R E I N K A R N A C J A



Przeszłe i przyszłe żywoty

Zaakceptowanie idei tulku wymaga uznania istnienia przeszłych i przyszłych żywotów. Czujące istoty rodzą się z żywotów minionych i odradzają ponownie po śmierci. Ideę tę uznają wszystkie starożytne duchowe tradycje i szkoły filozoficzne Indii z wyjątkiem materialistycznego ruchu czarwaków. Niektórzy współcześni myśliciele zaprzeczają istnieniu kolejnych żywotów, argumentując, że nie możemy ich zobaczyć. Inni nie wyciągają z tego powodu tak jednoznacznych wniosków.

Choć wiele tradycji religijnych uznaje inkarnację, różnią się one poglądami na temat tego, co i w jaki sposób się odradza oraz jak wygląda okres dzielący dwa wcielenia. Niektóre akceptują perspektywę przyszłych żywotów, odrzucając ideę poprzednich.

Najogólniej rzecz ujmując, buddyści wierzą, że narodziny nie mają początku i że wyzwoliwszy się z cyklicznego bytu dzięki pokonaniu karmy i negatywnych uczuć, nie będziemy się odradzać pod wpływem tych czynników. Zatem buddyści uważają, iż istnieje koniec wcielania się za sprawą karmy i szkodliwych emocji, mimo to większość szkół filozoficznych tego nurtu nie uznaje końca strumienia świadomości. Odrzucenie przeszłych i przyszłych żywotów stałoby w sprzeczności z buddyjską ideą podstawy, ścieżki i rezultatu, którą objaśnia się w kategoriach zdyscyplinowanego bądź niezdyscyplinowanego umysłu. Gdybyśmy zgodzili się z taką argumentacją, logicznie musielibyśmy uznać, że świat i jego mieszkańcy pojawiają się bez przyczyn i warunków. Innymi słowy, będąc buddystą, trzeba uznawać istnienie przeszłych i przyszłych żywotów.

Dla tych, którzy poprzednie życia pamiętają, odrodzenie jest po prostu doświadczeniem. Większość zwykłych istot zapomina je jednak, przechodząc przez śmierć, okres pośredni i narodziny. Ponieważ dla nich minione i przyszłe żywoty są nieco zatarte, musimy wykazać ich istnienie za pomocą logiki opartej na dowodach.

W słowach Buddy i komentarzach, jakimi je później opatrywano, znajdziemy wiele logicznych argumentów przemawiających za istnieniem inkarnacji. Można zebrać je w cztery zagadnienia: że rzeczy poprzedzają rzeczy podobnego rodzaju, że rzeczy są poprzedzane konkretnymi przyczynami, że umysł zapoznaje się z rzeczami i że doświadczał ich w przeszłości.

W ostatecznym rozrachunku argumenty te sprowadzają się do tego, że natura umysłu, jego przejrzystość i świadomość, muszą mieć przyczyny w postaci przejrzystości i świadomości. Nie może zrodzić ich nic innego, na przykład przedmiot nieożywiony. To oczywiste. Z logicznej analizy wnosimy, że nowy strumień przejrzystości i świadomości nie może wziąć się z niczego ani z przyczyn z nim niezwiązanych. Dochodzimy do wniosku, że nie da się wyprodukować umysłu w laboratorium ani położyć kresu ciągłości subtelnej przejrzystości i świadomości.

Z tego co mi wiadomo, żadnemu współczesnemu psychologowi, fizykowi czy neurobiologowi nie udało się zaobserwować ani zapowiedzieć stworzenia umysłu z materii lub bez przyczyny.

Są ludzie, którzy pamiętają życie poprzednie czy wręcz wiele wcześniejszych żywotów, inni rozpoznają miejsca i krewnych z zamierzchłej przeszłości. I nie jest to li tylko zjawisko dawne. Również dziś wielu ludzi na wschodzie i zachodzie pamięta wydarzenia i przeżycia z minionych żywotów. Zaprzeczanie temu nie jest uczciwym i bezstronnym prowadzeniem badań, ponieważ kłóci się z owymi faktami. Tybetański system rozpoznawania inkarnacji to autentyczny sposób dociekania prawdy w oparciu o ludzkie wspomnienia z poprzednich żywotów.

W jaki sposób dochodzi do odrodzenia

Po śmierci można się odrodzić na dwa sposoby: za sprawą mocy karmy i negatywnych uczuć bądź współczucia i modlitwy. W przypadku pierwszym z powodu nieświadomości tworzy się negatywną i pozytywną karmę, pozostawiającą w świadomości ślady, które, uruchamiane ponownie pragnieniem i lgnięciem, popychają nas do następnego życia. Odradzamy się wtedy poza kontrolą woli w niższych lub wyższych światach. W ten sposób zwykłe istoty krążą bez ustanku w istnieniu niczym w obracającym się kole, niemniej nawet w takich okolicznościach mogą, powodowane pozytywnymi pobudkami, pilnie angażować się w prawe działania w codziennym życiu. Owo zaznajomienie z cnotą może uaktywnić się w chwili śmierci, prowadząc do odrodzenia w wyższych sferach bytu. Z drugiej strony, wyżsi Bodhisattwowie, którzy wkroczyli na ścieżkę widzenia, nie odradzają się za sprawą karmy i negatywnych uczuć, lecz mocy współczucia wobec czujących istot i modlitw o ich dobro. Są w stanie wybrać miejsce i czas odrodzenia oraz przyszłych rodziców. Takim odrodzeniem, którego jedynym celem jest pomaganie innym, kieruje siła współczucia i modlitwy.

Znaczenie tulku

Wydaje się, że Tybetańczycy zaczęli używać określenia „tulku" (ciało emanacji Buddy) na znak szacunku wobec rozpoznanych inkarnacji, z czasem jednak słowo to spowszedniało. Ogólnie rzecz biorąc termin tulku odnosi się do jednego z trzech lub czterech opisanych w sutrach aspektów Buddy. Wedle tych wyjaśnień osoba pozostająca pod wpływem szkodliwych uczuć i karmy posiada potencjał osiągnięcia „ciała prawdy" (dharmakaji), składającego się z „mądrości ciała prawdy" i „natury ciała prawdy". Pierwsze odnosi się do „przebudzonego umysłu Buddy", który w jednej chwili bezpośrednio i dokładnie widzi wszystko takim, jakim jest. Dzięki gromadzeniu zasługi i mądrości przez długi czas nie ma w nim żadnych szkodliwych uczuć ani ich śladów. Drugie odnosi się do pustej natury tego wszechwiedzącego umysłu. Oba razem są aspektami Buddów dla nich samych, ale nie, bezpośrednio, dla innych. Aby im pomagać Buddowie muszą więc manifestować się w dostępnych dla istot formach fizycznych. Ostateczny fizyczny aspekt Buddy to „ciało doskonałej radości" (sambhogakaja), które jest w zasięgu najwyższych Bodhisattwów i ma pięć określonych zdolności, takich jak przebywanie w czystej krainie Akaniszta. Z niego manifestują się niezliczone „ciała emanacji - czyli „tulku" (nirmanakaja) - jako dostępni nawet zwykłym istotom bogowie lub ludzie. Te dwa fizyczne aspekty nazywa się „ciałami foremnymi"; są one przeznaczone dla innych.

Istnieją trzy rodzaje ciała emanacji: pierwszy, „najwyższy" to, jak Siakjamuni, historyczny Budda, który manifestuje dwanaście czynów, takich jak przyjście na świat w wybranym przez siebie miejscu, i tak dalej; drugi, „artystyczny", służący innym jako rzemieślnik, malarz, i tak dalej; oraz trzeci, „inkarnowany", pojawiający się w rozmaitych postaciach - ludzi, bóstw, rzek, mostów, roślin leczniczych, drzew - by pomagać czującym istotom. Inkarnacje duchowych mistrzów nazywane w Tybecie „tulku" należą do kategorii trzeciej. Pośród nich zdarzają się prawdziwe „inkarnowane ciała emanacji" Buddów, lecz nie musi dotyczyć to wszystkich. Pośród tybetańskich tulku mogą być wcielenia najwyższych Bodhisattwów, Bodhisattwów na ścieżkach nagromadzenia i przygotowania oraz mistrzów, którzy w sposób oczywisty nie wkroczyli jeszcze na ścieżkę Bodhisattwy. Tytuł „tulku" nadaje się więc inkarnowanym Lamom na podstawie podobieństwa do Przebudzonych lub związku z ich pewnymi przymiotami. Jak powiada Dziamjang Khjence Łangpo: „Reinkarnacja zachodzi po śmierci poprzednika, emanacja zaś to manifestacja bez odejścia źródła".

Rozpoznawanie reinkarnacji

Praktyka rozpoznawania tożsamości na podstawie poprzedniego życia zaczyna się w czasach Buddy Siakjamuniego. W czterech częściach agama winaja pitaki, w dżatakach, w „Sutrze mądrych i głupich", w „Sutrze stu tysięcy karm" i tak dalej znajdujemy mnóstwo przypowieści, w których Tathagata mówi o działaniu karmy i o tym, jak pewne czyny z poprzedniego żywota są doświadczane w życiu obecnym. Również wielu indyjskich mistrzów, którzy żyli w czasach późniejszych, mówiło o swoich wcześniejszych wcieleniach. Znamy mnóstwo takich historii, jednak system rozpoznawania i numerowania inkarnacji nie narodził się w Indiach.

Tybetański system rozpoznawania reinkarnacji

Istnienie przeszłych i przyszłych żywotów uznawała rodzima tradycja bon przed przeniesieniem buddyzmu do Tybetu - potem wierzyli w nie dosłownie wszyscy Tybetańczycy. Obyczaj rozpoznawania wcieleń nauczających Dharmy duchowych mistrzów i modlenia się do nich kultywowano w całym kraju. W wielu autentycznych, tybetańskich pismach, takich jak „Mani kabum", „Pięciorakie nauki Kathang", czy pochodzących od wspaniałego, niezrównanego indyjskiego mistrza Dipankary Atisi i spisanych w XI wieku w Tybecie „Księgach uczniów kadampy" oraz „Klejnotowej girlandzie" znajdujemy opowieści o wcieleniach Arja Awalokiteśwary, niemniej współczesna tradycja formalnego rozpoznawania inkarnacji mistrzów narodziła się na początku XIII wieku wraz z uznaniem Karmy Paksziego za wcielenie Dysum Khjenpy, który w tym celu pozostawił uczniom przepowiednię. Od ponad dziewięciuset lat było siedemnaście inkarnacji Karmapów. Podobnie, od chwili rozpoznania w Kundze Sangpo odrodzenia Khandro Czokji Dronme w XV wieku na świat przyszło ponad dziesięć Dordże Phagmo z Samdingu. Pośród tulku rozpoznawanych w Tybecie są mnisi i adepci świeccy, mężczyźni i kobiety. Ów system zaadaptowały później inne tradycje buddyjskie oraz bon. Dziś mamy tulku we wszystkich służących Dharmie tybetańskich szkołach buddyjskich: sakja, gelug, kagju, njingma oraz dzonang i bodong. Nie ulega też wątpliwości, że niektórzy spośród owych tulku przynoszą wstyd.

Wszechwiedzący Gendun Drub, który był uczniem Dzie Congkhapy, założył klasztor Taszilhunpo w Cangu i opiekował się swymi uczniami. Zmarł w 1474 roku w wieku osiemdziesięciu czterech lat. Choć początkowo nie podjęto żadnych kroków w celu rozpoznania jego inkarnacji, musiano za nią uznać urodzonego (w 1476 roku) w Tanaku, w Cangu chłopca imieniem Sangje Czophel z uwagi na jego zdumiewającą, doskonałą pamięć wydarzeń z poprzedniego żywota. W ten sposób narodziła się tradycja poszukiwania i rozpoznawania inkarnacji, najpierw przez Labrang Gaden Phodrang, a następnie przez rząd Gaden Phodrang.

Sposoby rozpoznawania inkarnacji

Wraz z powstaniem systemu rozpoznawania tulku zaczęły rozwijać się służące temu procedury. Do najważniejszych należą pozostawienie przez odchodzącego listu-przepowiedni bądź pewnych wskazówek, pojawienie się określonych znaków, pamięć i relacje z poprzedniego życia czy wreszcie wskazanie przez następcę przedmiotów należących do poprzednika bądź rozpoznawanie bliskich mu ludzi. Korzystano też z innych metod: proszono o wróżbę wiarygodnych duchowych mistrzów, zasięgano rady światowych wyroczni przemawiających przez pogrążone w transie medium czy też szukano wizji w wodach świętych jezior, takich jak położone na południe od Lhasy Lhamo Lhaco. W przypadku pojawienia się więcej niż jednego obiecującego kandydata i trudności z dokonaniem wyboru, ostateczną decyzję podejmowano przy pomocy losowania kulek z ciasta (zen tak), wzywając prawdę przed świętym wizerunkiem.

