed nim trzy razy, i ofiarował mu mandalę. „Oto wasz guru”, powiedział. Osel, który dotąd wydawał się wyczerpany, wypełniony nagle energią uniósł się z poduszek i odłożył na bok swoją butelkę. Zmieniła się cała jego postawa. Usiadł wyprostowany, w pełni przebudzony, z błyszczącymi oczami, z buzią pełną życia. Wziął dordże i dzwonek we właściwy sposób, i z zapałem zaczął nimi poruszać, jak prawdziwy tybetański lama powinien. Odłożył je, a potem powtórzył wszystkie swoje czynności, i jeszcze raz, i jeszcze raz! Zrobił to 7 czy 8 razy, przez cały czas śmiejąc się. Ludzie zaczęli płakać. Było to tak podobne do Lamy Yeshe. Maria poczuła się wewnętrznie sparaliżowana. W końcu zrozumiała. Dziecko, które nosiła pod sercem i urodziła, zostało rozpoznane, jako reinkarnacja Lamy Yeshe, człowieka, który okazał tak wielki talent i oddanie idei nauczania buddyzmu na zachodzie. Później rozmawiała z Lamą Zopą. Dlaczego nie ostrzegł jej wcześniej? Odpowiedział, że był kompletnie przekonany o tym, że to Osel jest inkarnacją, a potem zapytał, czy ona w to uwierzyła. „Nie wiem. To trudne. Myślę, że potrzebuję dalszych dowodów”, odpowiedziała szczerze.

Dowody zaczęły się pojawiać. Osel wciąż musiał przejść tradycyjne testy, które przechodzą wszyscy reinkarnowani lamowie. Tak więc, zgodnie z tybetańską tradycją trwającą od stuleci, Lama Zopa zebrał rzeczy należące do Lamy Yeshe, wymieszał je z innymi, podobnymi przedmiotami, i poprosił Osel’a, aby wybrał z nich swoje własne. Zaczął od buddyjskiego różańca, zwykłego, wykonanego z drewnianych paciorków, który był Lamy Yeshe ulubionym, umieścił go na niskim stole wraz z innymi, prawie identycznymi w stylu, i jednego wykonanego z błyszczących, kryształowych paciorków, który został wybrany, jako naturalny wabik dla dziecka w wieku czternastu miesięcy. Następnie, w obecności Marii oraz kilku uczniów, poprosił Osel’a „Daj mi różaniec z twojego poprzedniego wcielenia”. Osel odwrócił głowę, jak gdyby był znudzony. Następnie odwrócił ją z powrotem, i bez wahania wybrał właściwy różaniec, który wziął w obie rączki, podnosząc go ponad głowę, jak gdyby w geście triumfu. Australijski mnich Max Redlich, był gotowy do robienia zdjęć, z dwoma aparatami, jednym nowym, a drugim antykiem, należącym dawniej do Lamy Yeshe. „Użyj starego”, powiedział Lama Zopa. Max zignorował go, sięgając po nowoczesny aparat. Aparat zablokował się. Max nie zrobił zdjęcia.

Po przerwie Lama Zopa rozmieścił dzwonki, których było 8. Tym razem Osel marudził trochę. Ustawiał dzwonki parami, dzwoniąc nimi i odstawiając je. Lama Zopa poinstruował go ponownie „Daj mi dzwonek z twojego poprzedniego wcielenia”. Maria, obserwując wydarzenie, nie spodziewała się, że jej dziecko będzie w stanie dokonać tego samego cudu ponownie. Był taki mały. Taki wyczyn z pewnością był poza jego zasięgiem. Osel dalej bawił się dzwonkami, to podnosząc je, to odstawiając. Wyglądało to niemal, jak gdyby drażnił się z otaczającymi go ludźmi. Lama Zopa powtórzył polecenie. „Osel, daj mi twój dzwonek”. Osel delikatnie, ale z wielkim zdecydowaniem, wziął dłoń Lamy Zopy i położył ją na właściwym dzwonku. Tym razem Max Redlich był gotowy z działającym aparatem.

