„NIE MOŻEMY JEJ POPRZEĆ,
BO ONA WSZYSTKO BURZY.”

CZY WSPÓŁCZESNA NAUKA ZACZYNA PODĄŻAĆ
ŚLADAMI ŚREDNIOWIECZNEJ INKWIZYCJI?


Zbigniew Modrzejewski


Adres publikacji: www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/prof_Drozdzynski.htm
Opublikowano w sierpniu 2012. Uzupełniono w lutym 2015.


„Napisał do mnie Pan Zbigniew Modrzejewski. Po wymianie korespondencji i mojej pozytywnej ocenie jego artykułu, Pan Modrzejewski poprosił mnie o poddanie problemu pod dyskusję na moim blogu. Chętnie się na to zgodziłem. Uważam, że artykuł Pana Zbigniewa Modrzejewskiego jest oryginalny, dobrze napisany i pasuje świetnie do tematyki mojego blogu. Z wielu obserwacjami Autora całkowicie się zgadzam.”
— Profesor dr hab. fizyki matematycznej, Arkadiusz Jadczyk,
Instytut Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego,
Instytut Matematyki Uniwersytetu Paul Sabatier w Toulouse, Francja.


„Szanowny Panie Zbigniewie, z wielką przyjemnością przeczytałem Pański artykuł. Jest napisany w sposób niezwykle barwny i interesujący. Zawiera dużo ciekawego materiału źródłowego jak również wiele, na równi intrygujących co kontrowersyjnych, poglądów filozoficznych których jednak nie podzielam. Moje zastrzeżenia i uwagi przedstawię jedynie wobec niektórych z nich i to w największym skrócie. Każdy z rozważanych tu problemów filozoficznych ma swoich gorących zwolenników i przeciwników, jak również niezliczoną literaturę fachową. Jakąkolwiek rozsądną polemikę można więc prowadzić jedynie odnośnie jednego zagadnienia i to w bardzo wąskim zakresie. Załączam bardzo serdeczne pozdrowienia.”
— Profesor dr hab. Janusz Drożdżyński,
Instytut Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego.



SPIS TREŚCI

  1. CZY ALBERT EINSTEIN MÓGŁ SIĘ MYLIĆ?
  2. DOGMATY DOKTRYNY MATERIALIZMU NAUKOWEGO
  3. BŁĄD W TEORII WZGLĘDNOŚCI
  4. NATURA CZASU I PRZESTRZENI
  5. PRZYPADEK PROFESORA DROŻDŻYŃSKIEGO
  6. PRZYPISY




MOTTO

„Ptolemeusz wynalazł wszechświat i przetrwał on dwa tysiąclecia. Newton wynalazł wszechświat i przetrwał on dwa wieki. Teraz Einstein wynalazł nowy wszechświat i nikt nie wie, jak długo on przetrwa.”
— George Bernard Shaw, 1930


„The conclusions from Bell's theorem are philosophically startling; either one must totally abandon the realistic philosophy of most working scientists or dramatically revise our concept of space-time.”
Abner Shimony and John Clauser


„A decade or so after Eintein's Nobel Prize and widespread acceptance of his radically new concept of gravity, some troublesome new data popped up on the motions of galaxies in galaxy clusters. These data did not fit Einstein and newtonian gravity. Instead of questioning the theories, astronomers and physicists hypothesized the existence of exotic dark matter to explain the stronger-than-expected gravity they were seeing. Today, like the elusive planet Vulcan in the XIXth century, dark matter is accepted by the majority of astronomers and physicists as actually existing.”
John W. Moffat, Reinventing Gravity


„Einstein's elements of reality do not exist. No explanation of the beautiful dance among the three particles can be given in terms of an objectively real world. The particles simply do not do what they do because of how they are; they do what they do because of quantum magic.”
Michael A. Horne


„Today, the big-bang theory has become the orthodox cosmology. It nevertheless faces a major hurdle in providing a convincing account of how the universe can come to exist from nothing as a result of a physical process. No greater obstacle lies in the path of explanation than the mystery of how time itself can originate naturally. Can science ever encompass the beginning of time within its scope? [...] Despite its popularity, the big-bang theory has not been without its detractors. Right from the start, attempts by astronomers to date the age of the Universe ran into trouble. The age kept coming out wrong. There wasn't enough time for the stars and planets to come into existence. Worse still, there were astronomical objects that seemed to be older than the Universe – an obvious absurdity. Could it be that Einstein's time and cosmic time are not the same? Is Einstein's flexible time simply not flexible enough to stretch all the way back to the moment of Universe's creation? [...] Important though Einstein's time turned out to be, it still did not solve the riddle of time. The time that enters into physical theory, even Einstein's time, bears only the vaguest resemblance to the subjective time of personal experience, the time that we know, but cannot explain. For a start, Einstein's time has no arrow: it is blind to the distinction between past and future. Certainly, it doesn't flow like the time of Shakespeare or James Joyce, or for that matter of Newton. It is easy to conclude that something vital remains missing, some extra quality of time is left out of the equations, or that there is more than one sort of time. The revolution begun by Einstein remains frustratingly unfinished. [...] The broad conclusion I reach, however, is that we are far from having a good grasp of the concept of time. Einstein's work triggered a revolution in our understanding of the subject, but the consequences have yet to be fully worked out. There are major problems which hint at deep-seated limitations of the theory; discrepancies concerning the age of the Universe and obstacles to unifying Einstein's time with quantum physics are two of the more persistent difficulties. Perhaps more worryingly, Einstein's time is seriously at odds with time as we human beings experience it. All this leads me to believe that we must embrace Einstein's ideas, but move on.”
Paul Davies, Center for Fundamental Concepts in Science
„About Time: Einstein's Unfinished Revolution




  1. CZY ALBERT EINSTEIN MÓGŁ SIĘ MYLIĆ?
  2. Kto? Albert Einstein? Największy geniusz nowoczesnej fizyki? Czy stawianie takich pytań nie jest po prostu podejrzane? Czyż nie jest to zawoalowany, podły atak na żydowskiego laureata nagrody Nobla? Czy stawianie takich pytań nie jest przypadkiem przejawem antysemityzmu? Adolf Hitler i niemieccy naziści potępiali Einsteina i jego gorszą, "żydowską" naukę. Gdyby, zakładając hipotetycznie, Albert Einstein nie daj boże pomylił się, to czyż reszta szacownych naukowców nie miałaby wystarczająco dużo czasu na to, aby to zauważyć? Chyba tak. Minęło przecież ponad sto lat od czasu, gdy Albert Einstein ogłosił swoją teorię względności. Nie ma już takiej potrzeby, aby weryfikować ją jeszcze raz. Możemy spokojnie ślepo wierzyć, że wszystko jest w porządku. Bez zadawania zbytecznych pytań.

    Tak. Albert Einstein nie tylko mógł się mylić, ale pomylił się. Publicznie przyznał się do swojego błędu, nazywając go największą pomyłką swojego życia. Była to jego słynna stała kosmologiczna, Lambda. I co? I nic. Pomyłka została usunięta i już. Tak właśnie postępują prawdziwie wielcy naukowcy. Nie trwają z uporem w swoich błędach. Mają odwagę się do nich przyznać. Mylić się jest przecież rzeczą ludzką. Nikt nie jest doskonały. Nawet Albert Einstein. Historia rozwoju nauki, to wbrew pozorom bardzo często historia odkrywania tego, że naukowcy zastępują stare błędy nowymi. Hans C. Ohanian, profesor fizyki teoretycznej, w swojej książce Błędy Einsteina, odnotował, że Albert Einstein opublikował w swoim życiu 180 prac naukowych z dziedziny fizyki, a w 40 z nich znaleziono istotne błędy merytoryczne już w jakiś czas po ich publikacji w prestiżowych periodykach i żurnalach. Przez dłuższy czas błędy te były celowo przemilczane, aby nie psuć reputacji Einsteina, jako nadludzkiego geniusza. Dwóch amerykańskich fizyków, Stephen Boughn z Haverford College Pensylvannia oraz Tony Rothman z Princeton University New Jersey, odkryło, że słynne równanie: E=mc2, zaproponował wcześniej od Einsteina mało znany austriacki fizyk Friedrich Hasenöhrl. New York Times, „This time, they say, Einstein might really be wrong”:

    „This dire-sounding debate has spawned a profusion of papers, blog posts and workshops over the last year. At stake is not Einstein’s reputation, which is after all secure, or even the efficacy of our iPhones, but perhaps the basis of his general theory of relativity, the theory of gravity, on which our understanding of the universe is based. Or some other fundamental long-established principle of nature might have to be abandoned, but physicists don’t agree on which one, and they have been flip-flopping and changing positions almost weekly, with no resolution in sight. [...] You might wonder who cares, especially if encountering a black hole is not on your calendar. But some of the basic tenets of modern science and of Einstein’s theory are at stake in the “firewall paradox,” as it is known. [...] an odious solution because it contravenes the basic principle of general relativity. He pointed out, however, that in a sense physicists had already thrown Einstein under the bus. In Dr. Maldacena’s holographic universe, considered to be the last word on quantum gravity, the dimensions of space-time do not seem to matter. "We’ve known for years that space-time is not fundamental, general relativity is not fundamental.", Dr. Polchinski said.”



    Historia rzymskiego katolicyzmu, to częściowo historia początkowego wprowadzenia przez Watykan dogmatów, ich ślepej obrony i brutalnej walki z konkurencyjnymi dogmatami. Dogmaty nie podlegają racjonalnej, naukowej dyskusji, ani empirycznej, fizycznej weryfikacji, gdyż są z natury metafizyczne, aprioryczne i mitologiczne. W dogmaty można jedynie ślepo wierzyć. Albo nie. Wtedy jest to herezją. A wszyscy dobrze wiemy, jak to się skończyło dla Giordano Bruno, o czym tak przejmująco napisał Czesław Miłosz w swoim pięknym wierszu Campo di Fiori [1].

    Jak powszechnie wiadomo, nowoczesna nauka narodziła się właśnie z opozycji do takiej irracjonalnej, metafizycznej, dogmatycznej dyktatury, majestatycznie nakazującej ślepą wiarę w to, że Ziemia jest płaska i nieruchomo spoczywa w centrum Wszechświata. Jakieś fakty temu przeczą? Tym gorzej dla faktów! Za prawdę powiadam wam, fakty nie są najważniejsze. Najważniejsze są święte dogmaty. Nasze dogmaty. A nie konkurencyjne dogmaty. Prawda jest, zbyt często, jedynie o tyle dobra, o ile pomaga nam utrzymać władzę oraz kontrolę nad opozycją. Jeżeli następuje konflikt między prawdą a naszym sprawowaniem władzy, to niestety zbyt często wybieramy utrzymanie naszej władzy kosztem prawdy. To proste.

    Ale kto tak haniebnie postępuje? Watykan? Katolicy? Żydzi? Islamiści? Buddyści? Syjoniści? Masoni? Komuniści? Homoseksualiści? Anarchiści? Terroryści? Bo chyba nie obrońcy miłościwie nam panującej dogmatycznej doktryny materializmu naukowego? Najłatwiej jest nam przypisać takie postępowanie tym grupom ludzi, których nie jesteśmy w stanie z jakichś powodów tolerować. Bo my sami przecież, zawsze stoimy po stronie dobra i prawdy. Nieprawdaż? Prawda, niestety, jest bardziej smutna. Odpowiedź na pytanie — kto tak haniebnie postępuje? — jest następująca: ludzie. To my wszyscy. Taka jest bowiem ułomna natura ludzka. Nikt nie jest doskonały. Ważne, aby o tym nie zapominać w trakcie lektury tego tekstu.


  3. DOGMATY DOKTRYNY MATERIALIZMU NAUKOWEGO

  4. Dziesięć fundamentalnych dogmatów doktryny materializmu naukowego przedstawił i szczegółowo wytłumaczył Rupert Sheldrake w swojej książce „The Science Delusion” :



    Igor Nowikow w swojej książce „Rzeka czasu” napisał, że:

    „Po tym, jak Einstein ogłosił swoją teorię, całkiem liczna grupa wybitnych fizyków potrzebowała długiego czasu, aby ją zrozumieć. Przeciętni uczeni, nie mówiąc już o ludziach nie znających fizyki, mieli ogromne trudności z zaakceptowaniem teorii, która obaliła wszystkie koncepcje czasu i przestrzeni, do których nawykli. Wielu z nich próbowało znaleźć błędy i sprzeczności w teorii Einsteina. Tego rodzaju próby nie ustały nawet po kilkudziesięciu latach od powstania teorii względności. Na przykład w 1931 roku, ćwierć wieku od opublikowania pracy Einsteina o teorii względności, w Lipsku została wydana książka zatytułowana, "100 autorów przeciw Einsteinowi". Stu ekspertów całkowicie odrzuciło teorię względności i wynikające z niej wnioski.” — Zapewne tych stu ekspertów miało ku temu jakieś nietrywialne powody!

    Gdzie tkwi błąd w teorii względności [2] Einsteina? Błędów jest kilka. Według postulatu teorii względności Einsteina, prędkość światła w próżni powinna być stała. Fotony przechodząc przez ośrodek fizyczny poruszają się wolniej, ale tylko na chwilę, gdyż po wyjściu z niego, w próżni, ich prędkość powraca do pierwotnej wartości, tj. do 299 792 458 m/s. Tymczasem naukowcy (styczeń 2015) odkryli sposób, który pozwolił zmniejszyć prędkość fotonów w próżni na stałe! Dr Jacquiline Romero, dr Daniel Giovannini i pozostali naukowcy z uniwersytetów Glasgow oraz Heriot-Watt (members of the Scottish Universities Physics Alliance) zbudowali coś w rodzaju toru wyścigowego. Pierwsza grupa fotonów wyruszała normalnie, natomiast druga grupa wystartowała przez specjalną maskę, która zmieniała ich kształt. Jak się okazało, druga grupa fotonów, których kształt został zmieniony, poruszała się nieco wolniej w próżni od pierwszej grupy, co kwestionuje fundamentalny postulat teorii względności Einsteina. A to z kolei sprawia, że niektórzy naukowcy głównego nurtu są coraz bardziej skłonni do powtórnego rozważenia odrzuconej koncepcji eteru, koncepcji odrzuconej na podstawie doświadczenia Michelsona-Morleya. Magazyn New Scientist, Catching the cosmic wind, kwiecień 2005:

    „Dwieście tysięcy dolarów wydaje się niewielką ceną. Jeśli wynik zerowy najbardziej znanego w fizyce eksperymentu był poprawny, przynajmniej będziemy wreszcie mieć pewność. Ale jeżeli nie, to Einstein nie jest już królem wszechświata. Nic dziwnego, że Maurizio Consoli pragnie sprawdzić to jak najszybciej. Ten eksperyment może być dynamitem! Prof. Maurizio Consoli z włoskiego Narodowego Instytutu Fizyki Jądrowej w Katanii na Sycylii, znalazł lukę w XIX-wiecznym doświadczeniu Michelsona-Morleya, które zdefiniowało naszą nowoczesną perspektywę na naturę Wszechświata. Eksperyment ten wykazał, że światło porusza się w próżni zawsze z tą samą prędkością, niezależnie od kierunku swojego ruchu i ruchu swojego źródła. Einstein wykorzystał to jako fundamentalny postulat do zbudowania swojej szczególnej teorii względności, ale obecnie wydaje się, że jego pewność siebie może być przedwczesna.”