Emanacja przed śmiercią poprzednika (ma-dhe tulku)

Najczęściej inkarnacją jest ktoś, rodzący się w ludzkim ciele po odejściu poprzednika. Z reguły zwykłe istoty nie są w stanie manifestować emanacji przed śmiercią (ma-dhe tulku), lecz potrafią to wyżsi Bodhisattwowie, którzy mogą ukazywać się w setkach i tysiącach ciał jednocześnie. W tybetańskim systemie rozpoznawania tulku są emanacje, które należą do tego samego strumienia umysłu co poprzednik, emanacje związane z nim mocą karmy i modlitw, oraz emanacje pobłogosławione i mianowane.

Głównym celem pojawienia się inkarnacji jest kontynuowanie niedokończonego dzieła w służbie Dharmy i istot. W przypadku Lamy, będącego zwykłą istotą, zamiast emanacji należącej do tego samego strumienia świadomości za emanację uznać można kogoś związanego z nim lub z nią czystą karmą i mocą modlitw. Skoro przyjmuje się to w przypadku istot zwykłych, emanacja przed śmiercią, nie należąca do jednego strumienia umysłu, jest do przyjęcia. Bywa, że wysoki lama ma jednocześnie kilka inkarnacji - ciała, mowy, umysłu i tak dalej. W ostatnich czasach słynne wcielenia poprzedzające śmierć to choćby Dudziom Dziddral Jesze Dordże czy Czogje Triczen Ngałang Khjenrab.


Jego Świątobliwość Tenzin Gjatso, XIV-sty Dalaj Lama Tybetu





Reinkarnacja w religiach i tradycjach ezoterycznych

Mariusz Dobkowski


Niniejszy szkic nie ma ambicji, aby wyczerpać obszerny i złożony temat tak zwanej „wędrówki dusz”. Dwie zasadnicze trudności stoją bowiem przed badaczem tego zjawiska: po pierwsze, jego duża rozległość religijno-kulturowa (dotyczy ono wielu kultur i religii tak w czasie, jak i w przestrzeni), po drugie, wiele perspektyw metodologicznych, które pragną go uchwycić. Są to: 1.  ujęcie opisowe (np. religioznawstwo porównawcze i fenomenologia religii), 2.  ujęcie wyjaśniające (np. antropologia kulturowa i psychologia jungowska 3.  ujęcie eksperymentalne (np. badania jednego z twórców psychologii transpersonalnej Stanislava Grofa a także 4.   ujęcie terapeutyczne. W tej pracy stawiam sobie  następujące zadania 1.  dokonać pobieżnego przeglądu najważniejszych systemów reinkarnacyjnych (religijnych i ezoterycznych), aby następnie na podstawie poczynionych obserwacji 2.  naszkicować ogólny model systemu reinkarnacyjnego.

 

Na wstępnie, aby uporządkować dalsze rozważania, chciałbym przypomnieć, że istnieje kilka nazw pokrewnych na określenie reinkarnacji, czyli tzw. „wędrówki dusz”. Są to: metempsychoza, transmigracja oraz palingeneza. Reinkarnacja, podobnie jak palingeneza odnosi się zwykle do powtórnych narodzin w ludzkim ciele, podczas gdy metempsychoza i transmigracja dotyczą raczej inkarnacji w inne istoty żywe (rośliny i zwierzęta) oraz w byty duchowe (bóstwa niebiańskie i piekielne). W niektórych religiach (np. dźinizm i w pewnej mierze manicheizm) wędrujące dusze mogą ożywiać również grudki ziemi, kamienie, krople wody, iskry ognia czy podmuchy powietrza.

 

 

Religie Indii

 

Indie — to krąg kulturowy najbardziej znany z idei reinkarnacji. Wędrówka dusz jest jedną z najważniejszych zasad hinduizmu, buddyzmu i dżinizmu. Podstawową ideą, podzielaną przez większość religijno-filozoficznych systemów indyjskich, jest nauka o prawie karmana (sanskr., dosł. „czyn, działanie”) i cyklu sansary (sanskr., dosł. „potok”, „przepływanie”, co w odniesieniu do reinkarnacji jest tłumaczone jako „wieczna wędrówka”). Prawo karmana mówi, że każde działanie ma swój skutek. To czym jesteśmy dziś zależy więc od naszych poprzednich działań, a to kim będziemy — od czynów, których dokonujemy teraz. Jest to prawo kosmiczne, dotyczące wszystkich istot żywych i bytów duchowych, a nawet grup społecznych i narodów. W odniesieniu do jednostkowego istnienia, jego dzisiejszą sytuację i status tłumaczy się sumą dobrych i złych uczynków dokonanych w poprzednim życiu (życiach).  Złe uczynki i przywiązanie do świata materialnego powodują, że dusza (umysł, ciało subtelne) wciąż się wcielają popadając w cykl sansary (koła narodzin i śmierci). Tkwienie w nim powoduje stan znużenia i cierpienia. Wyrwaniem się z tego mogącego trwać w nieskończenie cyklu, jest wyzwolenie (sanskr. moksza). Koncepcja karmana i sansary pojawiła się w Indiach po raz pierwszy w świętych tekstach zwanych Upaniszadami (najważniejsze z nich powstały w VIII-VII w. p.n.e.). Tak o powtórnych narodzinach mówi jedna z upaniszad: „Zmarły odradza się tutaj [na ziemi] jako robak lub owad, ryba lub ptak, tygrys, czy lew, dzik, czy nosorożec, człowiek lub inne stworzenie, zależnie od jego minionych działań”. Sposobem na wyzwolenie się z kręgu powtórnych narodzin jest, według tych ksiąg, zrozumienie, że dusza jednostki (atman) jest tym samym, co absolutny byt kosmosu (brahman). Bhagawadgita, hinduistyczny poematu z III w. p.n.e. następująco objaśnia reinkarnację: „Tak, jak człowiek zakłada nowe ubranie, zdejmując stare, podobnie dusza przyjmuje nowe materialne ciało, porzucając stare i zużyte. Dla tego, kto się narodził śmierć jest pewna, a dla tego, kto umarł, nieuniknione są narodziny”. Bhagawadgita modyfikowała wcześniejszą zasadę wyzwolenia z kręgu wcieleń, nakazującą  powstrzymanie się od aktywności w świecie materialnym. Twierdziła ona mianowicie, że działaniom tym można oddawać się pod warunkiem nie przywiązywania się do ich skutków. Należało zatem działać dla samego działania, czyli altruistycznie. Takie złagodzenie warunków wyzwolenia się z kręgu wcieleń spowodowało też upowszechnienie się zasady karmana i sansary, a zatem i samej idei reinkarnacji.

 

Buddyzm przejął od hinduizmu negatywną ocenę idei nieskończonego kręgu wędrówki dusz. Według nauk Buddy (VI/V w. p.n.e.) i jego kontynuatorów, w kręgu wcieleń znajdują się wszelkie istoty obdarzone zmysłami. Są nimi zatem ludzie, zwierzęta, głodne duchy, demony, półbogowie i bogowie. Wszystkie one są przywiązane (choć w różnym stopniu) do świata materialnego za przyczyną pragnienia i z tego powodu odczuwają cierpienie. Krąg wcieleń kojarzony jest w tej religii ze światem iluzji i zmienności. Wyrwanie się z kręgu sansary, to dla buddystów stan wygaszenia zmysłów i porzucenia przywiązania do materialnego świata. Taki stan wyzwolenia jest nazywany nirwaną („zgaśnięcie, bycie zgaszonym”), a istota, która go dostąpiła — buddą. Buddyści wierzą, że założyciel ich religii Budda Siddhartha Gautama miał wcześniej wiele wcieleń. Przedstawiciele wczesnego buddyzmu hinajany wymieniają sześć: Wipassi, Sikhi, Wessabhu, Kakusanadha, Konagamana i Kassapa (Kaśjapa). Po Gautamie nadejdzie jeszcze budda Metteja (Majtreja).

 

W buddyzmie tybetańskim ważnym elementem cyklu reinkarnacji jest przejście duszy zmarłego przez krainę zaświatową zwaną bar-do (tyb. „to, co jest pomiędzy dwoma”). Dusza zmarłego znajduje się tu 49 dni po śmierci. Jest to czas bardzo ważny dla transmigrującego podmiotu, gdyż w tym okresie zostaje przesądzone, czy będzie się on ponownie inkarnował, czy dostąpi nirwany. To rozstrzygnięcie nie zależy tylko, jak można byłoby się spodziewać, od karmy zebranej podczas poprzednich wcieleń (w 6 sferach egzystencji: krainie bogów, miejscu półbogów, świecie ludzi, obszarze zwierząt, sferze głodnych duchów i otchłani piekielnej)[3], ale także od tego, jak dusza zmarłego przebędzie bar-do. Bowiem w bar-do ukazują się duszy różne istoty duchowe: buddowie, bóstwa (gniewne i łagodne) oraz demony. Istotą tej zaświatowej inicjacji jest właściwe rozpoznanie tych istot (jest ich ponad sto), a przede wszystkim uzmysłowienie sobie ich pozornej realności. Aby pomóc duszy umarłego przebyć tę przestrzeń, kapłani buddyzmu tybetańskiego (lamowie) recytują specjalne teksty z Księgi Umarłych (pełny tytuł Wielkie Wyzwolenie z Bar-do przez Słuchanie, tyb. Bar-do t<os-grol cz<en-mo)[4]. Swoje instrukcje ilustrują pokazywaniem wizerunków bóstw, które właśnie spotyka dusza zmarłego. Kolejne etapy podróży zaznaczają kredą na specjalnej tablicy. 

 

Dźinizm, religia powstała w Indiach podobnie jak buddyzm na przełomie VI i V wieku p.n.e., także przyjmował ideę cyklu ponownych narodzin (sansara) i zasług zbieranych w trakcie kolejnych wcieleń (karma). Według dźinijskiej nauki o reinkarnacji dusza (dźiwa) odradza się w czterech podstawowych formach bytu, jako istota demoniczna, zwierzę, człowiek oraz istota niebiańska. Mówi się niekiedy, że byty duchowe mogą wcielać się np. w śnieg, ogień, wodę i powietrze — substancje i zjawiska, które my uznajemy za nieożywione. W kosmosie stale krąży ta sama ilość dusz. Na miejsce tych, które już się uwolniły pojawiają się nowe, pochodzące z form roślinnych, gdzie egzystują w postaci zbiorowej. Co powoduje, że dusza „awansuje” w cyklu narodzin, lub obniża swój status? Dźiniści tłumaczą to subtelną materią, która przyłącza się do duszy. W wyniku złych uczynków, dusza przyciąga do siebie drobiny tej materii, co skutkuje opadaniem jej oraz inkarnacje w coraz to niższe istoty. Uwalnianie cząstek materii karmicznej powoduje, że dusza unosi się w górne rejony kosmosu. Dusza zupełnie uwolniona od karmana znajduje swoje miejsce na szczycie wszechświata, gdzie już na zawsze pozostaje wolna. Jest ona nazywana dźina (sanskr. „zwycięzca”). Dodać należy, iż dusza uwalniająca się od subtelnej materii świeci coraz jaśniej własnym blaskiem, natomiast dusza upadająca, oblepiana karmicznymi cząstkami  — ciemnieje. Jak — według dźinizmu — uwolnić się z kręgu wcieleń? Nauka dźinizmu twierdzi, że do powstrzymania drobin materii karmicznej przyczynia się życie zgodne z etyką religijną, medytacja i studiowanie świetnych tekstów. Natomiast usunięcie jej wymaga już bardziej radykalnych środków: należy oddać się surowej ascezie, w skład której wchodzą posty, medytacje, a nawet rytualne samobójstwo.