Osel przeszedł testy i mógł być oficjalnie rozpoznany, jako prawowita inkarnacja zmarłego Lamy Thubten’a Yeshe. Zachodni mnisi, mniszki i uczniowie z Dharamsali, którzy byli głęboko związani z Lamą Yeshe, nie mogli oderwać wzroku od jasnowłosego berbecia biegającego wśród nich w pieluszkach. Powiedziano im, że to ich wielki Guru... Lecz w jakże zmienionej formie! Było to trudne do zaakceptowania. Czekali więc na dalsze znaki. Osel je ukazał.

Na szczycie góry, ponad ośrodkiem medytacji Tushita, znajduje się dom, gdzie mieszkał kiedyś wielki mistrz tantrycznych medytacji - Kjabdzie Ling Rinpocze, główny nauczyciel Dalaj Lamy, 97 dzierżyciel tronu Lamy Tsongkhapy. Odszedł w grudniu 1983 roku, a jako wyraz podziwu dla tego czcigodnego uczonego i duchowego mistrza, Dalaj Lama zdecydował się na zabalsamowanie jego ciała zgodnie ze starą tybetańską metodą. Ciało istnieje po dziś dzień, umieszczone w jednym z pokojów niezwykłego kolonialnego domu, w pozycji lotosu, z rękami ułożonymi w mudry (symboliczne gesty) nauczania, z wyrazem całkowitego spokoju na prastarej, mądrej, współczującej twarzy. Osel został zabrany tam, razem z Marią i Maxem Redlich’em. Kiedy ujrzał zabalsamowane ciało, zrobił przed nim na ziemi pełny pokłon. Wstał, i powtórzył pokłon trzy razy. Maria i Max byli zdumieni. Gdzie on nauczył się takich rzeczy? Ale na tym nie koniec. Później okrążył stupę poświęconą swemu poprzedniemu rdzennemu guru, Tridziang’owi Rinpocze. Bez zwlekania, Osel wyruszył, aby okrążyć stupę zgodnie z ruchem wskazówek zegara, jak postąpiłby każdy tybetański pielgrzym. Zatrzymywał się czasem, aby zrobić pokłony, i żeby upewnić się, że inni go naśladują. Dla czternastomiesięcznego dziecka jest to zachowanie dość niezwykłe.

Zapewne najbardziej wzruszającą sceną były odwiedziny Osel’a u obecnej inkarnacji Tridziang’a Rinpocze, czterolatka z imponującą prezencją, mądrego nad swój wiek, do którego już setki Tybetańczyków przybywało po błogosławieństwo. Lama Yeshe był bardzo oddany swojemu nauczycielowi, i płakał otwarcie, gdy ten umarł, mówiąc, że wszystko, czego był w stanie dokonać, zawdzięcza dobroci Tridziang’a Rinpocze. Teraz Osel został poinformowany, do kogo się udaje. Dziecko nie mogło nad sobą zapanować, trzęsło się całe z radości. Niosąc podarunki, skierowali się do nowego domu Tridziang’a Rinpocze (Osel wciąż trzęsąc się z niecierpliwości) i tam spotkali się wreszcie, uradowani własnym towarzystwem. Osel sięgnął po pieniądze, które przeznaczone były na ofiarę i z wielką radością podał je Tridziang’owi Rinpocze, który równie wniebowzięty, oddał je z powrotem Oselowi. Wymiana ta zachodziła jeszcze kilkakrotnie, a jej uczestnicy wyraźnie byli nią zachwyceni. Świadkowie zachowania Osela patrzyli z zachwytem. Rozmawiali ze sobą, pełni podziwu dla wyjątkowości tego małego dziecka, które pojawiło się między nimi.







Free counter and web stats