    Coraz więcej naukowców głównego nurtu uważa, że doświadczenie Michelsona-Morleya zostało zaprojektowane w zbyt uproszczony sposób, który nie uwzględnił wielu subtelności związanych z właściwościami eteru. Mimo tego, że powtórne przeprowadzenie tego eksperymentu kosztowałoby zaledwie około dwustu tysięcy dolarów, to od 2005 roku, z niewiadomych powodów, nie doszło jednak do jego przeprowadzenia. Taka niechęć jest zdumiewająco nie naukowa, żeby nie powiedzieć podejrzna. Czy nauka obawia się czegoś? Jeżeli tak, to czego?

    Wyznawcy doktryny materializmu naukowego zachowują się obecnie jak teologowie średniowiecznego Watykanu, za wszelką cenę broniąc swoich absurdalnych dogmatów, głoszących, że czas i przestrzeń są obiektywnymi, fizycznymi, materialnymi rzeczami, takimi samymi jak powietrze czy woda! Według doktryny materializmu naukowego, świadomość, umysł, to złudzenie, to jedynie "efekt uboczny" elektrochemicznej aktywności mózgu, a człowiek, to jedynie ciało, a wolna wola człowieka z punktu widzenia klasycznego determinizmu, to też jedynie złudzenie, zatem wszelki opór z naszej strony jest tak naprawdę pozorny i skazany na niepowodzenie. Najlepiej dla nas będzie, gdy bezwolnie poddamy się woli autorytetów, ekspertów i elity, którym bardzo zależy na tym, aby ugruntować w nas przekonanie, że nie posiadamy wolnej woli. To nie jest już naukowy paradygmat — to raczej paradogmat.

    Najważniejsze z punktu widzenia fizyki oraz z punktu widzenia doktryny materializmu naukowego jest to, że teoria względności wydaje się dostarczać ostatecznego dowodu na to, że czas i przestrzeń są rzeczami, i to rzeczami, które można fizycznie odkształcać. To bardzo ważne. To, czy czas i przestrzeń są rzeczami, czy nie, nigdy nie było oczywiste, ani w naukach empirycznych, ani w filozofii. Czas i przestrzeń są najbardziej fundamentalnymi aspektami rzeczywistości. Fizyka zajmuje się tym, co fizyczne, rzeczywiste, mierzalne, materialne. Co by się stało, gdyby okazało się, że fundament fizycznej rzeczywistości – czas i przestrzeń – są empirycznie niemierzalne, nie fizyczne i subiektywne? Był by to koniec fizyki, jaką znamy do tej pory w kontekście doktryny naukowego materializmu. Był by to początek nowej fizyki, nowej ery, ery nowego paradygmatu nauki. Była by to rewolucja nieporównanie większa od kopernikańskiej!

    Obie teorie względności Einsteina, a szczególnie jego koncepcja czasoprzestrzeni, opierają się właśnie na założeniu, że czas i przestrzeń są rzeczami. Jeżeli czas i przestrzeń nie są rzeczami, to jasno z tego wynika, że obie teorie względności Einsteina nie opisują fizycznej rzeczywistości taką, jaka ona rzeczywiście naprawdę jest, tak, jak model geocentryczny Ptolemeusza, który zakładał, że to Słońce krąży dookoła Ziemi.

    Aby doktryna naukowego materializmu mogła dalej bezpiecznie pozostawać u władzy, musi zachować niekwestionowaną wiarygodność. Tę wiarygodność doktryny mogą gwarantować jedynie odpowiednio wiarygodne podstawy samej rzeczywistości materialnej, na których musi się ona silnie oprzeć, aby móc ją reprezentować, czyli materialny czas i materialna przestrzeń, które powinny ostatecznie okazać się "rzeczami", tak, jak prawie cała reszta materialnej rzeczywistości. W ten sposób ta solidna doktryna opiera się na solidnych podstawach i nic nie jest w stanie zagrozić jej panowaniu. Gdyby publicznie przyznano, że czas, przestrzeń i czasoprzestrzeń nie są rzeczami, nie są fizyczne i nie są empirycznie mierzalne lub wykrywalne, gdyby publicznie przyznano, że status ontologiczny czasoprzestrzeni jest taki, iż jest ona jedynie wygodnym sposobem abstrakcyjnego, matematycznego opisu relacji zachodzących pomiędzy fizycznymi obiektami, to wtedy okazałoby się, że król jest nagi, że fundamenty dotryny obiektywnego materializmu naukowego są nie tylko niematerialne, ale subiektywne. Trudno to sobie wyobrazić, aby publicznie to przyznano w niedalekiej przyszłości. Doktryna materializmu naukowego okazałby się wtedy pozbawiona oczekiwanych podstaw, okazałaby się jedynie wygodnym sposobem abstrakcyjnego opisu relacji zachodzących pomiędzy subiektywnymi obiektami w sposób podobny do tego, jak sugerowali to już filozofowie prądu idealizmu. Bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę zaufany przyjaciel Einsteina, Kurt Godel, o czym napisał w swoim eseju, „Uwaga na temat związku między teorią względności i filozofią idealizmu. Tak się składa, że prądy filozofii idealizmu pojawiły się niezależnie od siebie, zarówno na Dalekim Wschodzie (np.: buddyjska filozofia Yogaczara/Cittamatra), jak i na Zachodzie (m.in. Berkeley, Kant, Schopenhauer, Heidegger). Zachód broni się przed Wschodem, doktryna naukowego materializmu broni się przed filozofią idealizmu, a katolicyzm broni się przed hinduizmem, buddyzmem i szamanizmem.

    Nauka woli kierować swoją uwagę gdzie indziej, podkeślając, że zjawiska natury subiektywnej, jakkolwiek by nie były osobliwe, nie należą do jej dominium. To niepowetowana strata, gdyż doświadczenie subiektywne jest jedynym, które tak naprawdę posiadamy. Tak czy inaczej, spora część tego olbrzymiego świata, dostępnego nam w doświadczeniu subiektywnym, jest obecnie zajmowana przez fizykę. Nowa fizyka w sposób nieuchronny wikła subiektywnego obserwatora w postrzegane przez niego zjawiska. O ironio, mamy tu do czynienia z powrotem do światopoglądu szamańskiego. Być może, prawdziwym dziedzictwem intelektualnym fizyki kwantowej jest dowartościowanie i wyraźne wzmocnienie subiektywności.” — trafnie zauważa Terence McKenna w swojej książce „Pokarm Bogów. Radykalna historia roślin, narkotyków i ewolucji człowieka”.

    Subiektywność świadomego ludzkiego doświadczenia jest ściśle związana z procesem i mechanizmami percepcji. Rozwiązanie problemów związanych ze zrozumieniem mechanizmów funkcjonowania rzeczywistości będzie możliwe jedynie po przyjęciu nowego paradygmatu w nauce, na podstawie którego rozwiązany zostanie filozoficzny problem percepcji. Staje się jasne, że wymagać to będzie uzupełnienia dziedziny fizyki o fizykę świadomości oraz o przyjęcie nowej perspektywy, gdzie świadomość będzie pełniła rolę czynnika pierwszorzędnego, ważniejszego i o bardziej fundamentalnym znaczeniu, niż materia. Fizyka kwantowa, to pierwszy krok we właściwym kierunku, lecz na pewno nie ostatni. Długa droga przed nami. Innymi słowy, w skrócie, to nasz materialny Wszechświat jest pochodną ewolucji świadomości, a nie odwrotnie! Może okazać się to zaskakujące, ale podobnego zdania było kilku ojców fizyki kwantowej, m.in. Erwin Schrödinger. Schrödinger był biologiem teoretycznym oraz fizykiem i wspólnie z Paulem Dirac'kiem laureatem Nagrody Nobla z fizyki w 1933. Był przekonany, że:

    „Świadomość, to jest to, przez co ten świat po raz pierwszy manifestuje się, przez co rzeczywiście, możemy całkiem spokojnie to powiedzieć, po raz pierwszy staje się obecny. Świat składa się z elementów świadomości.”

    To, że coś możemy zaobserwować, nie oznacza jeszcze, że to coś istnieje dokładnie w taki sposób, w jaki to obserwujemy. Przykład? Kolory. Wbrew pozorom, kolory nie istnieją w rzeczywistości zewnętrznej. Rzeczywistość fizyczna ostatecznie nie jest kolorowa! Nasze doświadczenie koloru jest subiektywne i wewnętrzne. Kolor, to totalne złudzenie powstające w wyniku naszej wewnętrznej "interpretacji" częstotliwości fal elektromagnetycznych docierających do narządów zmysłu wzroku. Trudno sobie wyobrazić, dlaczego dana częstotliwość miała by być akurat w takim, a nie innym kolorze. Tak naprawdę, to my sami "kolorujemy" otaczającą nas rzeczywistość w zupełnie arbitralny sposób, ponieważ np. roślinność nie jest tak na prawdę "zielona" sama z siebie – tak widzą ją jedynie ludzie. Nie jest to całkowicie pewne, w jakich kolorach postrzegają rzeczywistość owady czy gady – ich narządy wzroku oraz "interpretujące" częstotliwość mózgi znacznie różnią się od mózgu człowieka. Zatem założenie, że inne organizmy żywe widzą te same "kolory", co my, jest nie do końca zasadne. Według biologów, psy nie są w stanie widzieć kolorów, a widzą jedynie w odcieniach szarości.

    Fizyczny mechanizm "uzewnętrzniania" naszego wewnętrznego, subiektywnego doświadczenia koloru, nie jest do końca zrozumiany przez naukę. Zostanie on w pełni zrozumiany tylko wtedy, gdy zostanie ostatecznie rozwiązany w filozofii problem percepcji. A nie wydaje się, aby mógł on zostać rozwiązany przy obecnie obowiązującym w nauce, starym paradygmacie materializmu naukowego. Wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy z istnienia filozoficznego problemu percepcji, a wiele osób odnosi tylko wrażenie, że został on już rozwiązany. Faktycznie, istnieje wiele propozycji jego rozwiązania, ale żadna z nich nie jest ostatecznie satysfakcjonująca. Każdy więc może znaleźć coś dla siebie, jeżeli nie może znieść myśli, że nie wiadomo do końca, jak naprawdę jest. Niemniej, sama filozofia nie ogłosiła jeszcze znalezienia jego ostatecznego rozwiązania.

    Niektóre organizmy żywe potrafią widzieć w podczerwieni lub w nadfiolecie. Cokolwiek wydają się one widzieć, nie istnieje to w rzeczywistości zewnętrznej, w taki sposób, w jaki one to widzą. Zatem, co naprawdę widzimy i w jaki sposób? Aby znaleźć ostateczną odpowiedź na to najważniejsze ze wszystkich pytanie, należy rozwiązać filozoficzny problem percepcji. Jeżeli potrafimy "uzewnętrznić" nasze wewnętrzne, subiektywne doświadczenie koloru i postrzegać je potem bezpośrednio już na zewnątrz naszego mózgu, to być może potrafimy również "uzewnętrzniać" nasze wewnętrzne, subiektywne doświadczenie czasu? Jeżeli w ogóle potrafimy "uzewnętrzniać" nasze wewnętrzne, subiektywne doświadczenia i postrzegać je potem bezpośrednio już na zewnątrz nas, to być może dotyczy to również naszego bezpośredniego doświadczania i postrzegania przestrzeni?

    Świat, który postrzegamy na zewnątrz, wydaje się nam być kolorowy. Jednak jest to jedynie nasze subiektywne doświadczenie, gdyż rzeczywistość nie jest tak naprawdę kolorowa sama z siebie. Kolor, to jedynie atrybut rzeczywistości, jaki arbitralnie przypisuje jej nasz umysł, a nie właściwość samej rzeczywistości. A czy rzeczywistość jest fizyczna, materialna? Czy "materialność" rzeczywistości to jej właściwość, czy może tylko jej atrybut, jaki arbitralnie przypisuje jej nasz umysł w procesie percepcji? A może "materialność" rzeczywistości to jedynie nasze subiektywne doświadczenie, takie jak kolor lub piękno? A co by było, gdyby okazało się, że świat fundamentalnie składa się jednak z elementów świadomości?



    „Nasza podświadomość może mieć silniejszą moc, niż nam się wydaje. To, o czym myślimy, jak postrzegamy świat, wpływa na nasze ciało i ogólne samopoczucie. I nie jest to bynajmniej stwierdzenie godne wróżki czy badacza zjawisk paranormalnych, a naukowa teza ukazująca wpływ umysłu na ciało. Ciało i umysł człowieka są bowiem ze sobą ściśle powiązane, czy w to wierzymy, czy nie, a „Biologia Przekonań” pomaga nam zrozumieć te zależności w naukowy, aczkolwiek bardzo przystępny i rzeczowy sposób. Ta książka zmieni na zawsze to, co myślisz o swoich myślach i umyśle. Nowe, zdumiewające odkrycia ukazują, iż twoje myśli wpływają na wszystkie komórki twojego ciała. Autor — uznany cytolog — opisuje te precyzyjne molekularne mechanizmy, dzięki którym to się dokonuje. Używając prostego języka, ilustracji, dowcipu oraz przykładów z dnia codziennego pokazuje jak nowa nauka — epigenetyka — rewolucjonizuje nasze zrozumienie związków pomiędzy ciałem i umysłem, a także bardzo istotnych jej konsekwencji dla życia naszego i globalnej zbiorowości ludzkiej. „Biologia przekonań jest przełomową pracą w dziedzinie nowej biologii. Bruce Lipton był profesorem szkoły medycznej na Uniwersytecie Wisconsin i uczonym prowadzącym prace badawcze na Uniwesytecie Stanforda. Jego eksperymenty z błoną komórkową, a także innych wiodących badaczy, szczegółowo zbadały mechanizmy, poprzez które komórki przyjmują i przetwarzają informację. Wykazują one, że geny i DNA nie kontrolują naszego życia biologicznego — to sygnały ze środowiska (z zewnątrz) komórki kontrolują DNA, włączając w to energetyczne sygnały pochądzące z naszych pozytywnych i negatywnych myśli. Ta niosąca głęboką nadzieję synteza najnowszych i najlepszych badań w dziedzinach cytologii i fizyki kwantowej została uznana jako główny przełom uświadamiający nam, że nasze ciała mogą się zmieniać wraz z przekształcaniem naszych myśli, co ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego.”