 

 

Starożytna Grecja

 

W starożytnej Grecji idea reinkarnacji pojawiła się w orfizmie i pitagoreizmie, skąd przeniknęła do filozofii Platona (427-347 p.n.e.).  Orfizm był ruchem religijnym, który rozwijał się w VI-V w. p.n.e., a następnie odrodził się w czasach cesarstwa rzymskiego. Według niego dusza przebywająca w ciele człowieka zamknięta jest w nim jak w grobie. Po śmierci udaje się do Hadesu, gdzie staje przed sądem. Jeśli była duszą niegodziwca — zostaje zesłana czasowo do miejsca kary, a jeśli człowieka prawego — trafia do krainy szczęśliwości. Po tysiącu lat dusze powracają na ziemię. Zwykły śmiertelnik powinien powtórzyć cykl dziesięciokrotnie. Wszystkie dusze, które mają się powtórnie wcielić, muszą pić w zaświatach ze źródła Lete, by zapomnieć o poprzedniej inkarnacji. Dusze orfików, jako doskonałe, nie odradzają się powtórnie i dlatego powinny unikać wód zapomnienia. Cykl narodzin i śmierci spowodowany jest potrzebą oczyszczenia duszy człowieka z pierwiastka tytanicznego (Tytani poćwiartowali Dionizosa i zjedli go; zostali za to spaleni piorunem Zeusa, a z ich popiołów powstali ludzie). Ostateczne oczyszczenie dokonuje się w ciele orfika, który przechodzi specjalne ryty oczyszczające i inicjacyjne oraz praktykuje ascezę (m.in. wegetarianizm, wyrzeczenie się wełnianych szat i spożywania bobu). Podobne poglądy dotyczące odradzania się duszy w kolejnych wcieleniach głosił także Pitagoras (572-497 p.n.e.) i jego uczniowie zgromadzeni w bractwach religijnych.

 

Platon przejął orficko-pitagorejską naukę o duszy, a szczególnie myśl o niezależnej egzystencji duszy od ciała i jej kolejnych inkarnacjach. Dla tego filozofa prawdziwe poznanie polegało na przypominaniu sobie wiedzy sprzed obecnego wcielenia (anamneza).

 

 

Religie monoteistyczne

 

W religiach monoteistycznych (judaizm, chrześcijaństwo, islam) idea reinkarnacji występuje w ich nurtach ezoterycznych lub heretyckich.

 

W judaizmie wędrówka dusz (hebr. gilgul neszamot) jest elementem nauki karaimów, odłamu powstałego w VIII w. n.e., ma też ważne miejsce w kabale średniowiecznej i nowożytnej. Tu po raz pierwszy występuje w XII-wiecznej Księdze Jasności (Sefer ha-Bahir). Koncepcją ponownych narodzin kabaliści wyjaśniają, dlaczego niekiedy cierpią sprawiedliwi, a niegodziwcy mają szczęście. Uważa się także, iż osoby przechodzące na judaizm, w poprzednim wcieleniu były Żydami. W kabale nowożytnej, tzw. luriańskiej, w osobach obecnie żyjących rozpoznawano wcielenia patriarchów i innych postaci biblijnych. Dusze mogą ponadto wcielać się w zwierzęta, w przedmioty nieożywione (np. w kamienie) lub błąkać się niewcielone jako tzw. dybuki. Dybuk niekiedy wchodzi w „zajęte” już ciało, co powoduje opętanie.

 

Chrześcijaństwo w swojej postaci religii zinstytucjonalizowanej (Kościoły) nie zna idei transmigracji, odnosiły się do niej natomiast ruchy heterodoksyjne: w Kościele zachodnim — katarzy (patrz niżej), a w Kościele prawosławnym — chłyści (XVII-XIX w.). Jako system quasi-reinkarnacyjny w epoce wczesnego Kościoła można wskazać ideę o preegzystencji dusz, głoszoną przez Orygenesa (185-254). Według jego nauki Bóg na początku stworzył określoną liczbę dusz obdarzonych wolną wolą. Wszystkie one, z wyjątkiem duszy Chrystusa, zgrzeszyły. Ich winy były jednak zróżnicowane, w związku z czym zostały umieszczone na różnych szczeblach stworzenia. Te, które zgrzeszyły najmniej stały się aniołami i archaniołami, te, obciążone największymi winami zostały się demonami. Natomiast dusze, których grzechy były pośrednie otrzymały ludzkie ciała. Nauka o preegzystencji została potępiona na drugim Soborze Konstantynopolitańskim w 553 roku.

 

W islamie zasada wędrówki dusz znalazła miejsce w tradycjach dysydenckich i ezoterycznych. Do najbardziej znanych wyznawców zasady reinkarnacji w islamie należą druzowie. Transmigracją tłumaczą oni m.in. stałą liczbę swoich wyznawców. Często również się sądzi, że sufi, muzułmańscy ezoterycy, w swojej poezji i przypowieściach dawali wyraz doświadczeniom i przekonaniom reinkarnacyjnym. Za jeden z takich dowodów uchodzi fragment pochodzący z dzieła jednego z najwybitniejszych sufich, Dżalaluddina Rumiego, zwanego Moulaną (1207-1273), pt.  Masnawi e Manawi. Tak opisuje on ewolucję pierwiastka duchowego, który przechodzi przez inkarnacje w byty świata mineralnego, roślinnego, zwierzęcego, człowieka, staje się następnie aniołem, aby w końcu powrócić do Boga.

 

Zmarłem z kamienia, w roślinę zamieniony,

zmarłem z rośliny, wziąłem kształt zwierzęcia.

Umarło zwierzę, narodził się człowiek.

Czyżbym się lękał, że mnie śmierć poniży?

Raz jeszcze muszę z człowieczeństwa umrzeć,

Ubrać się w skrzydła i pióra anioła.

Lecz wśród aniołów też nie pozostanę,

Bo — „zginie wszystko oprócz Jego Twarzy”.

A więc przepadam, ginę, bo organy

Śpiewają „wszyscy do Niego wrócimy”[5].

 

Trudno tu zauważyć prawo moralne czy etyczne rządzące „wstępującymi” wcieleniami. Można postawić hipotezę, że zasadą taką jest prawo ewolucji, które powoduje, że każdy byt duchowy musi przejść tę sam łańcuch egzystencji, aby w końcu połączyć się z Bogiem.

Dualiści

Wędrówka dusz była także częścią nauki wygasłej religii dualistycznej manicheizmu, który rozwijał się w Europie, Azji i na północy Afryki od III do XIV wieku n.e. Dobry punkt wyjścia do dyskusji na temat transmigracji u manichejczyków stanowi polemiczny tekst chrześcijański, Acta Archelai, z 1. poł. IV wieku[6].

 

Powiem wam zatem, jak dusza transmigruje do różnych ciał. Po pierwsze tylko mała jej część jest oczyszczana, a w związku z tym przechodzi ona do ciała psa, wielbłąda lub innego żywego stworzenia. Jeśli jest duszą mordercy przenoszona jest do ciał trędowatych; jeśli okaże się, że uczestniczyła w żniwach — do tych, którzy są upośledzeni w mowie. (Określenia duszy mogą być następujące: umysł (nous), myślenie, intelekt, myśl, rozum). Żniwiarze, którzy zbierają plony są jak archonci, którzy byli w ciemności od początku i zjedli zbroję Pierwszego Człowieka. Musieli zatem [żniwiarze — MD] zostać przemienieni w trawę lub rośliny strączkowe, lub jęczmień, lub kłosy zboża, lub jarzyny, a więc także oni mogą zostać ścięci podczas zbiorów.  Jeśli ktoś je chleb, musi także zostać chlebem i być zjedzony. Jeśli ktoś zabije ptaka, stanie się ptakiem; jeśli ktoś zabije mysz, stanie się myszą. Co więcej, jeśli ktoś jest bogaty na tym świecie i umarł, ten musi przejść do ciała żebraka, który chodzi i żebrze, a dalej czeka go wieczna kara. Jednakże, ponieważ to ciało należy do władców[7] i do materii, człowiek, który sadzi drzewo figowe musi przejść przez wiele ciał, aż to drzewo zostanie ścięte. Jeśli człowiek buduje sobie dom, będzie podzielony na wszystkie ciała. Jeśli człowiek kąpie się, jego dusza może przylgnąć do wody. A jeśli człowiek nie daje jałmużny Wybranemu, zostanie ukarany piekłem i będzie odradzał się w ciałach katechumenów[8], dopóki nie wynagrodzi tego wieloma jałmużnami. Dlatego katechumeni przynoszą najlepszą żywność jako ofiarę dla Wybranych. Kiedy oni [Wybrani — MD] mają jeść chleb, najpierw modlą się do chleba: »Nie zżąłem ciebie, ani ciebie nie zmełłem, ani zagniotłem ciebie, ani nie włożyłem cię do pieca, lecz zrobił to wszystko ktoś inny i przyniósł ciebie do mnie. Zjadam (cię bez winy)«. Kiedy powiedział to do siebie, zwraca się do katechumena: »Modliłem się za ciebie« i ten ostatni odchodzi. Jak już tobie mówiłem nieco wcześniej, jeśli człowiek żął, będzie zżęty i podobnie ten, kto wrzucił ziarno do maszyny, ten będzie do niej wrzucony, ktokolwiek będzie zagniatał, zostanie zagnieciony, ktokolwiek piekł, zostanie upieczony. Z tego powodu zabrania się im [Wybranym — MD] pracy. Mówią oni [manichejczycy — MD] również, że istnieją inne światy, z których wschodzą światła, kiedy oni znajdują się na tym świecie. A jeśli człowiek idzie po ziemi, szkodzi jej. A jeśli ktokolwiek poruszy ręką, staje się to przyczyną szkody uczynionej powietrzu. Ponieważ powietrze jest duszą ludzi, zwierząt, ptaków, ryb i gadów, i wszystkiego innego, co jest na świecie. Ponieważ mówiłem już wam, że to ciało nie należy do Boga, ale do materii, która jest ciemna i musi być utrzymana w ciemności[9].

 

Jakie informacje o manichejskiej transmigracji przynosi powyższy tekst? Po pierwsze, dusza może wcielać się w ciała ludzkie, zwierzęce, rośliny, a także w nieożywiony (w naszym mniemaniu) element rzeczywistości jakim jest woda; kościelny autor mówi także o wrażliwości ziemi i powietrza. Dalej pojawia się fragment mówiący o Wybranych i katechumenach (manichejskich Słuchaczach), jałmużnie w postaci „najlepszej żywności”, którą Słuchacze dawali Wybranym, jedzeniu przez Wybranych chleba i o zakazie pracy obowiązującym Wybranych. Ta część tekstu odnosi się do tzw. „stołu Wybranych”, czyli codziennego rytualnego posiłku tych ostatnich. „Stół Wybranych”, podczas którego zjadano chleb, warzywa, owoce oraz pito wodę, był najważniejszą ceremonią manichejczyków. Religijnym skutkiem tego posiłku było uwalnianie cząstek światłości, czyli Żyjącej Jaźni[10] uwięzionej w materii. Jak można przypuszczać, zbawcze uwalnianie światłości następowało także w innych okolicznościach, tj. w momencie śmierci Wybranego oraz, prawdopodobnie, w chwili śmierci Słuchacza. Omawiany tekst potwierdza, że kolejne inkarnacje dokonują się na zasadzie odpłaty za zasługi lub wykroczenia w poprzednim wcieleniu. Czy miały one następować według tak prostej „reguły odwetu” jak to podaje tekst, czy jest to tylko próba ośmieszenia manichejskiej doktryny przez kościelnego autora — sprawa pozostaje otwarta. Podsumowując należy powiedzieć, że reinkarnacja u manichejczyków służyła przede wszystkim oczyszczaniu elementów Żyjącej Jaźni (pożądanymi wcieleniami byłyby więc inkarnacje roślinne, zdatne do spożywania podczas rytualnego posiłku, inkarnacje Wybranego i prawdopodobnie także Słuchacza).

 

Według doktryny katarów (XII-XIV w.), średniowiecznych dualistów działający w zachodniej Europie, dusza, to anioł, który z powodu swojego pierwotnego upadku musiał odradzać się w ciałach ludzi i zwierząt, dopóki nie znalazł się w ciele „Doskonałego” — duchownego i wtajemniczonego tej wspólnoty. Doskonali, podobnie jak Wybrani u manichejczyków, oddawali się surowej ascezie. Żyjący na początku XIV wieku jeden z ostatnich katarskich duchownych twierdził, że do  ostatecznego wyzwolenia się duszy trzeba 9 wcieleń.

 

 

Wędrówka dusz a kult przodków

 

Wyznawcy tradycyjnych, plemiennych religii afrykańskich wierzą, że w narodzone dzieci wcielają się ponownie przodkowie danej rodziny. U niektórych ludów istnieje przekonanie, że we wnuku odradza się dziadek. Niekiedy dochodzi też do sytuacji, że dwie dusze przodków chcą zająć to samo ciało — sytuacji takiej musi wówczas zaradzić kapłan. Niektórzy przodkowie, aby wyrządzić komuś krzywdę, wcielają się na krótko. Wówczas dziecko ożywione duszą takiego przodka wcześnie umiera. Mieszkańcy Polinezji wierzą, iż dusza każdego dziecka umieszcza się w ciele za sprawą przodka lub jest jego duchem. Aby powtórnie się inkarnować duch przodka musi obmyć się najpierw w źródle lub w morskiej pianie.