    Zatem wyobraźmy sobie Wszechświat, jako "uzewnętrznienie" pochodzące z wnętrza naszego umysłu. Oczywiście, nie był by to już wszechświat zasadniczo materialny, ale wszechświat zasadniczo o naturze świadomości, o naturze snu, który w naszym doświadczeniu sprawiałby na nas tylko wrażenie bycia "materialnym", podobnie, jak nasze sny sprawiają na nas wrażenie bycia rzeczywistymi doświadczeniami, podczas gdy je śnimy. W takim Wszechświecie w dalszym ciągu obowiązywałyby prawa natury, jednak prawa te, jak wszystko inne, wywodząc się zasadniczo z umysłu, nie byłyby absolutne i ostateczne, a więc umysł mógł by je również modyfikować. To pozwoliłoby, na przykład, na lokalne zawieszenie prawa powszechnego ciążenia – lewitację – oraz inne "cuda" i zjawiska paranormalne, które obecnie są tabu i mimo, że są coraz częściej obserwowane, to pozostają jednak dogmatycznie wykluczone z dziedziny badań naukowych. Z punktu widzenia obecnie miłościwie nam panującego materializmu naukowego, trudno sobie wyobrazić bardziej absurdalną i odrażającą wizję świata, niż właśnie ta.


    Jestem głęboko przekonany, że tak wielki, epokowy geniusz nowoczesnej nauki, jak Albert Einstein, oczekiwałby od elity światowej nauki rzetelnej, uczciwej i prawdziwie naukowej krytyki swojej teorii — bo czyż nie na tym właśnie opiera się prawdziwy postęp w nauce? — a nie bezkrytycznego zachwytu i uwielbienia, połączonego z równoczesnym represjonowaniem tych naukowców, którzy w procesie bezkompromisowego dążenia do prawdy, nie wahają się wykazywać tkwiących w niej błędów, często wysokim osobistym kosztem dyskryminacji, ostracyzmu i zablokowanej kariery naukowej.

    Czyż nie jest ironią losu, że nowoczesna nauka, po heroicznym uwolnieniu się spod irracjonalnej, metafizycznej, dogmatycznej tyranii średniowiecznego Watykanu, po wiekach swojej zasłużonej supremacji w służbie prawdy, wydaje się na koniec być winna tych samych starych grzechów inkwizycyjnej mentalności? I tu zataczamy pełne koło, powracając do ułomności natury ludzkiej. Nihil novi sub sole.

    Jeżeli powyższe zarzuty wobec świata współczesnej nauki mogą wydawać się gołosłowne, to proponuję uważnie zapoznać się z treścią przypisu numer dziewięć, The Suppression of Inconvenient Facts in Physics [9].



  5. BŁĄD W TEORII WZGLĘDNOŚCI
  6. Zasadniczy błąd w podstawowym założeniu szczególnej teorii względności (STW) zauważył i jasno przedstawił w swojej znakomitej publikacji prof. Janusz Drożdżyński z Uniwersytetu Wrocławskiego, „Evidence for an Invalidity of the Principle of Relativity” (2011) [3], o czym więcej w rozdziale piątym tego tekstu — PRZYPADEK PROFESORA DROŻDŻYŃSKIEGO .

    Inny fundamentalny błąd w szczególnej i ogólnej teorii względności (STW, OTW), na który zwraca uwagę Zbigniew Modrzejewski w swojej pracy „O naturach czasu” [4], to tzw. "relatywistyczna dylatacja czasu", która nie jest niczym więcej, niż tylko błędną interpretacją powszechnie znanych w fizyce rzeczywistych zjawisk: występowania fizycznych zaburzeń w funkcjonowaniu zegarów (spowolnienia funkcjonowania mechanizmów lub tzw. fizycznych procesów oscylacyjnych) powodowanych wpływem zmian sił pola grawitacyjnego oraz występowania problemów przy przesyłaniu informacji na duże odległości w skali kosmicznej za pomocą sygnałów elektromagnetycznych (z prędkością światła) pomiędzy obiektami poruszającymi się z prędkościami bliskimi prędkości światła, co nie ma nic wspólnego z hipotetycznym obiektywnym czasem fizycznym postulowanym w teorii względności. Ta błędna interpretacja zaproponowana przez Alberta Einsteina wynika z fundamentalnych filozoficznych założeń, jakie przyjął on dla swojej wizji natury czasu i przestrzeni.

    Obecnie obowiązująca w nauce kosmologia, to tzw. kosmologia relatywistyczna wynikająca z teorii względności Einsteina. Elementem tej kosmologii jest Big-Bang, czyli Wielki Wybuch. Hipoteza Wielkiego Wybuchu budziła kontrowersje od momentu swojego powstania. W 1976 na sympozjum Międzynarodowej Unii Astronomicznej w Paryżu, grupa światowej sławy kosmologów przedstawiła 21 argumentów przeciwko interpretowaniu przesunięcia ku czerwieni, jako dowodu na zaistnienie Wielkiego Wybuchu. Laureat nagrody Nobla z Fizyki z roku 1970, profesor Hannes Alfven, nie wahał się publicznie twierdzić, że: „hipoteza Wielkiego Wybuchu jest tylko wspaniałym mitem”. W niekończącym się procesie prób jej empirycznej weryfikacji pojawiło się więcej nowych problemów niż tych, które udało się przy jej pomocy do tej pory rozwiązać. Hipoteza Wielkiego Wybuchu przeżywa obecnie swój największy kryzys, gdyż nie potrafi w satysfakcjonujący sposób wyjaśnić najnowszych obserwacji astronomicznych. Właśnie z tego powodu zaistniała konieczność spekulatywnego postulowania istnienia czysto hipotetycznej ciemnej energii i ciemnej materii ( Dwarf galaxies suggest dark matter theory may be wrong). To właśnie m.in. z powodu tych spekulatywnych postulatów dotyczących rzekomego istnienia czysto hipotetycznej ciemnej energii i ciemnej materii w 2004 roku grupa światowej sławy naukowców i niezależnych badaczy wystosowała List Otwarty na łamach prestiżowego czasopisma New Scientist” w sprawie zasadniczej rewizji hipotezy Wielkiego Wybuchu, apelując o rozpoczęcie badań empirycznych nad alternatywnymi teoriami kosmologicznymi. List Otwarty — CosmologyStatement.org — został do tej pory podpisany przez ponad 500 naukowców i badaczy z całego świata, w tym przez polskiego astronoma profesora Konrada Rudnickiego. Liczba ta wciąż rośnie. Ta kryzysowa sytuacja z Wielkim Wybuchem stanowi silną pośrednią przesłankę wskazującą na to, że teoria względności Einsteina nie potrafi poprawnie opisać rzeczywistości fizycznej. Jest to całkowicie oczywiste dla Haltona Arpa.

    Halton Arp jest zawodowym astronomem. Wcześniej był asystentem Edwina Hubble'a. Pracował w obserwatorium Mount Palomar w Kalifornii. Obecnie prowadzi badania astronomiczne w Max Planck Institute, w Niemczech. Halton Arp, zwany Galileuszem XX wieku, przedstawił dowody na to, że Wszechświat się nie rozszerza. Arp zaobserwował dużą liczbę kosmicznych obiektów wykazujących przesunięcia ku czerwieni niezgodne z prawem Hubble'a. Badania te wskazują jego zdaniem, że przesunięcie ku czerwieni mogą być wynikiem innego zjawiska niż efekt Dopplera (zobacz: Halton Arp — Wszechświat się nie rozszerza. Anomalie w przesunięciu ku czerwieni ). Według Arpa, wiele współczesnych koncepcji kosmologicznych, takich, jak zakrzywiona czasoprzestrzeń z teorii względności Alberta Einsteina, jest w istocie próbą skompensowania zniekształceń wynikających z pomiarów Wszechświata przy użyciu metody opartej na błędnej interpretacji przesunięcia ku czerwieni. Halton Arp ujmuje to następująco:

    „Geometria przestrzeni Wszechświata jest płaska i euklidesowa. Koniec z zaprzeczającym logice zakrzywieniem przestrzeni, tak trudnym do wyobrażenia, nie mówiąc już o zakrzywionym czasie. Koniec z hipotetycznymi osobliwościami i czarnymi dziurami, w których załamują się prawa fizyki. Koniec z Wszechświatem, który w 90% składa się z niewykrywalnej empirycznie "ciemnej" materii i energii.”



    Z kosmologicznej perspektywy ogólnej teorii względności, Wszechświat może być przedstawiony, jako "blok" (tzw. block-Universe), obejmujący istniejące aktualnie: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. W takim modelu Wszechświata czas nie płynie. Czas jest wtedy rozumiany, jako czwarty wymiar, ale już wymiar przestrzenny. Wielu naukowców nie potrafi się z tym tak łatwo pogodzić i poddaje pod dyskusję kwestię: Czy czas może być zasadniczo tym samym, co przestrzeń? W takim razie, pojęcie "czasoprzestrzeń" traci swój intuicyjny sens i nie tylko, że staje się nieuzasadnione, to wręcz wprowadza w błąd. Zamiast używać nazwy "czasoprzestrzeń", bardziej adekwatną nazwą byłaby już "czteroprzestrzeń", czyli po prostu przestrzeń czterowymiarowa. Mówienie o czasie, w sytuacji, gdy taki "czas" w ogóle nie płynie, jest absurdalne w sensie, w jakim znamy "czas" z naszego normalnego, codziennego doświadczenia. Nikt, nigdy i w żaden sposób nie doświadczył empirycznie statycznego, "przestrzennego" czasu, który nie upływa! Być może matematyczny model "statycznego" Wszechświata-bloku, w którym czas nie płynie, ma swoje zalety z punktu widzenia fizyki teoretycznej. Jednak w rezultacie, taki "bezczasowy" Wszechświat miałby jedynie cztery wymiary przestrzenne. Zyskujemy zatem jeden dodatkowy, ale mało potrzebny, statyczny wymiar przestrzenny, nie tylko za cenę utraty naturalnego, intuicyjnego, dynamicznego wymiaru czasu, ale dodatkową istotną konsekwencją tego wyboru jest to, że taki Wszechświat-blok byłby całkowicie zdeterminowany, a my, pozbawieni przez to wolnej woli, gdyż w takim Wszechświecie "przyszłość" istniała by już w sposób aktualny, konkretny i jednoznaczny. Być może niektórym osobom nie przeszkadzałoby to, że nie posiadałyby możliwości wolnego, świadomego wyboru (że nie miały by żadnej możliwości realnego wpływu na swoje życie, ani na cokolwiek innego w ogóle), ale nie jest to kwestia indywidualnych preferencji, ani demokratycznego głosowania. Perimeter Institute Public Lecture Series, Lee Smolin, TIME REBORN:



    W opinii profesora Michio Kaku, z zasady nieoznaczoności w fizyce kwantowej wynika, że Albert Einstein po prostu się mylił, wyobrażając sobie, że nasz Wszechświat mógłby być całkowicie zdeterminowany. Jeżeli Einstein mylił się co do całkowitego determinizmu w naszym Wszechświecie, to jego model "bezczasowego" Wszechświata-bloku o czterech wymiarach przestrzennych, nie opisuje fizycznej rzeczywistości taką, jaka ona jest naprawdę. Michio Kaku nie jest bynajmniej odosobniony w swojej opinii. Słynny fizyk, dr Neil Turok w swojej książce The Universe Within: From Quantum to Cosmos podziela opinię Michio Kaku:

    „We conceptualize the world as if everything in it has definite properties at each point in space and at every moment of time. In 1964, the Irish physicist John Bell discovered a way to show conclusively that any such classical picture, with some caveats, can be experimentally disproved. Quantum theory has forced physicists to abandon the idea of a deterministic Universe, and to accept that the best they could do, even in principle, was to predict probabilities.”


    Jeżeli Halton Arp oraz naukowcy z CosmologyStatement.org mają rację, to znaczy, że teoria względności Einsteina czasami daje złe wyniki i jej przewidywania nie pokrywają się z faktami empirycznymi ustalonymi w procesie obserwacji astronomicznych. Dla zainteresowanych czytelników, omówienie głównych problemów hipotezy Wielkiego Wybuchu zostało przedstawione w rozdziale trzecim pracy Zbigniewa Modrzejewskiego, „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” [5].

    Warto podkreślić, że model czasoprzestrzeni Einsteina jest matematycznie poprawny, w takim samym sensie, w jakim wyniki obliczeń wynikające z modelu geocentrycznego Ptolemeusza, który zakładał, że to Słońce krąży dookoła Ziemi. Wyniki z modelu geocentrycznego Ptolemeusza są często poprawne, gdyż są w większości równoważne z wynikami z modelu heliocentrycznego. W obu przypadkach doba trwa 24 godziny. Mimo tego, że model Einsteina jest matematycznie poprawny, to nie jest on poprawny w tym sensie, że nie jest zgodny z prawdą fizyczną. A ostatecznie prawda jest taka, że to Ziemia krąży dookoła Słońca, a nie odwrotnie. Żaden matematycznie poprawny model geocentryczny nie wstrzyma fizycznie Ziemi i nie poruszy fizycznie Słońca! Te dwa alternatywne scenariusze po prostu na wzajem się wykluczają i tylko jeden z nich może ostatecznie okazać się zgodny z prawdą fizyczną. Teoria względności nigdy nie zakrzywi przestrzeni i nie spowolni upływu czasu, gdyż obiektywna, absolutna, fizyczna czasoprzestrzeń Einsteina nie istnieje fizycznie. Jest ona zaledwie abstrakcją matematyczną, użyteczną w tym sensie, że pozwala nam spojrzeć na rzeczywistość z radykalnie odmiennej perspektywy, co może mieć swoją wartość. Nikt nie jest nieomylny. Najważniejsze, aby umieć przyznać się do błędu. Popełnienie błędu można usprawiedliwić, ale trwania w błędzie, już nie.

    „Czy to możliwe, że Albert Einstein wprowadził wszystkich w błąd? Przez wiele lat teoria o prawdziwej budowie atomu była ukrywana, chociaż prof. Michał Gryziński był przekonany, że Albert Einstein znał prawdę o tym, że atom nie przypomina układu planetarnego. W latach 30-tych XX wieku twórca teorii względności miał celowo wprowadzić Niemców w błąd podsuwając im fałszywe teorie, by uniemożliwić im wyprodukowanie bomby atomowej. Profesor Michał Gryziński twierdził, że w każdym atomie jest istny ocean energii, tylko my nie potrafimy z niego korzystać. Problem w tym, że przy okazji podważył teorię Einsteina! Profesor nazwał tę hipotezę „modelem swobodnego spadku”. Sprawa wydaje się pozornie błaha, ale jeśli profesor Gryziński ma rację, to czeka nas prawdziwa rewolucja. Możliwe są podróże między różnymi układami planetarnymi, bo prędkość światła nie jest najwyższą prędkością we wszechświecie. Teoria profesora Michała Gryzińskiego spotkała się z całkowitym potępieniem ze strony autorytetów fizyki. Jego hipoteza „innej budowy atomu” została nazwana pseudonauką, a sam profesor spotkał się z wyjątkowo zaciekłą krytyką środowiska fizyków. Profesor Michał Gryziński zmarł w 2004 roku w wieku 74 lat. Pozostawił tylko książkę "Sprawa Atomu", której publikacja przeszła zupełnie bez echa.” Wiadomosci24.pl

    Prof. dr hab. Andrzej Staruszkiewicz (Instytyt Fizyki UJ), pyta nas, Co robić z wariatami? „Tak się składa, że przez całe życie byłem redaktorem pisma naukowego, w związku z tym stale mam do czynienia z wariatami, którzy wynajdują perpetuum mobile lub obalają teorię względności. Pytanie jest takie: których wariatów można tolerować, a których nie można? Konstruktorów perpetuum mobile można tolerować, bo oni nie zrobią tego co chcą zrobić, w związku z tym są nieszkodliwi. Ludzi, którzy obalają teorię względności też można tolerować na zasadzie tego, że papier jest cierpliwy. Natomiast gdyby pojawili się ludzie, którzy twierdziliby, że potrafią budować elektrownie atomowe lepiej niż to robią uczeni uniwersyteccy, a tacy ludzie mogą się pojawić, bo sztuka budowania elektrowni atomowych jest oparta na znacznie słabszych podstawach naukowych niż zasada zachowania energii czy szczególna teoria względności, czy takich ludzi można tolerować? Nie, takich ludzi trzeba zatrzymać, jeżeli się nie da inaczej, to siłą.” — Zatrzymać siłą! Dla dobra nauki! W służbie Prawdy! Skąd my to znamy? I tu zataczamy pełne koło, powracając do ułomności natury ludzkiej. Nihil novi sub sole.

    Leon Lederman w 1988 roku otrzymał Nagrodę Nobla z Fizyki za badania nad cząstkami elementarnymi. W swojej książce „Boska cząstka”, tak nas przestrzega:

    „Prawdę mówiąc, takie książki, jak "Tao Fizyki" (Fritjof Capra) oraz "Tańczący Mistrzowie Wu Li" (Gary Zukav), to stosunkowo przyzwoici przedstawiciele pisarstwa należącego do pośredniej sfery między dobrymi książkami naukowymi, a obłąkaną twórczością szarlatanów, oszustów i szaleńców. Ci ludzie gwarantują życie wieczne tym, którzy ograniczą swą dietę do korzeni sumaku, donoszą o spotkaniach z istotami pozaziemskimi, demaskują fałsz teorii względności, ponad którą przedkładają sumeryjski odpowiednik kalendarza dla rolników. [...] Niektórzy oszuści zdołali odnieść godny podziwu sukces, ot, choćby izraelski magik Uri Geller albo pisarz Immanuel Velikowsky, czy nawet niektórzy posiadacze doktoratów w dziedzinie nauk ścisłych (naukowy tytuł doktora w jeszcze mniejszym stopniu jest rękojmią prawdy niż Nagroda Nobla). To właśnie ludzie tego pokroju stanowią źródło doniesień o takich cudach, jak widzące dłonie, psychokineza, kreacjonizm, poliwoda, zimna fuzja i wiele innych oszukańczych pomysłów. Zazwyczaj twierdzą oni, że skostniały establiszment prześladuje nowo odkrytą prawdę, pragnąc zachować dla siebie prawa i przywileje. Oczywiście, może się i tak zdarzyć. [...] Tragedia tkwi nie w tym, co piszą kiepscy pseudonaukowi pisarze, nie w tym, że agent ubezpieczeniowy wie dokładnie, w którym miejscu Einstein popełnił błąd i pisze o tym książkę, nie w tym, że jakiś oszust powie wszystko jedno co, byle tylko zarobić parę groszy, nie w tym, co robią Uri Geller, Immanuel Velikowsky i im podobni. Tragedią są szkody, jakie ponosi łatwowierne i niedouczone społeczeństwo, które tak łatwo jest omamić.”

    Mój drogi łatwowierny i niedouczony czytelniku, zostałeś właśnie ostrzeżony przez laureata Nagrody Nobla z Fizyki — nie daj się omamić obłąkaną twórczością szarlatanów, oszustów i szaleńców, a nawet niektórych posiadaczy doktoratów w dziedzinie nauk ścisłych. Ludzie tego pokroju demaskują fałsz teorii względności, bo wydaje im się, że wiedzą dokładnie, w którym miejscu Einstein popełnił błąd i piszą o tym książki. Kto może się mylić? Einstein, czy raczej szarlatani, którzy ponad teorię względności przedkładają sumeryjski odpowiednik kalendarza dla rolników? To smutne, ale nikomu nie można już ufać... Z wyjątkiem Einsteina!!!

    Kto może się mylić? Każdy człowiek. Nawet Albert Einstein. Mylić się jest przecież rzeczą ludzką, a Albert Einstein był tylko człowiekiem.



    Nie tylko moim zdaniem słabym punktem teorii względności jest to, że wynika ona zasadniczo z naukowych i religijnych intuicji Einsteina, a nie z pierwotnych faktów empirycznych. Najpierw było jabłko, które spadło obok pogrążonego w głębokiej refleksji Izaaka Newtona, a dopiero później na podstawie badań empirycznych tego szczęśliwie zaobserwowanego przez Newtona zjawiska, powstała klasyczna już mechanika newtonowska. Natomiast u Einsteina najpierw były jego słynne eksperymenty myślowe, w których Einstein posługiwał się nie do końca precyzyjnie zdefiniowanymi pojęciami, jak np. "promień światła". Jak wiadomo natura światła jest dualna. Można je rozumieć, jako foton, czyli cząstkę elemntarną lub jako falę elektromagnetyczną. Być może na codzień możemy posługiwać się takim kolokwialnym terminem, jak "promień światła", ale z punktu widzenia fizyki, nic takiego nie istnieje. Jednak to właśnie ów nie do końca precyzyjnie zdefiniowany "promień światła" znalazł się u podłoża nowej teorii Einsteina. Naturalnie, jak każdy dobry fizyk, Einstein pragnął jednoznacznego, ostatecznego empirycznego potwierdzenia swoich intuicji. Wielu uczonych starało się zaproponować jakieś zjawiska, które mogłyby wskazywać na trafność przewidywań jego teorii. Gdyby Einstein odkrył zupełnie nowe zjawisko, na przykład takie, jakie dało początek mechanice kwantowej, to wtedy sprawa byłaby prosta. Byłoby to typowe "dorabianie" teorii do faktów. Natomiast w przypadku "dorabiania" faktów do teorii, czego wymaga właśnie teoria względności, cała sprawa nie jest już taka prosta i jednoznaczna, albowiem bardzo wiele zjawisk można, przy odrobinie dobrej woli, interpretować właśnie na korzyść faworyzowanej akurat teorii, mimo że jednoznacznie jej nie potwierdzają. Gorliwi zwolennicy teorii względności głęboko wierzą, że te wszystkie empiryczne próby jej potwierdzenia stanowią w końcu jednoznaczny i ostateczny dowód jej prawdziwości. Niezależnie jak silna jest ona i głęboka, jest to jednak tylko wiara — wiara, która po pewnym czasie uzyskała status dogmatu. A to, jak wiadomo z historii religii dogmatycznych, zamyka możliwość jakiejkolwiek dalszej dyskusji pod groźbą ekskomuniki ze społeczności kościoła miłościwie nam panującej doktryny materialimu naukowego. W swoje książce „The Science Delusion” Rupert Sheldrake napisał:

    „Całe swoje życie poświęciłem nauce i jestem głęboko przekonany, jak ogromne znaczenie ma naukowe podejście. Jednocześnie, coraz bardziej zwracam uwagę na fakt, że nauka zatraciła wiele ze swojego wigoru, witalności i zaciekawienia. Kreatywność naukową ograniczają według mnie: dogmatyczna ideologia, konformizm podszyty strachem oraz instytucjonalna inercja. Kwestionowanie utartych przekonań nie jest wbrew nauce, a raczej jest to centralna oś jej funkcjonowania, jako że w jej kreatywnym sercu żyje przecież duch swobodnego dociekania. Dlatego nauka nie powinna być systemem przekonań, ani zajmowaniem jakiegoś stanowiska – nauka innowacyjna może rozwijać się tylko wtedy, gdy naukowcy mają pełną wolność stawiania pytań i tworzenia nowych teorii. Podjąłem się napisania niniejszej książki, aby pokazać, że nauka może być dużo bardziej fascynująca i ciekawa, jeśli przekroczy się dogmaty ograniczające wolność dociekania i zniewalające wyobraźnię.”



    Można słusznie zauważyć, że mimo tego, iż wszystko nie jest takie czarno-białe i jednoznaczne, jak byśmy sobie tego życzyli, to nie wynika z tego jeszcze, że Einstein koniecznie musiał się mylić. Być może mimo wszystko miał jednak rację? Czy można to wykluczyć? Czy ponad wszelką wątpliwość Einstein musiał się jednak mylić? Tak. Jest to związane z jednym z podstawowych założeń jego teorii, postulującym, że czas, przestrzeń oraz czasoprzestrzeń, są obiektywnymi wielkościami fizycznymi, które mogą oddziaływać z innymi wielkościami fizycznymi, co w rezultacie powoduje, że mogą się fizycznie skracać lub zakrzywiać. Że nie może to być prawdą, wystarczy zauważyć, że nikt, nigdy i w żaden sposób, nie wykrył empirycznie ani upływu, ani jakiegokolwiek innego sposobu fizycznego istnienia czasu, przestrzeni lub czasoprzestrzeni. Zegar nie jest technicznym miernikiem upływu czasu, dokładnie tak samo, jak nie jest nim karuzela. Czas, przestrzeń oraz czasoprzestrzeń, są empirycznie niewykrywalne. Należy zatem uczciwie uznać, że (przynajmniej na razie) ich status ontologiczny jest czysto metafizyczny.

    Zatem z jednej strony Einstein stara się przekonać nas, że czas istnieje obiektywnie, fizycznie, tak jak wszystkie inne wielkości fizyczne, a z drugiej strony nic nie jest w stanie empirycznie potwierdzić rzekomego fizycznego istnienia czasu. W ten sposób czas miałby być wielkością fizyczną, której istnienia nie można fizycznie wykryć, jak innych normalnych wielkości fizycznych. Czas — wielkość fizyczna niewykrywalna fizycznie. Niestety, to oczywista sprzeczność.

    Z jednej strony Einstein stara się przekonać nas, że czasoprzestrzeń i jej wymiary istnieją obiektywnie, fizycznie, tak jak wszystkie inne zjawiska lub obiekty fizyczne, a z drugiej strony nic nie jest w stanie empirycznie potwierdzić rzekomego fizycznego istnienia czasoprzestrzeni i jej wymiarów. W ten sposób wymiary czasoprzestrzeni Minkowskiego miałyby być fizyczne, których istnienia nie można fizycznie wykryć, jak innych zjawisk lub obiektów fizycznych. Wymiary czasoprzestrzeni Minkowskiego — wymiary fizyczne niewykrywalne fizycznie. Niestety, to kolejna oczywista sprzeczność. Tak długo, jak obiektywne, fizyczne istnienie czasu, przestrzeni oraz czasoprzestrzeni, nie zostanie empirycznie wykryte, tak długo teoria względności nie będzie teorią fizyczną, a pozostanie zaledwie nie potwierdzoną empirycznie metafizyczną hipotezą lub spekulacją.

    Zaraz! Czy to aby nie przesada? Jeżeli teoria względności ma być metafizyczną spekulacją, tylko dlatego, że korzysta z czasu i przestrzeni, które są empirycznie niewykrywalne, a zatem metafizyczne, to wynikałoby z tego, że wszystkie teorie fizyczne są w istocie metafizyczne, gdyż każda teoria fizyczna korzysta z czasu i przestrzeni! Bynajmniej. Wszystkie teorie fizyczne, z wyjątkiem teorii względności, korzystają z czasu i przestrzeni, ale z czasu i przestrzeni, których natura jest abstrakcją matematyczną, a ściśle to ujmując, jest relacyjna w takim sensie, w jakim zdefiniował to Ernest Mach. Z definicji, abstrakcyjny czas relacyjny nie może być fizyczny, więc nie ma najmniejszego sensu próbować empirycznie wykrywać jego domniemane fizyczne istnienie, fizyczne spowolnienie lub fizyczne zakrzywienie. W skrócie, czas relacyjny wyraża jedynie matematyczny stosunek ilościowy w arbitralnych jednostkach, a nie realną wielkość fizyczną lub własność rzeczywistości fizycznej. Teoria względności jest jak dotąd jedyną teorią fizyczną w historii nauki, która wymaga od czasu i przestrzeni, aby ich natura była taka, jak innych wielkości fizycznych. Nawet mechanika kwantowa nie postuluje takich wymagań. Jest to jednym z głównych powodów, dla których teoria względności i mechanika kwantowa zasadniczo nie są kompatybilnymi teoriami fizycznymi.



  7. NATURA CZASU I PRZESTRZENI
  8. Ale czyż nie wydaje się to być kompletnym absurdem, aby upierać się przy konieczności empirycznego wykrycia fizycznego istnienia czasu, przestrzeni i czasoprzestrzeni, skoro ich istnienie dla wszystkich było zawsze oczywiste? Czy ktoś, kto jest przy zdrowych zmysłach i nie jest ślepy, mógłby wątpić w istnienie przestrzeni? Czyż nie widzimy bezpośrednio na własne oczy, jak czas upływa, jak wszystko wokół nas się zmienia? Czy ktoś kiedykolwiek odczuwał potrzebę empirycznego potwierdzenia tego, że Ziemia jest płaska i nieruchoma, a Słońce przelatuje po niebie? Czy wątpienie w te naoczne fakty nie wydaje się być kompletnym absurdem?