 

 

Europejscy filozofowie i ezoterycy

 

W Europie, co najmniej od okresu oświecenia, idea kolejnych wcieleń jest oceniana — w odróżnieniu od religii indyjskich — pozytywnie. Reinkarnacja nie jest tu uważana za więzienie, zamknięty krąg, z którego należy się wyzwolić, tylko za możliwość doskonalenia się i poszerzania sfery swojej wolności. Jej zwolennikami byli tacy filozofowie jak Wolter (1694-1778) czy Gotthold Ephraim Lessing (1729-1781). Według Lessinga ludzkość doskonali się w ten sposób, że te same dusze wcielają się w kolejnych etapach rozwoju ludzkości. Ideą ponownych narodzin był zainteresowany także niemiecki filozof Artur Schopenhauer (1788-1860). Uważał on, że życie nieustannie się odradza, w związku z czym osoby, które znamy obecnie, towarzyszyły nam także w poprzednim wcieleniu i będą naszymi towarzyszami w przyszłości.

 

Upowszechnienie się na Zachodzie wiary w cykl narodzin należy łączyć z osobą Heleny Bławatskiej (1831-1891) i założonym przez nią Towarzystwem Teozoficznym. Bławatska twierdziła, że człowiek posiada 7 ciał: zewnętrznego ciała fizycznego, a następnie: ciała witalnego, astralnego, duchowego niższego (zwierzęcego) i wyższego (umysłu) — manas, elementu bodhi i atmana (ducha). Tylko trzy wyższe ciała (tj. manas, bodhi oraz atman) transmigrują. Między wcieleniami mija około tysiąca lat, a do ostatecznego wyzwolenia potrzeba co najmniej 800 inkarnacji. Poznawczy i wyzwalający charakter reinkarnacji akcentował także twórca antropozofii Rudolf Steiner (1861-1925). Uważał on, że człowiek składa się z trzech elementów cielesnych (ciało fizyczne, eteryczne — „roślinne” i astralne — „zwierzęce”), trzech aspektów duszy (dusza doznaniowa, dusza rozsądkowo-uczuciowa i dusza samoświadoma) oraz ducha (duch-jaźń, duch-życie, duch-człowiek). W cyklu kolejnych wcieleń tylko element duchowy doznaje ciągłego rozwoju. Według antropozofii najbliższym celem owej „pedagogiki reinkarnacyjnej” jest uzyskanie statusu istoty anielskiej w następnej epoce kosmicznej, epoce jowiszowej. Liczba wcieleń elementu duchowego nie jest z góry określona, a czas pomiędzy kolejnymi inkarnacjami wynosi co najmniej 7 lat.

 

 

Reinkarnacja w dwudziestowiecznych religiach i ruchach religijnych

 

Wiara w reinkarnację jest ważnym elementem kaodaizmu (nazwa pochodzi od Cao Dai, jedynego Boga tej religii), założonego w 1919 roku przez Wietnamczyka Ngo Van Chieu (1878-ok.1926)[11]. Wykazuje on wpływy buddyzmu, taoizmu, konfucjanizmu, chrześcijaństwa oraz spirytyzmu. Spirytyzm dla wyznawców tej religii jest dowodem na istnienie duszy, umożliwia kontakt ze zmarłymi, a także stanowi przesłankę do wiary w reinkarnację. Przekonanie, że istoty duchowe zwane thetanami, mogą inkarnować się jako ludzie, a także jako rozumni mieszkańcy innych obszarów kosmosu składa się na naukę Kościoła Scjentologicznego powstałego w 1955 roku, a założonego przez  Amerykanina Ronalda Lafayette’a  Hubbarda (1911-1986). Transmigracja oparta na zasadzie prawa karmana cechuje doktrynę ruchu Eckankar (nazwa pochodzi od słowa ECK, określającego energię kosmiczną, nazywaną przez wyznawców także Siłą Życiową, Duchem Świętym lub Słyszalnym Prądem Życia, Który Podtrzymuje Wszelkie Życie). Ruch ten został założony w Stanach Zjednoczonych przez Paula Twichella (1908-1971) w 1965 roku. Według nauki Eckankar, reinkarnujący się element duchowy wciela się według wstępującego porządku najpierw w minerały, potem w rośliny, następnie w zwierzęta (tu zgodnie z hierarchią znaną z teorii ewolucji: w ryby, gady i ssaki), aby  w końcu odrodzić się w ciele człowieka. Transmigrujący pierwiastek, który uzyskał ludzkie ciało otrzymuje szansę na przyśpieszenie swojej wędrówki, której celem jest dotarcie przez 10 sfer niebiańskich do panenteistycznego Boga o imieniu Sugmad (określanym także jako „Wieczny ECK”). Wyzwolenie i połączenie z Bogiem ma ułatwić 10 inicjacji oferowanych przez religijny ruch Eckankar.   

 

Wiara w wędrówkę dusz stała się też jednym z ważnych elementów religijno-kulturowego ruchu New Age, który narodził się w latach sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, a następnie oddziałał na cały świat Zachodu. Badania statystyczne potwierdzają wzrastającą popularność metempsychozy. Dziś wierzy w nią ponad 20% Amerykanów, Kanadyjczyków i Francuzów. Według badań Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) z 1997 roku w Polsce wiarę w reinkarnację zadeklarowało 34% respondentów. I choć niekiedy podkreślana jest nieadekwatność metody ankietowej do badania religijności[12], to ta wysoka liczba świadczy, jeśli nie o wierze w reinkarnację, to przynajmniej o zainteresowaniu dla zagadnienia „wędrówki dusz” wśród Polaków.

 

 

Podsumowanie

 

I.

 

Aby stworzyć model zjawiska reinkarnacji w religiach i tradycjach ezoterycznych na podstawie powyższego materiału faktograficznego należy odpowiedzieć na kilka ważnych pytań cząstkowych (wówczas otrzymamy elementy modelu reinkarnacji). Oto one: 1.  jaki element podlega wcieleniom?; 2.  w jakie formy świata zjawiskowego wciela się nieśmiertelny pierwiastek?; 3.  jaki jest interwał pomiędzy inkarnacjami?; 4.  co się wówczas dzieje z inkarnujacym się elementem?; 5.  ile potrzeba inkarnacji, aby osiągnąć cel procesu reinkarnacyjnego?; 6.  jaka jest zasada, która kieruje procesem ponownych narodzin?; 7.  co jest celem transmigracji?; 8.  jak jest oceniane samo zjawisko ponownych narodzin?

 

Podstawowym założeniem systemu reinkarnacyjnego jest idea, że człowiek (bo do niego w najwyższym stopniu odnoszą się systemy reinkarnacyjne) składa się przynajmniej z dwóch członów: nieśmiertelnego (odradzającego się) i śmiertelnego. Często antropologia systemów reinkarnacyjnych jest bardziej złożona i mówi o wieloczłonowości człowieka: np. katarzy byli zwolennikami koncepcji trychotomicznej (ciało, dusza, duch), teozofowie mówią o 7 ciałach, a antropozofowie o 9 (trzy ciała trzy dusze i trzy elementy duchowe).

 

Ad. 1.  Inkarnującą się częścią bywa a.  element boski, np. dusza dionizyjsko-tytaniczna w orfizmie, pierwiastek boski w ezoteryce muzułmańskiej, element światłości w manicheizmie, ale także b.  podmiot nieśmiertelny o niższym statusie ontycznym niż Absolut albo bóg: np. upadli aniołowie u katarów oraz c.  wieczna zasada ożywiona i podmiot poznający w tzw. religiach bez Boga, np. atman w hinduizmie i dźiwa w dźinizmie.

Ad. 2.  W każdym z systemów reinkarnacyjnych formą, którą przyjmuje pierwiastek nieśmiertelny jest człowiek, ale wcielenia następują także w ciała roślin, zwierząt, nieożywione elementy natury (śnieg, ogień, woda, powietrze), inteligentne istoty z innych planet. Ponadto ożywiony i poznający podmiot może odrodzić się jako bóstwo lub demon (buddyzm).

Ad. 3.  Odstęp pomiędzy inkarnacjami może być bardzo różny. Według wierzeń jednych religii dusze czekają na kolejne wcielenie kilka tygodni, a według innych — nawet kilka tysięcy lat.

Ad. 4.  W okresie „między śmiercią a narodzinami” element nieśmiertelny często poddawany jest próbom lub sądowi, które decydują, czy będzie się dalej inkarnował, a jeśli tak, jakie ciało uzyska. W niektórych systemach reinkarnacyjnych etap zaświatowy to nie tylko zwykłe zdanie sprawy z poprzednich uczynków, ale (np. buddyzm tybetański) także próba inicjacyjna, która może zmodyfikować „cielesne” zasługi.

Ad. 5.  Nie ma zgody, co do liczby wcieleń potrzebnych, aby nastąpił kres procesu odradzania się nieśmiertelnego pierwiastka duchowego. Niekiedy jest to pojedyncze wcielenie (religie czczące przodków), w innych przypadkach — kilka do kilku tysięcy inkarnacji, a nawet — nieskończona ich liczba.

Ad. 6.  Najczęściej zasadą, która kieruje sekwencją wcieleń, jest zasada odpłaty za czyny w poprzednim wcieleniu/ wcieleniach (najlepszym przykładem prawo karmana). Ale jest także reguła ewolucji, inkarnacja w coraz wyższe hierarchicznie formy (nowożytni filozofowie europejscy, Eckankar) niejako automatycznie, niezależnie od zasług. Ten element systemu reinkarnacyjnego uzasadnia istnienie etyki i praktyk religijnych (dyscyplina, często asceza i rytuały), mających na celu skierowanie procesu wcieleń w kierunku soterii lub przyśpieszenie sekwencji wcieleń.   

Ad. 7.  Celem transmigracji jest najogólniej pojęta soteria (wyzwolenie, oświecenie, zbawienie) rozumiana jako: uzyskanie zbawczego poznania, oczyszczenie pierwiastka boskiego, ponowne połączenie się z bóstwem, przywrócenie porządku kosmicznego, kontynuacja istnienia danego etnosu, podnoszenie swojego statusu ontycznego lub podążanie za naturalnym porządkiem wszechświata (palingeneza zachodnich filozofów).

Ad. 8.  Wędrówka dusz jest różnie oceniana w poszczególnych religiach i kręgach kulturowych. Dla religii wywodzących się z Indii jest ona przyczyną cierpienia; wyrwanie się z koła wcieleń oznacza zwykle wyzwolenie lub oświeceniem (tu myślenie reinkarnacyjne uzasadnia postawę antykosmiczną). W religiach, gdzie ważny jest kult przodków, jego dusza wciela się na ogół w celu pomocy dla wspólnoty żyjących. W zachodnich poglądach filozoficznych i nurtach ezoterycznych reinkarnacja jest zasadniczo wartościowana pozytywnie. Zwykle daje ona szansę na pełniejszy rozwój i lepsze poznanie własnej istoty i natury świata, jest też sposobem na oczyszczenie się ze skutków złych uczynków (tu myślenie reinkarnacyjne wspiera postawę prokosmiczną).

 

 

II.

 

Jakie funkcje pełnią systemy reinkarnacyjne w religiach i tradycjach ezoterycznych?

 

1.  Systemy reinkarnacyjne łączą przekonania na temat świata z wyobrażeniami zaświatów (rozumianych zarówno jako krainy zaświatowe, jak i stany medytacyjne). Stanowią więc spajający, a więc niekiedy podstawowy element danej religii lub tradycji ezoterycznej.

 

2.  Mają one duży potencjał wyjaśniający:

      a.  wyjaśniają dobry lub zły los człowieka, jego miejsce w strukturze społecznej, a zatem tłumaczą jego przeznaczenie. I jakkolwiek w perspektywie jednego życia reinkarnacja jest deterministyczna, to w perspektywie szeregu egzystencji, przeciwnie: ujawnia swój indeterministyczny charakter (winy z dawnych wcieleń można naprawić);

      b.  uzasadniają praktyki religijne (np. związane ze śmiercią), etykę (np. stosunek do istot żywych) i dyscyplinę religijną (często surową, mającą na celu oczyszczenie inkarnującego się elementu);

      c.  tłumaczą jako skutek anamanezy niezwykłą wiedzę, wyjaśniają pewne zachowania i preferencje jednostki a także podobieństwo fizyczne czy poglądów;

      d.  objaśniają przypadki opętania (próba zajęcia ciała przez błąkającą się duszę) czy niedorozwoju (niewystarczająco wcielona dusza).

 

3.  Systemy reinkarnacyjne przyczyniają się do animizacji i oswojenia świata. Jeśli można wcielać się w inne osoby ludzkie (czy nawet istoty z odległych rejonów kosmosu), zwierzęta, rośliny a także przedmioty nieożywione, to świat staje się rzeczywistością o dwóch ważnych cechach. Po pierwsze — jest ożywiony, gdyż jego różne elementy obdarzone są wrażliwością i inteligencją, a po drugie — staje się  oswojony, ponieważ  możemy — potencjalnie (w nagrodę lub za karę) — zamieszkać w każdym z jego elementów.


Mariusz Dobkowski


źródlo: www.gnosis.art.pl


Mariusz Dobkowski (ur. 1967) - historyk. Zajmuje się religioznawstwem. Interesuje się herezjami średniowiecznymi, nurtami dualistycznymi w chrześcijaństwie (głównie kataryzmem) i symboliką religijną. Redaktor naukowy prac zbiorowych: Nurty chrześcijaństwa, Semper, Warszawa 1995 oraz Kościoły, wspólnoty, herezje, Semper, Warszawa 1997, autor artykułów naukowych, popularnonaukowych i recenzji; uczestniczy w przygotowywaniu haseł do wielotomowej publikacji Religia. Encyklopedia PWN.





Reinkarnacja


Poniższy tekst stanowi owoc dyskusji (jak również reakcję na nią), która miała miejsce w serwisie Kosciol.pl, pod artykułem "Reinkarnacja". Warto bowiem przyjrzeć się historycznym aspektom wiary w reinkarnację, także w kościele chrześcijańskim od początku jego istnienia. Warto również pokrótce zaprezentować chrześcijanom nie znającym historii kościoła skąd wzięły się dzisiejsze kategoryczne stwierdzenia apologetów, teologów i hierarchów, według których wiara w reinkarnację jest "nie do pogodzenia" z chrześcijaństwem.

Michał Monikowski



Wiara w reinkarnację wydaje się być bardzo stara. Potwierdza to m.in. fakt występowania jej wśród niepiśmiennych ludów w rozmaitych częściach świata, jak na przykład lud Arunta (lub "Aranda") w centralnej Australii. Ludy te wyznają ideę preegzystencji duszy i reinkarnacji. Przykłady takie zdają się wręcz sugerować, że wiara ta wyrosła wraz z początkiem ludzkiej kultury jako takiej. Jest ona obecna (w rozmaitych formach) np. wśród ludów Afryki Zachodniej (ludy Ewe, Edo, Igbo, Yoruba), Południowej Afryki (Bantu i Zulusi), Indonezji, Oceanii, Nowej Gwinei czy obu Ameryk.

"Wśród ludów Yoruba i Edo wiara w ponowne narodzenie zmarłych przodków pozostaje mocną i żywą siłą kulturową po dziś dzień. Jest ich zwyczajem nazywanie każdego chłopca "Ojciec Has Powrócił", a każdej dziewczynki "Matka Has Powróciła". Zulusi wierzą, że duch każdej osoby przechodzi serię ponownych narodzin w ciałach rozmaitych zwierząt, od małych insektów aż po słonie, aż wreszcie pojawia się ona w ludzkim ciele, gdzie rodzi się ponownie. W końcu, osiagnąwszy szczyt ludzkiej egzystencji, dusza jednoczy się z wyższym duchem, od którego pochodzi."

(Encyclopedia of Religion, t. XII s.265-266; oprac. J. Bruce Long)

Podobne wierzenia odnotowano wśród australijskich Aborygenów. Według nich duch zmarłego przodka, po pobycie przez pewien nieokreślony czas w kraju umarłych, powraca do świata żywych wstępując w ciało matki w momencie poczęcia. "Ojciec zdaje się nie mieć bezposredniego wpływu na zapłodnienie matki. Za to przyszła matka otrzymuje nowe życie przebywając w pobliżu lokalnego centrum totemow zwanego 'oknanikilla', gdzie duch ('alcheringa') lub dusza zmarłego przodka oczekuje ponownych narodzin." (tamze, s.266). Warta odnotowania jest ta wiara w poczęcie z ducha u ludów tak dalekich od miejsc znanych z Biblii.

W starożytnym Egipcie odnajdujemy ślady takich wierzeń w kulcie faraonów. Później rozwinęły sie one do tego stopnia, że w wieku V p.n.e. Herodot twierdził wręcz, że to Egipcjanie jako pierwsi wierzyli w reinkarnację. Według jego zródeł Egipcjanie wierzyli, że dusza jest nieśmiertelna, że po śmierci człowieka przechodzi przez wcielenia w rozmaitych gatunkach, by w koncu narodzić się ponownie w ciele ludzkim. Caly ten cykl narodzin miał sie dokonywać w ciągu trzech tysięcy lat.

Najpełniej jednak doktryna ta rozwinięta została w Indiach (hinduizm, buddyzm, jainizm, sikhizm oraz sufizm) oraz w Grecji (Pitagoras, Empedokles, Platon, Plotyn). Jest rzeczą prawdopodobną, że starożytni Grecy przejęli ją z Indii. Tak czy owak istnieje ona tam co najmniej od czasów Pherycydesa z Syros (VI w.p.n.e.) oraz jego ucznia Pitagorasa.

Według Empedoklesa (490-430 p.n.e.) nic w kosmosie nie zostaje stworzone ani zniszczone. Wszelkie życie przechodzi transmutację. Dusze nieczystych są skazane na transmigrację przez trzydzieści tysięcy lat poprzez rozmaite formy wcieleń. Ucieczka od owego przeznaczenia wiedzie przez długi proces oczyszczania, a jego warunkiem jest unikanie jedzenia mięsa zwierząt, których dusze mogły niegdyś przebywać w ludziach.

W kulcie misteryjnym zwanym orfizmem (opartym na wierze w życie, śmierć oraz zmartwychwstanie boga Orfeusza) cel owego wyzwolenia z cyklu reinkarnacji realizowany był poprzez dzwiganie duszy do coraz to wyższych stopni duchowej egzystencji. Było to osiągane poprzez uczestnictwo w praktykach sakramentalnych w braterstwach orfickich. Przyjmując owe sakramenty (a odbywało się to w sekretnych miejscach i często w nocy), wierny otrzymywać miał siłę boskiego życia. Ten dar, kultywowany poprzez medytację, modlitwę i wegetarianizm, był w stanie wreszcie przynieść duszy wolność od reinkarnacji.

U Żydów…

W religii żydowskiej pogląd o transmigracji dusz rozwijał się stopniowo, tak samo zresztą jak pogląd o zmartwychwstaniu ciał. Nie jest celem pokazywanie tutaj całego ciągu tego rozwoju, gdyż byłby to materiał na osobny artykuł. Zaznaczymy tu jedynie tendencje w myśli żydowskiej w I w.n.e., czyli w czasie gdy rodziło się chrześcijaństwo, na podstawie stwierdzen zawartych w pracach Józefa Flawiusza (37 - ok.101 r.n.e.). Oto, co pisał on w tej materii o Saduceuszach:

"Lecz doktryna Saduceuszów jest taka: że dusza umiera wraz z ciałem; nie uznają oni tez przestrzegania czegokolwiek poza tym, czego wymaga prawo (…) nie uznają przeznaczenia i twierdzą, że coś takiego nie istnieje oraz że wydarzenia w ludzkich sprawach nie są jego dziełem; uważają natomiast, że wszystkie nasze działania są w naszych rękach, tak więc my sami jestesmy sprawcami tego co dobre i zło spada na nas z naszego własnego szaleństwa."

("Antiquities of the Jews")

Z kolei o Faryzeuszach:

"…Wierzą oni również, że dusze mają w sobie nieśmierelny rygor oraz że pod ziemią będą kary i nagrody zależnie od tego czy żyły cnotliwie czy występnie w tym życiu; i że te ostatnie mają być wtrącone do wiecznego więzienia, jednak te pierwsze mają mieć siłę, by odżyć i żyć na nowo; dzięki której to doktrynie są oni w stanie przekonywać masy ludzkie…" ("Antiquities of the Jews")

O Esseńczykach zaś napisał:

"Jest ich stałym wierzeniem, że ciało jest zniszczalne, a tworząca je materia nietrwała, jednak dusza jest nieśmiertelna i niezniszczalna. Emanujące z niebios, dusze te usidlone zostaja w więzieniu ciała, do którego wciągane sa przez rodzaj naturalnego czaru; gdy jednak uwolnione zostają z więzów ciała, wtedy, niczym wyzwolone od długiej służby, radują się i unoszą w górę…" ("Wojna Żydowska")

Jak więc widać, poglądy Żydów w tej mierze różniły się między sobą w zależności od tego, które stronnictwo je reprezentowalo. Takich stronnictw (dziś powiedzielibysmy zapewne: "denominacji") wymienia sie z tamtego okresu od siedmiu do czternastu. Były miedzy nimi rywalizacje, spory, nawet odżegnywanie od czci i wiary, ale dziś nikt nie ma wątpliwości, że wszystkie one reprezentowały jednak religię żydowską. Nie ma zatem powodu - tak nawiasem - by uznawać, że różnice między nami dzisiaj (w tej samej kwestii) decydują o czyjejś przynależności (lub nieprzynależności) do chrześcijaństwa.

Na skutek naturalnego rozwoju własnej myśli religijnej Żydów oraz dzięki wpływom innych religii wykształcił się zatem pewien pogląd, że dusza istnieje zanim rodzi się cialo, że zostaje w nim uwięziona, a po śmierci ciała odbywa dalszą wedrówkę.

I nie ma się co dziwić takim interpretacjom, gdy się weźmie pod uwagę, że autorzy żydowscy, zwłaszcza w wielonarodowej i wielokulturowej Aleksandrii, starali się przedstawić swego boga jako Boga powszechnego, identycznego z platoniczną wizją boskiej Jedności. Na przykład w piśmie znanym jako "List Aristeasa" (II lub I w.p.n.e.) porównano Jahwego z Zeusem, opowiadając się za harmonią między Żydami i Grekami, którzy wspólnie dzielą jedną kulturę i wizję Dobrego Życia.

Stary Testament nie ma niczego do powiedzenia na interesujacy nas temat. Niemniej jednak w religii żydowskiej, kładącej większy nacisk na życie na ziemi niż na życie pozagrobowe, nie było niczego w rodzaju "dogmatu" dotyczącego życia po śmierci. Wiele pozostawiano opinii samych wierzących. Idea “transmigracji dusz” (po hebrajsku: "gilgul ha’ne’shamot") jest dobrze znana w religii żydowskiej i to od czasów antycznych. “Koncept ten można porównać do płomienia jednej świecy zapalającego następną. Podczas gdy esencja drugiego płomienia pochodzi od pierwszego, drugi płomień jest bytem niezależnym” – jak wyjaśnia w internecie rabin Shraga Simmons z Jerozolimy.

Teza o logice konkretnej antropologii żydowskiej jako argumencie "wykluczającym" reinkarnację również nie wytrzymuje więc tutaj krytyki, sprawia raczej wrażenie traktowania tejże antropologii tak, jakby się ona rozwijała w izolacji, w całkowitym oderwaniu od wpływów innych formacji kulturowych i jakby była pozbawiona możliwości normalnej wymiany myśli z tymi formacjami. Podane przykłady pokazują jasno, że taka wymiana istniała i że nie pozostała ona bez wpływu również na ową antropologie. Antropologia, tak samo jak każda inna dziedzina, podlega prawom rozwoju. Jesli się nie rozwija, to tym gorzej dla niej.

Wiara w reinkarnację jest zreszta obecna także w tworczości literackiej dzisiejszego judaizmu.

Milczenie grzmiące niczym armaty…

Biblia Nowego Testamentu również nie ma absolutnie niczego do powiedzenia bezpośrednio na ten temat. O ile najstarsze pisma Starego Testamentu powstawały w czasach, gdy kultura żydowska najprawdopodobniej nie miała jeszcze dobrze rowiniętego tego rodzaju wiary, o tyle późniejsze milczenie Biblii w tym względzie jest bardziej zastanawiajace. Ostatnie księgi Starego oraz wszystkie pisma Nowego Testamentu spisane zostały jednak, gdy istniały żywe kontakty z kulturami oferujacymi wiarę w reinkarnacje, zwłaszcza dotyczy to kultury greckiej, choć oczywiście nie tylko. Wiadomo na przykład, że w I stuleciu n.e. w Aleksandrii aktywną działalnosć misyjną prowadzili mnisi buddyjscy.