    Skoro czas, przestrzeń oraz czasoprzestrzeń, wydają się nam istnieć fizycznie w taki sam oczywisty sposób, jak inne wielkości fizyczne, to dlaczego do tej pory nikomu nie udało się w żaden sposób wykryć ich istnienia empirycznie?! Co stoi na przeszkodzie? Czas i przestrzeń nie są przecież "egzotycznymi", hipotetycznymi 11-wymiarowymi super strunami lub "boskimi" bozonami Higgsa, tylko czymś, co, kolokwialnie mówiąc, jest stare jak świat i dostępne nam wszystkim na codzień, więc dlaczego do tej pory nikomu nie udało się empirycznie wykryć ich fizycznego istnienia? Ponieważ wymiary w czterowymiarowej przestrzeni Minkowskiego nie są empirycznie wykrywalne, więc nie mamy podstaw, aby twierdzić, że są one fizyczne. Zatem upieranie się, że ulegają one fizycznemu zakrzywieniu jest bezpodstawne. Dotyczy to również czasu i przestrzeni z osobna. Upływ czasu nie jest empirycznie wykrywalny, więc nie mamy podstaw, aby twierdzić, że czas jest fizyczny lub że upływa fizycznie. Zatem upieranie się, że czas ulega fizycznemu spowolnieniu jest bezpodstawne.

    A może jednak powodem, dla którego do tej pory nikomu nie udało się w żaden sposób empirycznie wykryć istnienia czasu, przestrzeni oraz czasoprzestrzeni jest to, że nie istnieją one fizycznie, tak jak inne obiekty, zjawiska lub wielkości fizyczne? Czy ktoś kiedykolwiek odczuwał potrzebę empirycznego potwierdzenia tego, że piękno istnieje? Piękno istnieje, ale nikt nigdy nie twierdził, że piękno istnieje, jako wielkość fizyczna, którą można mierzyć empirycznie. Techniczne urządzenia mierzące upływ czasu nie istnieją z tej prostej przyczyny, że po prostu nie miałyby czego mierzyć. To trochę tak, jakby próbować podłączyć top modelkę do technicznego urządzenia w nadziei, że będzie ono mogło zmierzyć ilość fizycznego piękna jej ciała, którą odczytamy potem z wyświetlacza cyfrowego. Skoro jej ciało jest ciepłe, to możemy zmierzyć termometrem temperaturę jej ciała. Dlaczego nie moglibyśmy zmierzyć też ilości jej fizycznego piękna, skoro jej ciało jest piękne? Niestety, taką może okazać się czasami natura ludzka, iż znajdą się być może osoby, które poświęciły by raczej resztę swojego życia na próby konstruowania technicznych mierników fizycznego piękna top modelek, niż po prostu zaakceptowały to, że czas nie jest wielkością fizyczną, nie jest jednym z obiektywnych, fundamentalnych wymiarów zewnętrznej, fizycznej rzeczywistości.

    Od czasu do czasu dostrzegamy piękno na zewnątrz nas. Może to być dzieło sztuki, jak muzyka, element natury, jak kwiat, sportowy samochód lub inny człowiek, jak aktorka lub top modelka. Nasze doświadczenie piękna jest niezaprzeczalne i zwykle utożsamiamy je z własnością postrzeganego przez nas obiektu, podczas gdy prawda jest taka, że jest to tylko jego atrybut. Dany obiekt nie jest piękny sam w sobie, a tylko takim nam się wydaje. W przeciwnym razie byłby obiektywnie piękny dla wszystkich ludzi, a wiemy przecież z doświadczenia, że nie to piękne, co piękne, ale to, co się komu podoba.

    Czy można powiedzieć, że piękno istnieje? Tak, gdyż niezaprzeczalnie dowodzi tego nasze bezpośrednie doświadczenie zmysłowe. Ale czy można powiedzieć, że piękno istnieje obiektywnie na zewnątrz nas, w obiektach, które nam się podobają? Tak się nam zdecydowanie wydaje, ale po dokładniejszych rozważaniach jesteśmy zmuszeni przyznać, że tak jednak nie jest i zgodzić się, że piękno jest subiektywne i dlatego nie może być własnością żadnego obiektu, będąc jedynie jego atrybutem arbitralnie przypisanym mu przez obserwatora. Trudno się z tym nie zgodzić. Prawda?

    Ale czy nie moglibyśmy przysięgać na wszystko, co jest nam drogie, że piękno znajduje się w pięknym obiekcie i że czas upływa w przestrzeni? Czy nie moglibyśmy prawie dać sobie obciąć za to rękę? Tak, to prawda, nie istnieje fizyczny miernik piękna, gdyż piękno nie jest empirycznie mierzalną wielkością fizyczną. A czas? Czy czas jest empirycznie mierzalną, obiektywną wielkością fizyczną? Czy czas, przestrzeń oraz czasoprzestrzeń, ku naszemu największemu zdumieniu, mogłyby okazać się aż tak subiektywne, jak piękno? Czy Albert Einstein mógł się jednak mylić?



    TEORII WZGLĘDNOŚCI BRAKUJE NIEKTÓRYCH ZASADNICZYCH PODSTAW EMPIRYCZNYCH — empirycznie wykrywalnego czasu, empirycznie wykrywalnej przestrzeni oraz empirycznie wykrywalnej czasoprzestrzeni Minkowskiego. Zatem teoria względności nie jest całkowicie teorią fizyczną, gdyż częściowo opiera się na założeniach metafizycznych. Należy zwrócić uwagę na następującą subtelność. Nie chodzi tak bardzo o empiryczne wykrycie zakrzywienia przestrzeni lub dylatacji czasu, jak o empiryczne wykrycie samej przestrzeni, czasu i wszystkich wymiarów czasoprzestrzeni Minkowskiego. Żeby coś mogło się fizycznie zakrzywiać lub skracać, to najpierw musi fizycznie istnieć. Czas i przestrzeń nie są przecież jakimiś "egzotycznymi", hipotetycznymi 11-wymiarowymi super strunami lub "boskimi" bozonami Higgsa, tylko czymś, co, kolokwialnie mówiąc, jest stare jak świat i dostępne nam wszystkim na codzień, więc dlaczego do tej pory nikomu nie udało się empirycznie wykryć ich fizycznego istnienia? Ponieważ wymiary w czterowymiarowej przestrzeni Minkowskiego nie są empirycznie wykrywalne, więc nie mamy podstaw, aby twierdzić, że są one fizyczne. Zatem upieranie się, że ulegają one fizycznemu zakrzywieniu jest bezpodstawne. Dotyczy to również czasu i przestrzeni z osobna. Upływ czasu nie jest empirycznie wykrywalny, więc nie mamy podstaw, aby twierdzić, że czas jest fizyczny lub że upływa fizycznie. Zatem upieranie się, że czas ulega fizycznemu spowolnieniu jest bezpodstawne.

    Nie tylko moim zdaniem "grzechem" Einsteina było to, że jako fizyk uległ pociągającemu urokowi matematycznej elegancji i prostoty oraz dał pierwszeństwo swoim intuicyjnym spekulacjom, a nie faktom płynącym z badań empirycznych. Fizyk powinien raczej opierać swoją teorię na faktach empirycznych, a nie próbować dopasowywać istniejące fakty do swoich spekulatywnych intuicji.

    „Swój oksfordzki wykład Einstein zaczął od ukłonu w stronę empiryzmu: "wielka wiedza o rzeczywistości wypływa z doświadczenia i do niego zmierza". Zaraz jednak pospieszył z podkreśleniem roli "czystego rozumu" i logicznej dedukcji. Przyznał – bynajmniej się nie usprawiedliwiając – że sukces, z jakim wykorzystał rachunek tensorowy w równaniach ogólnej teorii względności, sprawił, że nawrócił się na strategię matematyczną, w której prostota i elegancja równań liczą się bardziej niż empiria. Właśnie fakt, że metoda ta okazała się tak skuteczna w budowaniu ogólnej teorii względności, "pozwala nam ufać, iż przyroda jest realizacją tego, co jest najprostsze do pomyślenia pod względem matematycznym". Bardzo ciekawe: zdanie to zawiera w sobie istotę myśli Einsteina z tych dziesięcioleci, kiedy matematyczna "prostota" była mu drogowskazem w poszukiwaniach jednolitej teorii pola. Słychać tu echo stwierdzenia wielkiego Isaaka Newtona z trzeciej księgi dzieła Principia: "Natura lubi prostotę". Einstein nie podawał jednak żadnych dowodów na poparcie swej wiary, której zdawała się przeczyć nowoczesna fizyka cząstek [mechanika kwantowa]. Nie wyjaśniał też dokładniej, co rozumiał przez "matematyczną prostotę". Po prostu opierał się na głębokiej intuicji, że tą właśnie zasadą kierował się Bóg, tworząc wszechświat. Takie były jego przekonania – a raczej wiara – gdy w maju 1931 roku nagrodzono go doktoratem honoris causa Uniwersytetu Oxfordzkiego. W wygłoszonym wtedy wykładzie Einstein przyznał, że w jego nieustającej pogoni za jednolitą teorią pola bodźcem są mu raczej powaby matematycznej elegancji niż ciśnienie faktów empirycznych: "Nie kieruje mną nacisk danych doświadczalnych, idę raczej za pociągającym urokiem matematycznej prostoty" ”, napisał o filozoficznym podejściu Einsteina do uprawiania fizyki Walter Isaacson, historyk, dziennikarz i autor biografii „Einstein. Jego życie, jego wszechświat”.

    Teoria względności została obalona już wiele razy, co udokumentował Harry Ricker w swojej pracy Refutation Of Einstein's Principle of Relativity [6]. Oficjalna nauka wygodnie to przemilcza. Jak trafnie zauważył (powyżej) laureat nagrody Nobla z fizyki, Leon Lederman, łatwowierne i niedouczone społeczeństwo tak łatwo jest omamić.

    W 1982 roku, Julian Barbour i Bruno Bertotti opracowali nową, lepszą od teorii Einsteina, teorię grawitacji, która nie wymaga, aby czas istniał w sposób fizyczny, jako materialny wymiar materialnej rzeczywistości.

    Istnieje międzynarodowa organizacja zrzeszająca naukowców wykazujących błędy w teorii względności: Natural Philosophy Alliance. O tym, dlaczego Einstein nie ma racji i dlaczego teoria względności to wielki błąd XX wieku, napisał Jurij Sawin, a na swojej stronie przedstawił po polsku Bogdan Szenkaryk ("Pinopa") w krótkim tekście, „Nie masz racji, Einstein! ...czyli Teoria względności Einsteina - wielki błąd XX wieku”. O błędnych założeniach leżących u podstaw teorii względności przystępnie napisał na swoim blogu George Waleski, „Jak Einstein doszedł do swojej szczególnej względności”.

    Mimo swoich oczywistych słabości, teoria względności jest już przez ponad sto lat celebrowana, jako największe osiągnięcie ludzkiego geniuszu z jednego tylko powodu – spełnia bowiem rolę wygodnego, koronnego "dowodu" na rzekomą ostateczną prawdziwość wizji świata według doktryny materializmu naukowego.

    Albert Einstein po prostu stworzył pewną teorię naukową. Nikt nie może go za to winić. To jedno. Natomiast z drugiej strony jego teoria jest do tej pory wykorzystywana w nienaukowy, irracjonalny sposób do prowadzenia ideologicznej walki w celu obrony starej doktryny materializmu naukowego, starego paradygmatu, który obecnie stał się przeszkodą na drodze postępu nauki. Prof. dr hab. Andrzej Staruszkiewicz (Instytyt Fizyki UJ), napisał do Zbigniewa Modrzejewskiego:

    „(28 sierpnia 2012) Panie Modrzejewski, Pan jest najwyrazniej przywiazany do relacyjnej teorii czasu i przestrzeni, ktora sformulowal Leibniz. Jednak wspolczesne obserwacje pokazuja, ze czas i przestrzen sa rzeczami, takimi samymi jak powietrze czy woda. Lacze pozdrowienia, Andrzej Staruszkiewicz”.

    Czy rzeczywiście, jak twierdzi prof. Staruszkiewicz, czas i przestrzeń są rzeczami? Jeżeli czas, przestrzeń oraz czasoprzestrzeń są rzeczami, to czym w takim razie różnią się one od dziewiętnastowiecznego aetheru? Czy Zbigniew Modrzejewski jest przywiązany do relacyjnej teorii czasu i przestrzeni, którą sformułował Leibniz? Bynajmniej. Zbigniew Modrzejewski po prostu nie jest przywiązany ani do empirycznie niewykrywalnego czasu, ani do empirycznie niewykrywalnej przestrzeni, ani do empirycznie niewykrywalnej czasoprzestrzeni Minkowskiego. To zasadnicza różnica.

    Błąd Einsteina polegał m.in. na tym, że uwierzył, iż czas i przestrzeń istnieją, jako empirycznie mierzalne, obiektywne obiekty, wielkości fizyczne w świecie zewnętrznym. W przeciwieństwie do Newtona, dla którego czas jest bierny w tym sensie, że płynie bez powiązań z czymkolwiek z zewnątrz i jest zaledwie tłem wydarzeń, Einstein nieroztropnie pozwolił sobie na to, aby uwierzyć w czas i przestrzeń, jako realnych, fizycznych "graczy" biorących czynny, aktywny udział we wszystkich fizycznych wydarzeniach. W przeciwieństwie do akceptacji obiektywnych, empirycznych faktów, wiara w cokolwiek jest indywidualną decyzją danego człowieka i trudno oczekiwać, że wszyscy ludzie lub wszyscy naukowcy uwierzą jednocześnie w to, w co uwierzył Einstein. Profesor George Ellis z Uniwersytetu Cape Town w swojej pracy zatytułowaniej „Fizyka w realnym Wszechświecie. Czas i czasoprzestrzeń wyraża następujące wątpliwości, od dłuższego czasu podzielane przez wielu innych naukowców, a dotyczące fizycznej realności koncepcji czasoprzestrzeni Einsteina:

    „Ukryte zagadnienie leżące u podstaw mojej pracy, to pytanie o status ontologiczny czasoprzestrzeni: czy czasoprzestrzeń rzeczywiście istnieje fizycznie, czy może jest jedynie koncepcją, wygodnym sposobem matematycznego opisu relacji [Leibniz, Kant, Ernst Mach] zachodzących pomiędzy fizycznymi obiektami? W tym momencie nie będę zajmował się tą sporną kwestią, ponieważ dyskusja w moim tekście dotyczy różnych matematycznych modeli czasoprzestrzeni, a nie jej statusu ontologicznego. Wierzę jednak, że zagadnienia poruszone w mojej pracy mogły by stanowić punkt wyjścia do poszukiwań nowej perspektywy pomocnej w rozstrzygnięciu kwestii ontologicznego statusu czasoprzestrzeni oraz wznowienia dyskusji w jakim stopniu nasze matematyczne modele czasoprzestrzeni adekwatnie odzwierciedlają jej prawdziwy status ontologiczny.”



    Doktor Robert Lanza pyta nas:

    „Czy czas istnieje? Odpowiedzią może być: zegar tyka; upływają lata; starzejemy się i umieramy. Całe życie wierzyliśmy, że czas jest zewnętrzną, mierzalną rzeczywistością. Jednak wszyscy instynktownie wiemy, że czas nie jest rzeczą. Mamy bowiem do czynienia z jego charakterystyczną niemierzalnością. Nie jesteśmy w stanie przynieść czasu do laboratorium w słoiku po marmoladzie, tak, jak dzieci przynoszą do domu robaczki świętojańskie. A to dlatego, że czas nie jest fizyczny.”