Autorzy ewangelii zdawali się pisać z pozycji "siedzących na płocie": z jednej strony wiernie starali się (tak jak to rozumieli) czerpać ze Starego Testamentu, próbując wykazać, że Pomazaniec wypełnił "proroctwa" starożydowskie. Jeśli w samej tylko ewangelii "według Mateusza" ("kata Mathaion") znajdujemy az 57 cytatów starotestamentowych (niby 58, ale jednego z tych cytatów nie ma w ST), a przecież ewangelia ta nie jest zbyt długim utworem, to wpływ to istotnie pozostający poza wszelką dyskusją. Piszący ewangelie jednak z drugiej strony okazali się być autorami na tyle nieortodoksyjnymi, że zaadaptowali i przypisali Pomazańcowi mity pogańskie o wcielonym Bogu narodzonym w grocie z dziewicy, nauczającym i oferującym swym uczniom Ciało i Krew w postaci chleba i wina, skazanym, ukrzyżowanym i zmartwychwstałym trzeciego dnia, by zbawić rodzaj ludzki. Jest zatem rzeczą jak najbardziej naturalną, że pisali oni swe dzieła dla czytelników (oraz słuchaczy) niekoniecznie żydowskich i niekoniecznie "ortodoksyjnych". Zwłaszcza, że pisali je z dala od Jerozolimy, w miejscach, gdzie Żydzi stanowili mniejszość, często wręcz znikomą. Abstrahując już od tego, czy podzielali poglądy swych odbiorców, pisali je tak, by mogły one być zaakceptowane przez jak największą ich liczbę. Przyjrzyjmy się jednemu fragmentowi z ewangelii wg. Mateusza, ktory niejednokrotnie brany jest "na sztandary" przez obie strony "reinkarnacyjnej debaty" jako potwierdzający ich tezę:

"Wtedy zapytali Go uczniowie: Czemu więc uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? On odparł: Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu." (Mt 17; 10-13)

W cytowanym fragmencie nie ma nawet stwierdzenia, że Pomazaniec "nazwał" Baptistesa Eliaszem. Stwierdzono tam jedynie, że uczniowie "zrozumieli" wypowiedz Christosa jako odnoszącą się do Jana. Zostało to więc w tekście pozostawione wierze i myśleniu Apostołów, tak jak pozostawione zostało to również czytelnikom. Ten fragment (tak jak inne) ani nie potwierdza doktryny reinkarnacyjnej ani też nie przemawia przeciwko niej. Czytelnik mógł zatem zaakceptować podaną informację nie tylko dzięki sposobowi jej napisania przez autora, ale również dzięki sposobowi, w jaki on sam te informację odczytał. Czy zatem widział on w Chrzcicielu Eliasza "symbolicznego" czy też "reinkarnowanego", nie zdawało się odgrywać żadnej roli. Ważne było, że uznał go on za zwiastuna Pomazańca. Cokolwiek bowiem powiedzieć o autorach ewangelii, trudno zakładać, że byli oni ludzmi głupimi, którzy nie mieliby absolutnie zadnego pojęcia jak próbować "przemawiać" do ludzi reprezentujęcych rozmaite "tła" kulturowe, zwłaszcza jeśli sami się o te "tła" ocierali niemal każdego dnia.

Jednak niejednokrotnie autorzy pism biblijnych bez skrępowania wyrażali się negatywnie (z wrogościa lub niczym nie skrywaną pogardą) o wierzeniach lub praktykach uważanych przez siebie za niewłaściwe. W przypadku Nowego Testamentu przychodzi nieodmiennie na myśl literatura autorstwa św. Pawła lub tez jemu przypisywana. Nie było wprost takiego wierzenia czy praktyki uważanej przez niego za niewłaściwą, której by on nie skrytykował. "Skrytykował" - to bardzo delikatne wyrażenie, gdyż niejednokrotnie człowiek ten (oraz pózniejsi autorzy podajacy sie za niego) nie wahał się wyrażać w sposób, który dzisiaj wielu uznałoby wręcz za obraźliwy, jak np. wtedy, gdy "obrzezaczom" radził "pójść na całego i wykastrować się" (Gal 5;12). Wielokrotnie czytamy w tych pismach ostrzeżenia a to przed wielbieniem innych bogów, a to znów przed oddawaniem czci wizerunkom itd i to istotnie w formie wręcz niewybrednej. Ale on nigdy - podobnie jak inni autorzy - nie wypowiadał się na temat reinkarnacji, ani w negatywnym ani tez w pozytywnym sensie. Zachował pod tym względem całkowite (i trzeba przyznać, że dość zagadkowe) milczenie. Wystarczy spojrzeć na listę miejsc, do których Paweł wysyłał swoje listy (Korynt, Rzym, Tesalonika…) lub na mapkę jego podróży (publikowaną w niektórych wydaniach Biblii), by stwierdzić, że praktycznie nie było tam takiego miejsca, w którym wiara w taką czy inną forme reinkarnacji nie byłaby dość rozpowszechniona. Jeśli istotnie reinkarnacja "nie dała się pogodzić" z wiarą chrześcijańską, a kontakty z religiami i kultami ją oferującymi były praktycznie wówczas nieograniczone (a nie brakowało jej też samym Żydom), to dlaczego nie odżegnano się od takich wierzeń jednoznacznie i nie ostrzegano przed ich "zgubnymi" skutkami? Skąd to zadziwiajace milczenie? Zastanawiając się nad możliwymi przyczynami warto pamiętać, że milczenie ma również swoją wymowę.

O tym, jak głośne potrafi być milczenie, przekonujemy się wielokrotnie w życiu codziennym. Tu pozwolę sobie odejść na moment od tematu. Przypominam sobie rozmowę, którą odbyłem szereg lat temu tutaj z pewną singapurską Chinką. Było to na krótko przed przekazaniem przez Wielką Brytanię Chinom komunistycznym wladzy nad Hong Kongiem. W pewnej chwili powiedziała mi:

-"Wiesz, gdy przybyli Anglicy, to byli bardzo aroganccy…"

-"Tak - zgodziłem się - mogę to sobie wyobrazić, że tak było. No, ale gdybyś miała teraz do wyboru, to którą władzę wolałabyś dla Hong Kongu: odchodzącą brytyjską czy nadchodzącą chińską?"

Odpowiedzią jej było calkowite milczenie. Ale to właśnie owo milczenie grzmi w mojej głowie po dziś dzień niczym ciężkie działa…

Podobnym przypadkiem "ciężkich dział" (i to aż dwudziestu siedmiu, bo tyle jest ksiąg w NT) jest milczenie autorów nowotestamentowych w sprawie oceny reinkarnacji. Owo milczenie daje w sumie cztery podstawowe możliwości odnośnie ich stanowiska w tej sprawie:

1. totalnie akceptowali oni wiarę w reinkarnację do stopnia uznania jej wręcz za bezdyskusyjną,
2. nie mieli na jej temat zdecydowanego zdania, więc woleli się nie wypowiadać,
3. nie akceptowali jej osobiście, ale też nie widzieli w niej niczego niewłaściwego
4. akceptowali osobiście, ale nie uważali za stosowne komukolwiek jej narzucać

Bardziej prawdopodobne wydaja się trzy ostatnie mozliwości, najmniej prawdopodobną - pierwsza. Tak czy inaczej, jeśli oni sami powstrzymali się przed jej potępianiem, będąc świadkami jej istnienia wówczas, to z jakiego powodu mielibyśmy my to czynić teraz niejako "za nich"?

Jak za apostołów, tak i później…

O niektórych pismach Nowego Testamentu wiadomo dzisiaj już, że powstały w II wieku n.e. a zatem po śmierci apostołów. Pisma te również nie zająkują się ani razu krytyką reinkarnacji (choc z drugiej strony oczywiście jej także nie zachwalają). Oznacza to jedynie, że panowała tolerancja wobec takich poglądów i to nawet wśród tych chrześcijan, którzy reprezentowali tak zwany nurt "ortodoksyjny" (biorę w cudzyslów, gdyż trudno byloby obecnie powiedzieć który nurt mógłby uchodzić za ortodoksyjny w pierwszych dziesiecioleciach tego ruchu religijnego). Przykładami służą niektórzy z "Ojców Kościoła" (i znów posługuję się cudzysłowem, gdyż o tym, kogo uznawano za takich ojców, decydowali później przywódcy jednego tylko nurtu. Traktuję zatem owo pojęcie jak najbardziej umownie, bo trudno byłoby mi wykazać np., że Justyn Męczennik zasługiwałby na takie miano bardziej niż Walentyn czy Basilides). Do owych ojców zaliczają się m.in.:

Św Klemens z Aleksandrii

"Istnieliśmy długo przed powstaniem świata; istnieliśmy w oczach Boga, gdyż jest naszym przeznaczeniem żyć w Nim. Jestesmy myślącymi stworzeniami Boskiego Slowa; dlatego też istnieliśmy od początku, gdyż na początku było Słowo (…) Nie po raz pierwszy okazuje On nam milosierdzie w naszych wedrówkach, On miał je dla nas od samego początku…" ("Egzorty do Pogan")

Św Grzegorz, biskup Nyssy

"Jest absolutnie konieczne, by dusza została uzdrowiona i oczyszczona, a jeśli nie nastąpi to w ciągu jednego życia na ziemi, to musi to zostać osiagnięte w przyszłych żywotach ziemskich"

Orygenes

"Dusza nie ma ani początku ani końca (…) Przychodzi ona na ten świat wzmocniona sukcesami lub osłabiona porażkami w swym poprzednim życiu. Jej pozycja w tym świecie jako miejscu wyznaczonym do uzyskiwania honoru lub dyshonoru zdeterminowane jest jej poprzednimi zasługami lub winami. Jej uczynki w tym świecie wyznaczają jej miejsce w świecie, który następuje po obecnym…"

("De Principiis")

Św Augustyn co najmniej brał pod uwagę możliwość reinkarnacji:

"Powiedz mi, Panie…powiedz, czy me dzieciństwo nastąpiło po innym moim wieku, co umarł przed nim? Czy był nim ten, który spędziłem w łonie matki? (…) a znowu cóż było przed owym życiem, O Boze, radości ma, czy byłem gdziekolwiek czy w jakimkolwiek ciele? Nie mam nikogo, ktoby mi to powiedział, ani ojca, ani matki, ani doświadczenia innych, ani też własnej mej pamięci." ("Wyznania Św. Augustyna")

Nie dysponujemy danymi mogącymi przesądzić o proporcjach liczbowych czy procentowych reinkarnacjonistów we wczesnym chrześcijaństwie, nie wiemy nawet co stanowilo "główny nurt" w pierwszych dziesiątkach lat jego istnienia. Faktem jednak pozostaje, że w pierwszych wiekach naszej religii reinkarnacja nie wywoływała rażących kontrowersji. Dopiero dziesiątki lat po śmierci Orygenesa (zm. W 253 r.n.e.) kontrowersje te przybierać zaczęły na sile. Nie oznacza to, że od tamtego czasu zmniejszac się zaczeła liczba akceptujących poglad o reinkarnacji, a jedynie, że niektórzy eminentni przedstawiciele kościoła (Methodius z Olimpu, Piotr z Aleksandrii, Epifaniusz z Salaminy, Teofil z Jerozolimy, św. Hieronim (1), no i oczywiście cesarz Justynian) publicznie i głośno zaczęli atakować Orygenesa i jego doktryne. Stał się on obiektem ostrych debat na przełomie IV oraz V wieku. Ostatecznie potępiony został on w roku 553 (a więc dokładnie 300 lat po śmierci) podczas drugiego soboru w Konstantynopolu. Dlaczego nie wcześniej, za swego życia? Wniosek jest oczywisty: bo wówczas "ortodoksyjny" kościół (nie mówiąc już o kościołach "nieortodoksyjnych") nie miał generalnie niczego przeciw reinkarnacji. Trudno byłoby zatem argumentować, że potępiając wiarę w nią, kościół ten "powracał do źródeł" wlasnej wiary lub że "pozostawał w zgodzie z Biblią". Nietrafnym jest też argument, że decydując się na owo potępienie "bronił tożsamości chrześcijaństwa".

Tożsamości chrześcijaństwa broni bowiem każdy aktywny chrześcijanin swoją własną postawą oraz każdy nurt tej religii. Cechą bowiem jej tożsamości (i to bodajże od samego jej poczatku) było to, że istniały w niej rozmaite nurty. To właśnie próba zwalczania innych nurtów stanowi walkę z chrześcijańską tożsamością. Teza zatem, że jakiś pogląd jest potępiany "w imię tożsamości" wskazywac by mogła na wyjątkowo niesławną ciagotę jednej strony do uznawania własnego nurtu za "prawdziwe chrześcijanstwo", przy jednoczesnym odsadząniem od czci i wiary (zwłaszcza od wiary!) pozostałych.

Poglądy albo otwarcie aprobujące wiarę w reinkarnację albo przynajmniej takiej wierze bliskie zdawały się chyba nigdy nie opuszczać chrześcijaństwa. Niejednokrotnie pojawiały się one w rozmaitych formach teoretycznych. Wskazuje się niejednokrotnie na takie wierzenia m.in. wśrod katarów.
Wyznawcą reinkarnacji był Giordano Bruno ("Każdy uczynek przynosi należną zan nagrodę lub karę w następnym życiu. Dusza determinuje swoje przejście do następnego ciała stosownie do swego postępowania w poprzednim").

Wyjątkowo ciekawy pogląd reprezentował w XVIII wieku znany szwedzki myśliciel, naukowiec, mistyk, gnostyk, teolog, heretyk i okultysta w jednej osobie Emmanuel Swedenborg (1688-1772). Pewien autor zaprezentował w internecie chyba dość trafną charakterystykę owego poglądu Swedenborga:

"Jego duchowe objawienia dotyczące świata wzmacniają również pogląd, że to nie tyle dusze ludzkie dokonują reinkarnacji, ile raczej Boskość sama w sobie, jako Źródło wszelkiego życia, w ciągły sposób reinkarnuje przez ludzkie dusze, jednakże bez unicestwiania wewnętrznej wolności wyboru osoby ludzkiej."

Z takim poglądem ów wybitny szwedzki umysł, pod "denominacyjnym" oraz rodzinnym względem wywodzący się wprost z luteranizmu (syn pastora), plasowałby się zapewne idealnie pośrodku debaty dotyczącej reinkarnacji. Jego poglądy bowiem w zakomity sposób łączą ideę reinkarnacji z ideą "jedno ciało-jedna dusza", pokazując przy tym jak w gruncie rzeczy bliscy są sobie reprezentanci obu stron naszej debaty, różniący się co najwyzej teoretycznymi niuansami.

W czasach Swedenborga, jak również późniejszych, wielu chrześcijan (Żydów zresztą też) w świecie zachodnim wierzyło w reinkarnację: Johann Wolfgang von Goethe, Benjamin Franklin, Abraham Lincoln, Thomas Edison, fizyk Sir Oliver Lodge, Laurence S. Rockefeller, przemysłowiec Henry Ford, Winston Churchill, marszałek lotnictwa Lord Dowding, gen. George Patton i wielu innych, na wymienienie których nie starczyłoby tu po prostu miejsca.

"Nie do pogodzenia z wielką godnością…" (?)

Zatrzymam się jeszcze na moment nad inną kwestią, którą krytycy reinkarnacjonizmu podnoszą: twierdza oni niejednokrotnie, że jest on jakoby niezgodny z godnością człowieka, a jakby tego jeszcze nie było dość, próbują wesprzeć taki "argument" totalnym spłycaniem reinkarnacji do teorii o ciałach ludzkich jako "ubraniach", w które dusza się "przyodziewa" oraz "zrzuca". Cóz, jeśli mielibyśmy kontrargumentować w podobnym stylu, to pewnie wypadałoby nam teraz zrewanżować się "niereinkarnacjonistom" żartem, że ich własna "garderoba" mieści w sobie tylko jeden "Anzug", który - tak nawiasem - oni też przecież "zrzucają" w chwili śmierci.

Życie ludzkie dla reinkarnacjonisty nie jest po prostu "Anzugiem" lecz potencjalnym punktem wyjścia do osiągnięcia Królestwa Bożego:

"…Oto dlaczego jest ono tak cenne, tak wartościowe. I dlatego tez smutnym jest obserwowanie ludzi marnujących swoją ludzką formę życia poprzez życie jak zwierzęta. Oni po prostu marnują swoja cenna szansę; szanse, ktora rzadko się pojawia.

Istota ludzka różni się od zwierzęcej tym, że ludzka forma pozwala osobie osiągnąć pełnię świadomosci boskiej. Ludzka forma życia umożliwia osobie poszukiwanie oraz znalezienie Prawdy Absolutnej."

{Chris Butler (Siddhaswarupananda Paramahamsa) "Reincarnation Explained", USA 1983, s.70}

Czego by nie powiedzieć, nie brzmi to jak pozbawianie człowieka jego godności.

Osobiście będąc jak najdalszym od obrażania się za tego rodzaju "całusy" naszych "oponentów", sądzę jednak - i tu chyba wyrażę opinię wielu innych reinkarnacjonistów - że dość juz mieliśmy pouczania nas, który z naszych poglądów "odbiera" nam godność. Nie znam ani jednego reinkarnacjonisty (czy to chrześcijańskiego czy innego), który by uwazał siebie za pozbawionego godności z powodu swych poglądów. Ja oczywiście nie uważałbym również, ze brakuje mi godności, gdybym posiadal poglądy niereinkarnacjonistyczne. Jedynie byłbym w stanie dostrzec swego rodzaju "zamach" na godność, gdyby mi ktokolwiek próbowal narzucić jakiś poglad wbrew mojej woli i wbrew sumieniu.

Być może zresztą brak szacunku naszych "oponentów" dla naszych poglądów wynika z faktu, że za mało zwracają uwagi na sama wiarę w reinkarnację, zbyt wiele natomiast wagi przywiązując do pewnych jej teorii. Tymczasem jedno nie równa się drugiemu. To, że się wierzy w transmigrację dusz, nie oznacza jeszcze np. tego, że się wierzy, że w następnym wcieleniu będzie się psem lub motylem (niektórzy nasi koreligioniści, zwłaszcza ci co bardziej ewangelikalni, lubią się takimi przykładami poslugiwać w swych polemikach)(2). Nie oznacza to również, że reinkarnacjonista przestaje być odpowiedzialny za swoje obecne życie. Nie jest też prawdą, że w kulturze zachodniej istnieje jedynie koncepcja "optymistyczna" reinkarnacji jako "kolejnej szansy" (zresztą: cóż w niej złego?). Mogę tu odesłać do jednego z moich poprzednich tekstów pt. "Sakrament Zbawienia w kościele gnostyckim", gdzie omawiany jest sakrament Consolamentum.

Jeśli można uwierzyć dosłownie w treść przypowieści (jak tej o Łazarzu z Łk 19; 16-25), albo jeśli można uwierzyć w Przemienienie Pańskie (Transfiguracja) czy w Przeistoczenie (Transsubstancjacja), to czemu nie zaakceptować historii ze Srimad Bhagavatam, w której Bharat Maharaj narodził się ponownie jako jeleń, a w następnym wcieleniu znowu jako człowiek, Jada Bharat. Według tej historii Bóg pozwolił Bharatowi w jego jelenim wcieleniu pamiętać jego poprzednie, ludzkie, życie. Będąc ponownie człowiekiem, Bharat postanowił uniknąć poprzednich pomyłek i starał się nie rozwijać w sobie przywiązania do jakichkolwiek rzeczy materialnych, gdyż przez swoje doswiadczenie zrozumiał on, że natura daje osobie konkretne ciało zgodnie z jej mentalnościa i rodzajem pragnień. Niemożliwe? A czyż my, chrześcijanie, nie powtarzamy sami, ze "co niemożliwe dla człowieka, możliwe jest dla Boga"? Jeśli możliwe jest Przeistoczenie, to i wcielenie w jelenia również. Jeśli możliwe jest zmartwychwstanie ciał, to i transmigracja dusz także.

Własnymi oczami

Sam pamiętam, że zacząłem wierzyc w reinkarnację w sposób daleki od obrazu "konwertyty" przekonanego przez czyjkolwiek wywód poparty cytatami z "odpowiedniej" literatury. Ani nie miało to wiele wspólnego z Biblią (mało ją wówczas czytalem) ani tym bardziej z literaturą dalekowschodnią (znajomość tejże równa zeru). Nie było to również wynikiem nagłych zachwytów nad relacjami z "życia po życiu". Tyle mnie zresztą ta reinkarnacja obchodziła, co zeszłoroczny śnieg na Sybirze. Nawet nie mogę powiedzieć, by uświadomienie sobie tej wiary stanowiło wtedy dla mnie jakiekolwiek przeżycie w rodzaju "born again" czy czegokolwiek podobnego. Nic, tylko całkowity spokój i uświadomienie sobie tego nowego dla mnie faktu. Nie przejmowałem się też żadnymi teoriami, czyli tymi wszystkimi systemami, według których cykl transmigracji obejmuje "trzy tysiące" czy "trzydzieści tysięcy" lat, w ciągu których za zasługi otrzymuje się lepsze wcielenia, a za winy schodzi się "na psy". Po prostu wierzyłem (i wierzę), że zawsze będzie istnieć pewien stan świadomości, poczucie owego "jestem" (po grecku: "ego eimi"; po hebrajsku: "jahwe").

Dopiero później byłem ta ideą zafascynowany, zwłaszcza po zapoznaniu się z paroma relacjami z seansów hipnotycznych, w trakcie których osoby poddawane hipnozie opowiadały o przeżyciach ze swych poprzednich wcieleń. Ta fascynacja nie trwała jednak zbyt długo, tym bardziej, że w końcu natrafiłem ("szukajcie a znajdziecie") na solidne argumenty przemawiające przeciwko prawdziwości i rzetelności wielu takich opisów. Tym niemniej wiara w reinkarnację już nie odeszla. Bylem co prawda dalej w stanie deklarować wiarę w zmartwychwstanie ciał, później nawet potrafiłem - jako katolik - z pelnym przekonaniem wykłócać się z baptystycznymi fundamentalistami o istnienie czyśćca, a jednocześnie szczerze i w najbardziej oczywisty sposób stwierdzałem, że reinkarnacja jest możliwa i logiczna. I nie odczuwałem jakichkolwiek "sprzeczności" w deklarowanych poglądach, gdyż owe, jak najbardziej rzekome, "sprzeczności" mają jedynie czysto teoretyczny charakter. Nie, z całą pewnością nie mogę powiedzieć, że mi one "spędzały sen z powiek". Reinkarnację da się pogodzić nawet ze zmartwychwstaniem ciał. I to jak najbardziej rownież w ujęciu biblijnym. Według Pawła z Tarsu nasze zmartwychwstanie odbędzie się w ciałach duchowych: "Zasiane jest ciało fizyczne, powstanie duchowe", gdyż "Istnieje ciało fizyczne, istnieje i duchowe" ("ei estin soma fizikon, estin kai pneumatikon") - 1Kor 15;44. Pod zdaniem zaś z listu do Hebrajczykow, obojętnie kto go napisał, ze "Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd" (Heb 9;27) podpisać mógłby się równie dobrze każdy hinduista, gdyż w jego rozumieniu kolejne wcielenie jest własnie swego rodzaju "wyrokiem". A każde ciało umiera istotnie tylko jeden raz. Ów sąd odbywa się bez przerwy, w każdej chwili odpowiedzialni jesteśmy za swoje życie.

Czy jestem reinkarnacjonista "skrajnym" czy też tkwiącym pośrodku niczym Swedenborg, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Wszystko mi jedno, czy we mnie jest przereinkarnowana "dusza" czy "duch", czy "Boskość sama w sobie". Dla mnie takie "klasyfikacje" osobiście się nie liczą.

Teraz, po latach, gdy już conieco przeczytałem na ten interesujacy temat, stwierdzam, że moj stosunek do reinkarnacji nie zmienił się zbytnio. Nie traktuję dosłownie teorii na jej temat. Użyteczne, nie wątpię, tak jak jezusowe opowiadanie o bogaczu i biednym Łazarzu. Ciekawe, że nawet autor tej opowieści (Łk 19;16-25) nie twierdził, że to "true story", a w ewangelii przedstawiona jest ona jako fikcja w stylu "był sobie…" ("Był sobie pewien bogacz…"; "I był pewien żebrak, imieniem Łazarz…"). Tymczasem są wspólnoty chrześcijanskie, gdzie po dziś dzień uważa się to dosłownie za prawdziwą historię z nieba i piekła, a nawet utożsamia się tego Łazarza z Łazarzem z ewangelii "według Jana" (Jn 11;1-44, 12;1-2 i 9-11). Tak też ma się sprawa z teoriami reinkarnacyjnymi: spełniają podobną funkcję, co opowieść o Łazarzu, ale nie przestaje byc reinkarnacjonistą ten, kto w nie nie wierzy dosłownie, tak jak chrześcijaninem pozostaje ten, dla którego historia Łazarza to alegoria.

Dla duchowego rozwoju człowieka nie ma znaczenia czy wierzy tak jak "saduceusz", "faryzeusz" czy "esseńczyk". W końcu i Pomazaniec mówił, że "po ich owocach ich poznacie", a mówiąc to miał na myśli uczynki, a nie wiare w taki czy inny rodzaj "życia pozagrobowego".