    Doktor Robert Lanza, podobnie jak Leibniz i Kant, jest przekonany, że:

    "Czas i przestrzeń nie są rzeczami, tak jak kamyki, które zbiera się na plaży. Czasu nie można umieścić w żadnym pojemniku. Przestrzeń jest dla nas fizycznie niedostępna. Nie możemy wziąć sobie jej kawałka i zanieść go do laboratorium. Jest tak dlatego, że czas i przestrzeń są częściami umysłu żyjącej istoty."

    Doktor Robert Lanza nie jest wyjątkiem wśród postępowych naukowców, gdy wyraża swoje silne przekonanie, że:

    „Współczesna nauka opiera się na przestarzałym paradygmacie, który przestaje być użyteczny. W ramach tego starego paradygmatu, wiele fundamentalnych problemów pozostanie nierozwiązanych. Największym problemem jest życie, którego pojawienie się jest wciąż nie zbadanym naukowo procesem, nawet jeśli zmiany jego form mogą być wyjaśnione przy użyciu darwinowskich mechanizmów. Największym problemem jest to, że życie jest związane ze świadomością, która, delikatnie mówiąc, pozostaje wciąż słabo zrozumiana przez naukę. Świadomość to nie tylko sprawa biologii, ale także zagadnienie z dziedziny fizyki. Współczesna fizyka nie potrafi tego wyjaśnić, jak na bazie materii powstaje świadomość. Nasze zrozumienie tego najbardziej podstawowego zjawiska, jakim jest świadomość, jest praktycznie zerowe. Co ciekawsze, fizyka nawet nie dostrzega tego problemu. [...] Niektórzy naukowcy od jakiegoś czasu przekonują nas, że tzw. Teoria Wszystkiego jest już na wyciągnięcie ręki i że dzięki niej wreszcie dowiemy się wszystkiego. Niestety, wciąż jej nie ma i nie będzie dopóty, dopóki nie uświadomimy sobie istnienia najważniejszego elementu kosmosu, który został zepchnięty na margines, ponieważ nauka nie wie, co z nim począć. Tym elementem jest nasza świadomość i nie jest to żadna drobnostka. Nie można jej porównać do niczego. Jest ona głęboką tajemnicą.” [8]

    Podobnego zdania był Erwin Schrödinger:

    „Świadomości nie da się ująć w kategoriach fizycznych, ponieważ świadomość jest absolutnie fundamentalna. Świadomości nie da się ująć w żadnych innych kategoriach.”

    Świadomość i jej natura jest centralnym i kluczowym elementem nierozwiązanego do tej pory problemu percepcji. Z okazji siedemdziesiątych urodzin Einsteina, w serii Żyjący Filozofowie, wydano zbiór esejów Albert Einstein: Philosopher-Scientist pod redakcją Paula Arthura Schilppa, napisanych przez 25 naukowców, a dotyczących różnych aspektów jego naukowego dorobku. Esej ósmy, Einsteina Koncepcja Rzeczywistości, którego autorem był Henry Margenau, profesor Fizyki Uniwersytetu Yale, zawiera następujący fragment:

    „It is perfectly clear that Albert Einstein, in common with practically all scientists, assumes the existence of the external world, an objective world, i.e., one that is largely independent of the human observer. To quote Einstein from his "Clerk Maxwell's Influence on the Evolution of the Idea of Physical Reality":

    The belief in an external world independent of the perceiving subject is the basis of all natural science. Since, however, sense perception only gives information of this external world or of 'physical reality' indirectly, we can only grasp the latter by speculative means. It follows from this that our notions of physical reality can never be final. We must always be ready to change these notions — that is to say, the axiomatic structure of physics — in order to do justice to perceived facts in the most logically perfect way.

    On the one hand one has here as identification of physical reality with the external world, on the other an insistence upon the difference between an essence of reality and what it appears to be. Indeed there is implied a three-fold distinction between an external world, the observer's perception of that external world, and our notions of it; for as we have seen before, the axiomatic structure of physics is not abstracted from sensory experience. To some of the interesting questions, which arise at this point, answers seem to be lacking. Having been reared in the Kantian tradition, Einstein conceivably espouses a 'Ding an sich', [Thing per se] which is intrinsically unknowable. More likely, however, he would hold any characterization of reality in terms other than those provided by science as irrelevant and regard the question as to the metaphysical attributes of reality as unimportant. Under those conditions, what is meant by the assertion that there is an external world independent of the perceiving subject becomes problematical. Like most scientists, Einstein leaves unanswered the basic metaphysical problem underlying all science, the meaning of externality. There may be perceived a curious trace of rationalism in the passage last quoted. Sense perception, we are told, gives information about physical reality in a manner called indirect. This innocent word, of course, hides a multitude of epistemological problems upon which the scientist does not care to express himself.”

    Powyższy fragment ujawnia wstydliwą tajemnicę fizyki, a nawet całej nauki, a mianowicie to, że Einstein, fizyka i cała nowoczesna Nauka nie mają jasnego i jednoznacznie określonego stanowiska w sprawie problemu percepcji, problemu o fundamentalnym znaczeniu, którego wagę dla Nauki trudno jest przecenić.

    Czas i przestrzeń nigdy nie były, nie są i nie będą obiektywne i fizyczne w takim samym sensie, jak wszystkie inne obiekty, zjawiska lub wielkości fizyczne. Chociaż z jednej strony czas i przestrzeń nie są empirycznie wykrywalne, to jednak z drugiej strony bezpośrednio postrzegamy ich istnienie. Wniosek jest prosty. Skoro czas i przestrzeń nie są empirycznie wykrywalne, to są nie fizyczne. Skoro bezpośrednio postrzegamy ich istnienie przy pomocy naszego umysłu, to znaczy że czas i przestrzeń zasadniczo mają naturę świadomości, co postulował już m.in. Erwin Schrödinger:

    „Świadomość, to jest to, przez co ten świat po raz pierwszy manifestuje się, przez co rzeczywiście, możemy całkiem spokojnie to powiedzieć, po raz pierwszy staje się obecny. Świat składa się z elementów świadomości.”

    Świat, który postrzegamy na zewnątrz, wydaje się nam być kolorowy. Jednak jest to jedynie nasze subiektywne doświadczenie, gdyż rzeczywistość nie jest tak naprawdę kolorowa sama z siebie. Kolor, to jedynie atrybut rzeczywistości, jaki arbitralnie przypisuje jej nasz umysł, a nie właściwość samej rzeczywistości. A czy rzeczywistość jest fizyczna, materialna? Czy "materialność" rzeczywistości to jej właściwość, czy może tylko jej atrybut, jaki arbitralnie przypisuje jej nasz umysł w procesie percepcji? A może "materialność" rzeczywistości to jedynie nasze subiektywne doświadczenie, takie jak kolor lub piękno? A co by było, gdyby okazało się, że świat fundamentalnie składa się jednak z elementów świadomości, tak jak postuluje to Erwin Schrödinger oraz myśliciele prądu filozofii idealizmu, który to pojawił się niezależnie zarówno na Dalekim Wschodzie, jak i na Zachodzie? Taką hipotezę rozważa szczegółowo Zbigniew Modrzejewski w swojej pracy „Analiza ostateczna” [10].



    Miarą wielkości i geniuszu naukowca jest nie tylko jego wiedza, inteligencja i wyobraźnia, ale również jego mądrość. Pozwolę sobie przytoczyć piękną refleksję Alberta Einsteina, będącą wyrazem jego głębokiej mądrości, za którą bardzo wysoko go cenię i szanuję:

    „Człowiek jest częścią tej całości, która jest nazywana przez nas "Wszechświatem"; częścią ograniczoną w czasie i przestrzeni. Człowiek doświadcza siebie, swoich myśli i uczuć, jako czegoś odseparowanego od reszty, co jest pewnego rodzaju "optycznym" złudzeniem w jego umyśle. To złudzenie jest dla nas pewnego rodzaju więzieniem ograniczającym nas do naszych osobistych pragnień i uczuć bliskości, jakimi obdarzamy kilka najdroższych nam osób. Naszym zadaniem musi być wyzwolenie się z tego więzienia poprzez rozszerzenie sfery naszego współczucia tak, aby objąć nim wszystkie żyjące istoty oraz całą naturę w jej pięknie. Nikt nie jest w stanie wykonać tego zadania w pełni, ale dążenie do tego ideału jest, samo w sobie, częścią tego wyzwolenia, jak również fundamentem naszego poczucia pewności siebie.” (z angielskiego przełożył Zbigniew Modrzejewski)


  9. PRZYPADEK PROFESORA DROŻDŻYŃSKIEGO
  10. „Po raz pierwszy tezy mojej pracy „Evidence for an Invalidity of the Principle of Relativity” (2011), wykazującej błąd w podstawowym założeniu szczególnej teorii względności przedstawiłem w roku 2006 na tzw. Salonie Profesora Dudka poświęconym 100-leciu teorii względności Alberta Einsteina. Ponieważ nikt z zaproszonych fizyków teoretyków z Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Wrocławskiej nie potrafił wykazać błędu w moim eksperymencie myślowym postanowiłem napisać krótką publikację.

    W pierwszej kolejności poprosiłem moich kolegów fizyków o ocenę oraz wykazanie błędów w mojej pracy. Ich odpowiedzi można następująco streścić: "Nie zgadzamy się z Tobą i nie podejmujemy się wykazania ewentualnych błędów". Próbowałem ją opublikować w kilku czasopismach. Została odrzucona bez możliwości obrony. Za pośrednictwem moich przyjaciół wysłałem ją do wybitnych specjalistów w USA, Anglii, Niemiec, Holandii i Francji. Na ogół jednak brak było jakiejkolwiek odpowiedzi. W nielicznych przypadkach była lakoniczna: "Nie możemy jej poprzeć, bo ona wszystko burzy". W tej sytuacji straciłem już wszelką nadzieję na jej opublikowanie. W tzw. „międzyczasie” napisałem duży rozdział do wielotomowej monografii pt. „The Chemistry of the Actinide and Transactinide Elements”. Od tego czasu otrzymuję wiele propozycji dotyczących publikacji moich prac w różnych czasopismach, w tym Journal of Modern Physics. Bez przekonania wysłałem tam pierwotną, nie poprawioną wersję tej pracy. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu już po miesiącu została zaakceptowana do druku, praktycznie rzecz biorąc bez poprawek.

    Błąd szczególnej teorii względności tkwi w podstawowym założeniu stwierdzającym, że żaden lokalny eksperyment nie może odróżnić obserwatorów poruszających się ze stałymi prędkościami wzdłuż linii prostej. Wynika stąd, że obserwator umieszczony w tzw. układzie inercyjnym nie powinien potrafić stwierdzić, czy znajduje się w ruchu, czy też jest w spoczynku, bez oglądania się na zewnątrz, chociaż z góry wiadomo, że musi znajdować się w ruchu. Nie jest w stanie również stwierdzić, czy porusza się względnie wolno, czy z prędkościami podświetlnymi, co w teorii względności ma podstawowe znaczenie.

    Wyobraźmy sobie, że dwóch obserwatorów A i B jest względem siebie w ruchu. Każdy w innym układzie inercyjnym (może nimi być rakieta, planeta itp.) Obserwator A będzie uważał, że jego układ jest w spoczynku, a B jest w ruchu względem niego bo tak to widzi. Natomiast obserwator B, odwrotnie, że to on jest w spoczynku natomiast A jest w ruchu względem niego. Co więcej każdy z nich będzie uważał, że wszystkie zjawiska fizyczne powinny przebiegać w jego układzie inercyjnym tak jakby to on był w całkowitym spoczynku! Pozornie, wydaje się to być bardzo rozsądnym podejściem, rozwiązuje jednak cały worek z paradoksami.

    W wyniku nacisków obrońców teorii względności Einsteina moja publikacja została wycofana z wydania internetowego Journal of Modern Physics. Po kilku całkowicie bezzasadnych zarzutach, np. takich, że w mojej publikacji nie uwzględniam stałej prędkości światła, redakcja Journal of Modern Physics przedstawiła mi dwie nowe recenzje. Zawarte w nich zarzuty i zastrzeżenia są, nie tylko moim zdaniem, całkowicie bezpodstawne ale miejscami wręcz absurdalnie nielogiczne, co bezskutecznie starałem się wykazać. Mimo tego, od tamtej pory otrzymuję wiele listów, m.in. od fizyków teoretyków i astrofizyków, z pełnym poparciem dla tez zawartych w mojej publikacji.

    W międzyczasie nawiązał ze mną kontakt Pan dr Krzysztof Zawisza, który jest fizykiem teoretykiem, pracuje na Uniwersytecie Warszawskim i zajmuje sie m.in. kosmologią. Dyskusje z Panem dr Zawiszą "wymusiły" na mnie napisanie nowej, znacznie rozszerzonej wersji tej pracy, która w znacznym stopniu odbiega od oryginału z 2011. W maju 2012 wysłałem ją do Physics Essays w Kanadzie. Jedna z recenzji nie zawiera jakichkolwiek uwag merytorycznych, natomiast drugi z recenzentów upiera się, że fotony w stanie spoczynku również posiadają bezwładność. Większość fizyków nie podziela tego poglądu. W moich trzech pracach dotyczących Szczególnej Teorii Względności wykazałem, że:

    1. zasada względności jest błędna.
    2. dowiodłem, że można wykazać ruch jednostajny pojazdu bez jakichkolwiek zewnętrznych punktów odniesienia.
    3. wykazałem, że w doświadczeniu w którym impuls laserowy (kwant światła) po odbiciu od lustra ma powrócić do punktu wyjściowego, źródło tego impulsu, w obiekcie znajdującym sie w ruchu, musi być ustawione pod odpowiednim kątem ostrym w stosunku do osi Y (prostopadłej do osi ruchu). W obiekcie znajdującym się w bezwzględnym spoczynku, lub poruszającym sie ze stosunkowo niewielkimi prędkościami, to źródło jest ustawione równolegle, lub prawie równolegle do osi Y.
    4. pokazałem w jaki sposób można wyznaczyć szybkość i jeden kierunek ruchu takiego pojazdu w odniesieniu do stałej szybkości światła w tym pojeździe.
    5. wyprowadziłem poprawne równanie na tzw. "dylatację czasu". W przypadku obiektów poruszających sie ze stosunkowo niewielkimi szybkościami w odniesieniu do prędkości światła przybiera ono identyczną postać co odpowiednie równanie w Szczególnej Teorii Względności ma jednak całkowicie odmienne znaczenie, jest logicznie spójne i usuwa wszystkie paradoksy.
    6. wykazałem, że wraz ze wzrostem szybkości obiektu nie może zachodzić skrócenie jego długości w kierunku ruchu.
    7. wykazałem, że chociaż można uznać za w miarę poprawne wyniki pomiarów mające dać dowód na dylatację czasu w doświadczeniach pomiaru czasów życia mionów oraz tzw. zegarów w ruchu (moving clocks experiments), to jednak ich interpretacja jest całkowicie błędna.
    8. wykazałem, że idea doświadczenia Michelsona-Morleya nie jest merytorycznie poprawna.
    9. pokazałem również jak można doświadczalnie wykazać błąd w założeniach Szczególnej Teorii Względności. We wszystkich moich eksperymentach myślowych nie miało najmniejszego znaczenia w jakiej przestrzeni porusza się pojazd; w pustej przestrzeni, w "eterze" czy w jakimś polu siłowym o ile nie będzie ono w mierzalny sposób mieć wpływ na toru impulsu laserowego. W takim przypadku, o ile byłoby to możliwe, należałoby uwzględnić ten efekt. Istotnie ważnym było jedynie aby światło rozchodziło się w tych ośrodkach, w dobrym przybliżeniu, po liniach prostych z jakąś stałą szybkością niezależną od szybkości źródła.


    Z początkiem stycznia 2013 otrzymałem drugą recenzję z Physics Essays w Kanadzie o następującej treści:

    I have examined the revised paper in which the author discusses a thought experiment employing an approach used in the literature to derive time dilation and length contraction. I follow the argument up to the top of page 6 and agree with the author that the observer in the spaceship should be able to detect movement of the spaceship contrary to the principle of relativity. This aspect of the paper appears novel and deserves publication.

    Moja praca PE01051209EPep.docx [11], „A revision of the principle of relativity”, została opublikowana 8 maja 2013, w Physics Essays Vol. 26, Issue 2, s. 321-325. ”


    Mimo, że pierwotna praca profesora Drożdżyńskiego z 2011 w wyniku nacisków obrońców teorii względności została usunięta z Journal of Modern Physics, to z czasem zaczęła wzbudzać zainteresowanie do tego stopnia, iż w sierpniu 2012 opublikowano ją w Natural Philosophy Database. Prof. Drożdżyński został zaproszony w sierpniu 2012 przez Natural Philosophy Society do wygłoszenia wykładu na temat swojej pracy.


    Zbigniew Modrzejewski

    21 sierpnia 2012.
    Uzupełniono w lutym 2015.






  11. PRZYPISY

    1. Czesław Miłosz, „Campo di Fiori”,
      http://www.poezjaa.info/index.php?p=2&a=6&u=101


    2. Albert Einstein, „On the Electrodynamics of Moving Bodies”,
      http://www.fourmilab.ch/etexts/einstein/specrel/www/


    3. Janusz Drożdżyński, „Evidence for an Invalidity of the Principle of Relativity” (2011),
      http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/prof_Drozdzynski.pdf


    4. Zbigniew Modrzejewski, „O naturach czasu”,
      http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/naturyczasu_index.html


    5. Zbigniew Modrzejewski, „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”,
      http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/parmenides_index.html


    6. Harry Ricker, „Refutation Of Einstein's Principle of Relativity”,
      http://gsjournal.net/Science-Journals/Research%20Papers-Relativity%20Theory/Download/3494

      „The special theory of relativity has been shown to be false by many writers since its introduction by Albert Einstein in 1905. Herbert Dingle is the most well known, primarily because he provided the most detailed proofs of the fallacies. Today, it is generally believed that Dingle's arguments have been refuted and that Einstein's relativity theory is not refuted by Dingle's proofs. In a series of papers available at the GSJ, this writer examined the claim that Dingle's proofs were invalid, but was unable to verify that this claim was correct. Hence, the proofs of the falsity of the special theory of relativity put forward by Dingle stand as valid.

      [...] The point of the use of the “exclusive or” formulation introduced here, is that it explains why the special relativity theory works and appears to be empirically correct, and makes clear why it is false, philosophically. It works when one and only one rest frame is involved in the physics, and it fails when a second rest frame is introduced. So the theory is “half right” in a peculiar use of that concept. That is when experiments are applied using a subset of its mathematical formalism, it appears to produce valid mathematical results. However, the full theory is mathematically incorrect when applied to more than one rest frame.

      [...] The main source of the arguments regarding the validity of Einstein's theory of relativity are not scientific but philosophical. This arises because the theory is not strictly scientific in its conception, but is primarily based upon metaphysical presuppositions regarding the nature of time and space. These arguments have involved the philosophy, physics, mathematics, and experimental verification of the theory. In all areas it can be demonstrated that the theory is fallacious. This literature is very extensive and will not be reviewed here. The purpose of this background will be to review the main points of the disagreement. The fundamental proposition of relativity, is that a metaphysical conception of time and space is demanded by a philosophical principle formulated as a scientific law of nature. The theory does this by introducing a postulate of relativity, which has the force of a natural law. Unfortunately this principle of relativity is ambiguous and unclear, and was presented by Einstein in different forms and interpretations.

      [...] To summarize the cause of the controversy. The acceptance of the empirical evidence cited above implies the acceptance of the relativity postulate and the light velocity postulate in the forms stated by Einstein. However, these postulates make no sense in terms of the older electromagnetic theory of Maxwell-Lorentz. The accepted solution to the difficulty has been to modify the current physical conceptions of space and time and to create a new conception of Minkowski space-time, which postulates some illogical ideas regarding the nature of time and space. One of them being the resulting twins paradox with respect to time, and another being the well known paradoxes of space such as the rod and pole paradox. Another difficulty arises in the Lever paradox. The result of this has been to broaden the range of criticism of the theory from those who reject the idea that the Maxwell-Lorentz aether theory is wrong, to those who find the relativistic conceptions of space and time, replete with the attendant absurd paradoxes, completely unacceptable.

      [...] Herbert Dingle did not object to the relativity theory on the grounds that it rejected the aether, but on the grounds that its mathematical formulation was inconsistent. This objection developed from the controversy regarding the twins paradox that erupted in the nineteen fifties. Dingle, who had spent many years trying to internally resolve the difficulties attendant to the relativity theory found that he was unable to accept the new orthodoxy regarding the correct interpretation of the twins paradox. That difficulty resulted in his apostacy from the relativity orthodoxy culminating in his proof that the theory has mathematically flawed. Needless to say, his arguments were rejected.

      [...] The difficulty is that this principle leads to some uncomfortable results that violate commonsense notions of physics. Dingle repeatedly pointed out that the theory required that each of two clocks should each run slower than the other, and that this was impossible. Apparently, believers in relativity were prepared to accept that notion, despite that fact that no experiment could ever produce that outcome. They rejected Dingle's claims that relativity was a flawed theory and therefore embraced the notion that two clocks could indeed both run slower than the other one. Needless to say, no such result has ever turned up in an experiment and it is a physical impossibility that this should ever occur.

      [...] One of Herbert Ives most telling comments on special relativity appears in his paper on the Sagnac Experiment. Ives wrote: “The performer of the experiment is thus left with the alternative of accepting the observed arrival times as a fact, or, if he must cling to a constant velocity of light, of putting his faith in carefully labeled clocks which tell him the signals arrive at the same time. But he must not look at both clocks at once! In short the physical fact cannot be evaded by juggling the measuring instruments.” In emphasizing this he includes in footnote 6 directly below the statement that “More than one 'time' at one place is a physical absurdity.” This explains why the relativist insists on “looking at only one clock” in an experiment, if he looks at more than one, he will get a different answer for the time that experimentally refutes his theory. So he is forced to insist upon only one clock as giving the correct and true answer. This explains McCrae's fourth objection to Dingle's refutation of relativity, discussed in section 4.1. McCrae says that Dingle is talking about two different times, that mean two different things, that is they do not represent the readings on two clocks that contradict each other. This must be because in relativity you can never compare two different clocks, because they will produce a contradiction if we do, so we must not compare them.

      The advent of the modern GPS system has allowed the definition of a practical universal time (UTC) that is capable of measuring the velocity of light from any place on the earth, without contradiction. In this system there is one, and only one, universal time, and its validity is established for one and only one universal reference frame. Such a system violates the claim of relativity that there are multiple possible rest frames in relative motion that can be used. But as was definitely shown in this paper, the only way that such multiple frames can be made to produce a consistent physical reality, that is consistent clock measurements, is if there is one and only one rest frame, which is exactly the fundamental assumption of the GPS system.

      It is unlikely that the proof of the falsity of the relativity postulate as presented here will result in a scientific paradigm shift rejecting relativity in the near future. Any such development is likely to take a very long time. Relativists are very hardheaded people, and they are slow to embrace modifications to their cherished beliefs. The reader is reminded that they have resisted the truth and maintained their ignorance for over 100 years now, so that is unlikely to suddenly change. However, as Dingle said in his book Science at the Crossroads, the current physics community is using a theory that they do not understand and that presents a danger if they continue to conduct dangerous experiments armed with their current physical ideas, based on the erroneous relativity principle. This may overstate the danger, but an even greater one may the perpetuation of our physical ignorance because of rigid belief in the erroneous relativity principle.

      Oddly enough, there appears to be a sobering aspect of this problem that indicates a major social problem. That is, from a strictly empirical viewpoint, the special relativity theory seems to be a most perfectly successful and accurate theory. This aspect of the problem is probably the most serious and difficult of the obstacles that are to be overcome. In the first place, the idea that a theory is to be maintained sacred and defended as the absolute scientific truth, when it has very obvious and well known defects, just because it fits the experiments facts very well, indicates a very serious problem in the verification of and validation of scientific truth. In the case of relativity, this paper conclusively shows that the principle of relativity as put forth by Einstein is false. So to maintain a scientific theory in the face of obvious proof that it is false, is a rather serious matter for those who cherish the idea that science ought to be about verifying and validating only true scientific theories. Something seems terribly wrong when the scientific establishment holds on to a scientific theory that is demonstrably false once it has been clearly shown to be wrong. In the case of special relativity, the evidence supporting that conclusion has been with us for at least 100 years, and no action to correct the error has been undertaken in that period of time. This seems like a rather obvious case of scientific dishonesty to this writer.

      However, there does not appear to be any reason why dishonesty in science should be a surprise as this is a rather prevalent problem in human society in general. The discouraging aspect of this particular episode regarding special relativity, is that our culture teaches that scientific truth is above such petty human failings and that scientific truth can be trusted. This is even more dismaying when we are told that scientific method is a superior way to find truth as opposed to religion. Today, the masses are told to believe scientists and to trust in them. That is simply not possible when one of the most famous and well known of scientific theories, created by the worlds foremost scientific genius, Albert Einstein, turns out to be a gigantic mistake and ongoing fraud.

      Referring back to the difficulty pointed out above, it is a sobering fact that a false theory complies so well with the empirical facts to a high level of accuracy. This definitely deserves the closest scientific examination. Yet, to this writer's dismay, no awareness of this difficulty is evident in the physics community. They seem to erroneously believe that a simple confirming experiment, conducted to a high degree of accuracy, is all that is required to validate scientific truth. The current theory of relativity is an example that refutes that idea, and so it is no surprise that that there is no response to that thorny problem. If this gigantic mistake is confessed, the entire edifice of scientific truth is shaken by questions relating to certainty of its empirical methods. In this writers opinion, this is the more serious of the problems being discussed here. The question as to whether or not the relativity principle is false, or not, is a minor one compared to the problem of whether or not scientists can trust the empirical method of verification as the certain criterion of scientific truth, as they currently do. In the case of relativity, the answer seems to be that empirical verification has demonstrably failed to lead physical science to the correct conclusions. Hence we must ask, why is this the case?

      The answer that is proposed here, to these and the other difficulties posed by the principle of relativity, is that there is a fundamental ambiguity in the formulation of the principle of relativity. This ambiguity lies in the failure to state clearly whether the principle implies the “exclusive or” formulation or the “and” formulation of the principle. This lack of rigorous formulation has been the source of most of the bitter controversy and confusion regarding the theory. The relativity camp has generally used the tactic of perpetuating the confusion, since to resolve the problem would reveal that their interpretation of the principle is the logical “and” interpretation that is disproved in this paper. It is acceptance of that result that the proponents of relativity are working to avoid by continuing to perpetuate the confusion. The inevitable conclusion that is forced upon us, is that the hypothesis that there exist multiple rest frames in relative motion, that is what are called Lorentz frames, for which the laws of physics permit a physically consistent description of reality is entirely false. What the mathematics indicates is that one and only one rest frame, not more than one, or both of them, but only one unique rest frame, permits a mathematically consistent solution.”


    7. Prof. Jimena Canales, The Physicist and the Philosopher: Einstein, Bergson, and the Debate That Changed Our Understanding of Time, http://press.princeton.edu/titles/10445.html


    8. Fragment książki „Biocentrism: How Life and Consciousness Are the Keys to Understanding the True Nature of the Universe”:

      Im głębiej spoglądamy w kosmos, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że jego natury nie da się zrozumieć jedynie przez obserwację galaktyk spiralnych czy wybuchu odległych supernowych. Leży ona znacznie głębiej, a dokładnie w naszym postrzeganiu. Teoria biocentryzmu zakłada, że kosmosu nie da się pojąć nie uwzględniwszy w jego badaniu kwestii życia i świadomości, które go współtworzą…

      Pomysł ten przyszedł do głowy jednemu z nas, kiedy podczas spaceru w lesie natknął się na wielkiego pająka. Stworzenie utrzymywało się na jednej nitce , starając się wykryć wibracje insekta, który wleciał w jego sieć i starał się oswobodzić. Pająk badał swój wszechświat, jednak wszystko, co znajdowało się poza pajęczyną było dla niego nie do pojęcia. Obserwujący pająka człowiek wydawał się być dla niego taką samą odległą tajemnicą, jaką dla nas są obserwowane przez teleskopy ciała niebieskie. Było jednak w tym coś jeszcze. Ludzkość także siedzi w centrum wielkiej pajęczyny czaso-przestrzeni, której poszczególne nitki tworzą całość za pomocą praw, które mieszkają w naszych umysłach.

      Czy pajęczyna może istnieć bez pająka? Czy przestrzeń i czas istniałyby jako fizyczne wielkości, jeśli nie byłyby rozpoznane przez istoty żyjące? Rozważania na temat natury świata stanowiły odwieczny problem uczonych i filozofów. Przed trzema wiekami irlandzki empiryk, George Berkeley dokonał szczególnie interesującej obserwacji: jedyna rzecz, jaką możemy obserwować, to nasze zmysły. Innymi słowy, świadomość to matryca, na której trzyma się kosmos. Dźwięk, kolor, temperatura istnieją jedynie w naszych zmysłach nie stanowiąc absolutnych wartości. Innymi słowy, nie możemy być pewni tego, jaki kosmos jest naprawdę.