Warto jednak zaprezentować nieznającym historii naszej debaty skąd się wzięły kategoryczne stwierdzenia o rzekomej "niezgodnosci" wiary w reinkarnację z chrześcijaństwem. Gdy bowiem będą w stanie przyjrzeć się faktom, sami zrozumieją, że ani z Biblią, ani z logiką, ani tym bardziej z obroną chrześcijanskiej tożsamości nie mają takie stwierdzenia wiele wspólnego.

"Co tam, panie, w polityce?"

Stanowisko zajęte wobec doktryny reinkarnacji przez "ortodoksyjne" przywództwo kościoła stanowiło wynik wcześniejszego rozwoju doktryn kościelnych. "Łańcuch reakcji" rozpoczął się bowiem znacznie wcześniej i to od sprawy, która sama w sobie z omawianym tu tematem nie ma wiele wspólnego.

Około roku 250 n.e. pewien ksiądz imieniem Sabellius nauczał, ze "Trzy Osoby" (Ojciec, Syn i Duch) nie są osobami, lecz trzema aspektami Boga. Oznaczało to, że Jezus był manifestacja Ojca. "Ortodoksi" podjęli więc wysiłek wykazania różnicy pomiędzy Bogiem Ojcem i Pomazańcem.

Na początku IV wieku n.e. biskup Aleksander z Aleksandrii (ur. ? - zm. 17.IV.326) usiłował wyjaśniać korelacje między Ojcem, Synem i Duchem podkreślając ich jednosć. Na to libijski duchowny imieniem Arius (ur. Ok. 256 - zm. 336 r.n.e.) postawił tezę:

"Jeśli Ojciec począl Syna, to ten poczęty miał początek swej egzystencji".

To proste stwierdzenie otworzyło istną "puszkę Pandory" dla ówczesnych teologów, przyczyniając się do ostrej debaty szalejącej przez następnych wiele dziesiątków lat, tak zwanej kontrowersji arianskiej. To niewinne zdanie mogłoby być komentowane i debatowane w spokoju. Kłopot polegał jednak na tym, że obie strony nie tylko uważały siebie za ortodoksyjne, a oponentów za niebezpiecznych heretyków, ale też dokładnie według tego schematu postępowały. Ortodoksi przecież nie umieli dyskutowac w normalny sposób, oni musieli się wzajemnie potępiać, obrzucać klątwami, denuncjować, skazywać na banicję, by juz o gorszych rzeczach tu nie wspominać. Nie spoczęli tez dopóki któregoś z owych "zbożnych" celów (lub tez najchętniej wszystkich ich razem wziętych) nie osiągnęli.

Dla jednych Arius był heretykiem, bo mówił, ze Syn miał początek. Dla innych zaś ortodoksem, bo podkreślał, ze Bóg jest jeden, a jeśli Chrystus też miałby nim być, to byłoby już dwóch bogów. Będąc zaś pod wpływem nauk zmarłego jeszcze przed swoim urodzeniem Orygenesa, uważał on, ze Ojciec jest jedynym Bogiem, wiecznym i niezmiennym, a każda inna osoba jest mu podporządkowana. W jego rozumieniu Aleksander próbował ożywić "herezję" sabelianizmu.

W roku 320 Aleksander zwołał synod lokalny w Aleksandrii, ktory ekskomunikował Ariusa (a jakże!). Ten zaś udał się do Bitynii i Palestyny, gdzie inne lokalne synody tę ekskomunikę unieważniły.

W koncu zebrał się ten "historyczny" (by nie rzec: "histeryczny") sobór w Nicei (dzisiejszy Iznik w północno-zachodniej Turcji) w 325 r.n.e. Z liczby ok. 1800 biskupów w obradach wzięło udział pomiędzy 225 a 318, czyli pomiędzy 1/9 a 1/6 całości. Debata nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc wmieszał się cesarz Konstantyn, który po prostu zażądał, by wszyscy podpisali formułę o Pomazańcu "współistotnym" Ojcu. Jako argument posłużyla mu groźba, że ci, którzy nie podpiszą, zostana wygnani z kraju. Niewielu odważyło się nie podpisać, więc formuła przeszła. Aliści, niektórzy z biskupów po powrocie do swych miast odwołali swe poparcie dla formuły: "Popełniliśmy akt bezbożny O, Panie, podpisując się pod bluźnierstwem ze strachu przed tobą…" - pisał do cesarza w imieniu swoim i dwóch innych biskupow Euzebiusz, biskup Nikomedii. Cesarz ze swej strony pozbawiał takich biskupów ich godności, a samego Ariusa wygnał i kazał palić jego pisma.

Jednak arianizm stal się popularny do tego stopnia, że Konstantyn cztery lata później (329 r.n.e.) zmienił zdanie, przywrocił do łask Ariusa, jego zaś adwersarza, Athanasiusa, pozbawił dopiero co uzyskanego biskupstwa aleksandryjskiego i wygnał do Galii (południowa Francja). Biskupi anty-arianscy pozbawiani byli swych godności, arianscy zaś je teraz odzyskiwali. Jeden z takich biskupów arianskich ochrzcił później Konstantyna na łożu śmierci (r. 337 n.e.). Następny cesarz, Konstancjusz, otwarcie poparł arianizm. Ale sytuacja polityczna zaczęła się stopniowo zmieniać: najpierw arianie podzielili się na trzy rywalizujace ugrupowania, przez co się sami osłabili, a w roku 361 zmarł ich protektor, cesarz Konstancjusz. Dwadzieścia lat później, w roku 381 triumfujący na nowo anty-arianie przepchnęli po raz kolejny swoje "Credo" i potępili swych adwersarzy (sobór w Konstantynopolu). Tak więc o tym co stanowiło "ortodoksję" a co "herezję" decydowały układy sił polityczno-eklezjalnych. Argument się nie liczył, siła - tak.

Dla interesującego nas tematu wynik tych zmagań miał później takie znaczenie, że potępiony Arius, czerpawszy z orygenizmu nauczał, że Chrystus nie był Bogiem, lecz że został Synem Bozym. Mogłoby to na dłuższa metę sugerować, że inni ludzie również mogliby zostać synami bożymi, jeśli naśladowaliby Chrystusa. W połączeniu zaś z doktryną pre-egzystencji dusz i ich reinkarnacji oznaczać by to mogło (choć oczywiście niekoniecznie musiałoby), że dusza do zbawienia niekoniecznie potrzebuje pośrednictwa zinstytucjonalizowanego kościoła i jego hierarchii. Można z całą pewnością zrozumieć hierarchów "ortodoksyjnych", jeśli nie uśmiechała im się taka perspektywa. Dodatkowo transmigracja dusz, zwłaszcza jeśli istniejacych "od początku" lub "nie mających początku", kolidowałaby z ich tezą o Chrystusie jako jedynym przedwiecznym (nie musiałaby oczywiście kolidować, bo można było założyć, że Chrystus jest Bogiem, a dusza, nawet nie mająca początku, nim nie jest). Woleli jednak "dmuchać na zimne". Tak więc późniejsza ich walka z "orygenizmem" motywowana była nie tyle jakąkolwiek "prawdą objawioną", lecz chęcią stworzenia założenia teoretycznego, którego celem była obrona innego założenia teoretycznego.

Czy zatem przypisywać należy potępienie wiary w reinkarnację "spiskowej teorii dziejow"? I tak i nie. Tak o tyle, że biorący udział w opisanym wyżej konflikcie istotnie posuwali się do spiskowania przeciwko sobie nawzajem. Nie zaś, jeśli potraktujemy powyższy proces jako całość. O "spiskowej teorii" możnaby z całą pewnościa mówić, gdyby postawiona teza głosiła, że dlatego potępiono arian, aby później móc potępić Orygenesa i reinkarnację. Tymczasem prawdą jest coś wręcz odwrotnego: Orygenesa potępiono dlatego, że wcześniej potępiono Ariusa. I nie od razu tego dokonano: Orygenes nie był przecież potępiony gdy szalał spór arianski. Nie był nawet potępiony, gdy już potępiono Ariusa, lecz 172 lata później. Mamy zatem do czynienia z łańcuchem wydarzeń i procesów kształtujących doktryny na przestrzeni wieków i to w taki sposób, że nowa doktryna była rezultatem okoliczności wynikłych z poprzednich kontrowersji. Można sobie zatem wyobrazić, że gdyby wygrali arianie, to dalszy rozwoj teologii "ortodoksyjnej" mógłby również doprowadzić do uznania reinkarnacji za swego rodzaju dogmat, w którym to wypadku dzisiejsi nasi teologowie i bibliści twierdziliby z zapałem, że niewiara w nią jest "nie do pogodzenia" z chrześcijaństwem, a jako argumenty posłużyłyby im wszystkie sporne cytaty biblijne (jak ten z Mt 17; 10-13) interpretowane jako dowody na reinkarnację. Heretykami "staliby się" ci, którzy w reinkarnację nie wierzą.



Przypisy:

1. Przykładem jest jego list Do Awitusa, figurujacy w spisie listów Hieronima jako list 124. Niektórzy reinkarnacjoniści, pragnąc "dorobić" naszej wierze zwolenników wśrod "Ojców Kościoła" (zabieg zupełnie zbędny i uczciwością nie pachnący), chętnie cytują z tego listu następujący fragment na poparcie swojej tezy:

"Niebiańskie mieszkanie i miejsce odpoczynku tam, na górze, jak sądzę, rozumieć należy jako miejsce, gdzie zamieszkiwały istoty rozumne i gdzie, przed swym zstąpieniem niżej i przejściem ze świata niewidzialnego do widzialnego oraz upadkiem na ziemię i potrzebą ciał materialnych, cieszyły się poprzednią radością. Stamtąd Bóg, Stworca, uczynił dla nich ciala stosowne dla ich stanu…"

Tymczasem fragment ten jest totalnie wyrwany z kontekstu, w dodatku nie jest to opinia Hieronima, lecz cytowana przezen opinia Orygenesa. W rzeczywistości bowiem list ten jest swoją treścia zdecydowanie wymierzony przeciw Orygenesowi. Ten szesnastoakapitowy dokument utrzymany jest wręcz w tonie napastliwym, by nie rzec, że w denuncjatorskim. Trudno by go nazwać po prostu "polemiką", zawiera on bowiem - jak zawsze w przypadku fanatyzmu - żądanie "potępienia".

W innym liście (do Marcelli) Hieronim wyraził się bezposrednio o reinkarnacji:

"Ta bezbożna i plugawa doktryna rozprzestrzeniła się w przeszłości w Egipcie i w obszarach wschodnich; a teraz potajemnie, niczym w norach żmij, rozprzestrzenia się między wieloma, zatruwając czystość tych obszarów; i jak dziedziczna choroba przenika do niewielu, by mogła sięgnąć większości".

Nie, zdecydowanie "ortodoksi" nie potrafili debatować jak normalni ludzie…
2. Wspomniany tu już Henry Ford zdecydowanie zdawał się wierzyć, że dusza ludzka odbywa wędrówkę jedyne pomiędzy wcieleniami ludzkimi. W wywiadzie prasowym udzielonym dziennikarzowi George'owi Sylvestrowi Viereck'owi ("The San Francisco Examiner", 26 sierpnia 1928), powiedział między innymi:

"Zaakceptowałem teorię Reinkarnacji, gdy miałem 26 lat… Religia nie oferowała niczego równie przekonującego - przynajmniej nie byłem w stanie tego odkryć. Nawet praca nie dawała mi całkowitej satysfakcji. Praca jest próżna, jeśli nie możemy wykorzystać w następnym życiu doświadczenia zebranego w poprzednim.

Gdy odkryłem Reinkarnację, to było tak, jakbym odkrył uniwersalny plan. Zdałem sobie sprawę, ze był czas na wypracowanie moich pomysłów. Czas nie był juz więcej ograniczony. Nie byłem juz dłużej niewolnikiem zegara. Było wystarcząjaco dużo czasu, by pracować i tworzyć.

Odkrycie Reinkarnacji dało mojemu umysłowi swobodę. Byłem uspokojony. Czułem, ze porządek i postęp są obecne w tajemnicy życia. Nie szukałem już nigdzie indziej rozwiązania zagadki życia.

Jeśli zachowa Pan zapis tej rozmowy, proszę, by napisał Pan to tak, aby uspokoiło to ludzkie umysły. Chciałbym bowiem przekazać innym ten spokoj, ktory daje nam dalekosiężne spojrzenie na zycie. Wszyscy zachowujemy, co prawda mgliście, wspomnienia z poprzednich wcieleń. Często czujemy, że jesteśmy świadkami sceny lub przeżywamy chwilę z jakiejś poprzedniej egzystencji. To jednak nie jest niezbedne; to, co jest wartościowe i co pozostaje w nas, to esencja, sens i wynik doświadczenia".


Źródło: www.kosciol.pl




Free counter and web stats