      Przez wieki uczeni uważali wniosek Berkeleya za kwestię drugoplanową i starali się tworzyć fizyczne modele wszechświata, który funkcjonuje gdzieś ponad nami. Wskazują one na istnienie jedynej rzeczywistości, która trwa niezależnie od nas. Prowadzone od lat 20-tych XX wieku eksperymenty z fizyką kwantową wskazują jednak na coś innego – że rezultaty zależą od obserwatora. Najlepiej ilustruje to eksperyment z dwoma otworami. Kiedy ktoś patrzy na cząsteczkę subatomową lub światło przechodzące przez otwory, zachowują się one jak „kula”, która przechodzi przez jeden lub drugi. Kiedy jednak obserwuje się cząsteczkę, jej zachowanie przypomina falę, która może przybrać każdy możliwy stan, w tym przejść przez dwie dziury w tym samym czasie.

      Niektórzy z wielkich fizyków uznali te wyniki za niemożliwe do objęcia rozumem, wykraczające poza granice metafory, wizualizacji czy nawet języka. Istnieje jednak interpretacja, która czyni je zrozumiałymi. Zamiast uznawać, że rzeczywistość wykracza swą naturą poza sferę życia czy wręcz tworzy je, przyjrzyjmy się jej „biocentrycznemu” wizerunkowi. Z tego punktu widzenia to istoty żywe, a szczególnie ich świadomość, tworzą wszechświat, a on nie może bez nas istnieć.

      IDENTYCZNI JAK DWA ELEKTRONY

      Mechanika kwantowa to najdoskonalszy fizyczny sposób opisania świata atomu. Stanowi ona jednak również zalążek kontrowersji dotyczącej związku miedzy świadomą percepcją a istnieniem wszechświata (filozoficzny problem percepcji). Teoria kwantowa mówi nam, że nieobserwowany przez nikogo niewielki obiekt (np. elektron lub foton) egzystuje w nieokreślonym i nieprzewidywalnym stanie, pozbawionym miejsca czy ruchu, ale tylko do czasu, kiedy nikt na niego nie patrzy. Stanowi to treść tzw. zasady nieoznaczoności Heisenberga. Fizycy określają fantomowy, niezamanifestowany stan w postaci funkcji falowej – matematycznego wyrazu używanego do określenia prawdopodobieństwa, iż cząsteczka pojawi się w określonym miejscu. Kiedy właściwość elektronu zmienia się z prawdopodobieństwa w rzeczywistość, mówi się o zapaści funkcji.

      Co się do tego przyczynia? Wejście z takim obiektem w interakcje – nawet samo spojrzenie. Eksperymenty sugerują, że wiedza w umyśle eksperymentującego wystarczy do załamania funkcji i przemiany możliwości w rzeczywistość. W przypadku pary powiązanych cząsteczek (np. dwóch elektronów poruszających się razem lub wirujących wokół siebie), uczeni mówią o ich splątaniu. Wskutek powiązania, dzielą one ze sobą funkcję falową a kiedy ta zapada się w przypadku jednego, dzieje się tak również z drugim.

      W 1997 r. fizyk z Uniwersytetu Genewskiego, Nicolas Gisin i jego towarzysze, wysłali dwa splątane fotony wzdłuż światłowodów do miejscowości oddalonych od siebie o 18 km. Jeden z nich uderzał w dwustronne lustro, od którego mógł się odbić lub przez nie przejść. Detektory zapisywały następnie uzyskane wyniki. Niezależnie od wykonanej akcji, bliźniaczy foton zawsze zachowywał się tak samo. Komunikacja między nimi następowała 10.000 razy szybciej niż wynosi prędkość światłą. Zdawało się, że kwantowe wiadomości rozchodzą się od razu i nie napotykają na żadne przeszkody. Od tego czasu inni naukowcy powielali i udoskonalali eksperyment Gisina. Nim jednak je wykonano większość fizyków wierzyła w obiektywny, niezależnie istniejący wszechświat. Niektórzy z nich wciąż wierzą, że fizyczne właściwości obiektów egzystują w sposób absolutny przed tym, nim zostaną zbadane i zmierzone. Wszystko to się jednak zmienia.

      ZMAGANIA Z ŻYCIEM

      Dziwaczność kwantowej natury rzeczywistości wykracza daleko poza pytania odnośnie jej modelu. W grę wchodzi także bowiem sprawa „wewnętrznych ustawień kosmosu”. Wiele jego fundamentalnych cech, działających w nim sił i stałych (takich jak ładunek elektronu czy siła grawitacji) sprawiają, że wszechświat jawi się jako miejsce stworzone specjalnie dla życia. Na chwilę obecną są tylko cztery możliwe rozwiązania tej tajemnicy. Dwa pierwsze nie oznaczają wiele z perspektywy naukowej: jedna mówi o tym, że wszechświat to jeden wielki zbieg okoliczności, druga, że odpowiada za to „bóg”.

      Trzecie wyjaśnienie to tzw. zasada antropiczna opracowana przez astrofizyka Brandona Cartera z Cambridge w 1973 r. Mówi ona, że musimy w końcu odnaleźć odpowiednie warunki do życia w kosmosie, bowiem jeśli te by nie istniały i my nie istnielibyśmy. Niektórzy kosmologowie starali się połączyć zasadę antropiczną z teoriami sugerującymi, że nasz wszechświat to tylko jeden przystanek na mapie niezliczonej ilości kosmosów, z których każdy zarządzany jest swymi własnymi prawami. Wśród tej niezliczonej ilości wszechświatów z pewnością znajdowałby się ten z możliwymi do życia warunkami, jednak na chwilę obecną trudno o praktyczną weryfikację tych twierdzeń.

      Ostatnią opcją jest biocentryzm, który zakłada, że kosmos „tworzony jest” przez organizmy żyjące. To wyjaśnienie i rozszerzenie tzw. uczestniczącej zasady antropicznej, którą opisał fizyk John Wheeler – twórca terminu „czarna dziura” oraz „wormhole” („dziura robacza”).

      SZUKAJĄC CZASOPRZESTRZENI

      Nawet najbardziej fundamentalne elementy naszej rzeczywistości, takie jak przestrzeń i czas silnie wpierają biocentryczny charakter kosmosu. Biocentryzm zakłada, że czas nie istnieje dopóki nie organizm żywy nie uświadomi sobie jego istnienia. Jego natura była od dawna kwestionowana przez filozofów i fizyków. Ci pierwsi twierdzili, że przeszłość istnieje jedynie w formie wyobrażeń w umyśle, które same są jedynie neuroelektrycznymi zdarzeniami zachodzącymi w teraźniejszości. Fizycy zauważyli z kolei, że żaden z modeli, które powstały od czasów Newtona, nie opisywał w rzeczywistości natury czasu. Kiedy o nim mowa, opisuje się go zwykle w formie zachodzącej zmiany, jednak zmiana to przecież nie czas.

      Z perspektywy biocentrycznej, wszystko co postrzegamy jest aktywnie i ciągle rekonstruowane w naszych głowach, przez co powstaje wir informacji. W tym ujęciu czas da się zdefiniować jako suma stanów przestrzennych zachodzących w naszych umysłach – każdy wytworzony w nich obraz mentalny jest inny od następnego. Zmianę tą możemy nazwać „czasem”, co nie oznacza jednak, że istnieje niewidzialna siła – matryca, w której zachodzą zmiany. Być może jest to jedynie próbą wyciągnięcia wniosków z rzeczywistości. Obserwując naszych bliskich, którzy starzeją się i odchodzą zakładamy, że jest za to odpowiedzialna siła nazywana czasem.

      Podobnie delikatna sprawa związana jest z przestrzenią. Nie możemy wyrwać jej kawałka i przenieść do laboratorium, bo podobnie jak czas nie ma ona charakteru fizycznego ani realnego. To raczej sposób interpretacji i zrozumienia w postaci „systemu”, w jaki wyposażono mózg zwierząt.

      Większość ludzi pojmuje przestrzeń w sposób newtonowski uznając ją za wielki zbiornik bez ścian i granic. To jednak pojęcie błędne. Przyjrzyjmy się bowiem następującym faktom. Po pierwsze, odległości między obiektami zmieniają się wskutek czynników takich jak grawitacja czy prędkość, zatem nie ma żadnej stałej realnej odległości między obiektami. Pusta przestrzeń, jak opisuje to mechanika kwantowa, również nie jest pusta, bo wypełniają ją cząsteczki i pola. Po trzecie, teoria kwantowa rzuca wątpliwość na to, czy oddalone od siebie obiekty rzeczywiście coś dzieli. Dwie splątane cząsteczki zachowują się tak samo mimo odległości na skalę galaktyczną.

      OTWIERANIE KLATEK

      W życiu codziennym przestrzeń i czas są nieszkodliwymi iluzjami. Problem pojawia się wraz z traktowaniem ich jako niezależnych wymiarów. Wielu uczonych wierzy, że mogą ujmować rzeczywistość tylko od jednej strony – fizycznej, pomijając całkowicie sferę życia i świadomości. Wiąże się to także z obsesją matematycznego opisywania świata, choć sama obserwacja natury ujawnia, że droga do wyjaśnienia zagadki rzeczywistości wymaga odpowiedzi na bardziej skomplikowane pytania.

      Nowe przedsięwzięcia pokazują, w jaki sposób wyglądać może biocentryczna zmiana w nauce. Anton Zeilinger z Uniwersytetu Wiedeńskiego pracuje nad molekułami znanymi jako „piłki Bucky’ego” (rodzaj fullerenów), które przybliżają rzeczywistość kwantową do naszego świata, a w przeszłości być może uda się dzięki nim udowodnić, że prawa kwantowe oddziałują także na człowieka.

      Biocentryzm być może otworzy nowe możliwości w zachodniej nauce. Uwzględnienie obserwatora w badaniach powinno pozwolić na nowe spojrzenie na esencję poznania, naturę świadomości i stworzenie myślących maszyn, które doświadczają świata w taki sam sposób, jak my. Być może przyniesie to także odpowiedzi na pytania związane z fizyką kwantową i początkami naszego wszechświata. Zaakceptowanie faktu, że czas i przestrzeń to idee warunkowane biologicznie pozwala nam na nowo formułować reguły rządzące wszechświatem i zakończyć bezsensowne poszukiwanie teorii mających opisywać go całościowo.


    9. Dr Rochus Boerner, "The Suppression of Inconvenient Facts in Physics":

      "Textbooks present science as a noble search for truth, in which progress depends on questioning established ideas. But for many scientists, this is a cruel myth. They know from bitter experience that disagreeing with the dominant view is dangerous - especially when that view is backed by powerful interest groups. Call it suppression of intellectual dissent. The usual pattern is that someone does research or speaks out in a way that threatens a powerful interest group, typically a government, industry or professional body. As a result, representatives of that group attack the critic's ideas or the critic personally-by censoring writing, blocking publications, denying appointments or promotions, withdrawing research grants, taking legal actions, harassing, blacklisting, spreading rumors." (1)

      Introduction

      Science is in a state of crisis. Where free inquiry, natural curiosity and open-minded discussion and consideration of new ideas should reign, a new orthodoxy has emerged. This 'new inquisition', as it has been called by Robert Anton Wilson (2) consists not of cardinals and popes, but of the editors and reviewers of scientific journals, of leading authorities and self-appointed "skeptics", and last but not least of corporations and governments that have a vested interest in preserving the status quo, and it is just as effective in suppressing unorthodox ideas as the original. The scientists in the editorial boards of journals who decide which research is fit to be published, and which is not, the science bureaucrats at the patent office who decide what feats nature allows human technology to perform, and which ones it does not, and the scientists in governmental agencies who decide what proposals to fund, and not to fund, either truly believe that they are in complete knowledge of all the fundamental laws of nature, or they purposely suppress certain discoveries that threaten the scientific prestige of individuals or institutions, or economic interests. Research that indicates that an accepted theory is incomplete, severely flawed, or completely mistaken, is frequently rejected on the grounds that it "contradicts the laws of nature", and therefore has to be the result of sloppiness or fraud. At the heart of this argument is the incorrect notion that theory overrides evidence.

      In true science, theory always surrenders to the primacy of evidence. If observations are made that, after careful verification and theoretical analysis, are found to be inconsistent with a theory, than that theory has to go - no matter how aesthetically pleasing it is, how much mathematical elegance it contains, how prestigious its supporters are, or how many billions of dollars a certain industry has bet on it.

      This article will show that a different reaction occurs with disturbing regularity. Anomalous evidence is first ignored, then ridiculed, and if that fails, its author attacked. Scientific conferences will not admit it to be presented, scientific journals will refuse to publish it, and fellow scientists know better than to express solidarity with an unorthodox colleague. In today's scientific world, the cards are stacked heavily against true scientific breakthroughs. Too many careers are at stake; too many vested interests are involved for any truly revolutionary advancement in science to take place any more. All too often, scientific truth is determined by the authority of experts and textbooks, not by logic and reason.

      In 20th and 21st Century Science: Reflections and Projections (3) Robert G. Jahn writes: Thus, at the dawn of the 21st century, we again find an elite, smugly contented scientific establishment, but one now endowed with far more public authority and respect than that of the prior version. A veritable priesthood of high science controls major segments of public and private policy and expenditure for research, development, construction, production, education and publication throughout the world, and enjoys a cultural trust and reverence that extends far beyond its true merit. It is an establishment that is largely consumed with refinements and deployments of mid-20th century science, rather than with creative advancement of fundamental understanding of the most profound and seminal aspects of its trade. Even more seriously, it is an establishment that persists in frenetically sweeping legitimate genres of new anomalous phenomena under its intellectual carpet, thereby denying its own well-documented heritage that anomalies are the most precious raw material from which future science is formed.

      Henry H. Bauer gives a similarly bleak assessment of the state of modern science (4): Mainstream orthodoxy routinely resists novelties that later become accepted. (..) Indeed, it may well be that the suppression of unorthodox views in science is on the increase rather than in decline. In Prometheus Bound (1994), John Ziman has outlined how science changed during the 20th century: traditionally (since perhaps the 17th century) a relatively disinterested knowledge-seeking activity, science progressively became handmaiden to industry and government, and its direction of research is increasingly influenced by vested interests and self-interested bureaucracies, including bureaucracies supposedly established to promote good science such as the National Academies, the National Science Foundation, and the National Institutes of Health.

      In many cases of anomalous evidence that threatens established theories, simple denial of publication suffices to suppress the anomaly. Sometimes, however, renegade scientists manage to capture the attention of the general public, pleading their case to a larger audience that has no vested interest in the validity of the established theories. When that happens, and significant interests are at stake, the scientific establishment may turn nasty and resort to misrepresentation or outright falsification of evidence and to ad-hominem attacks.

      Special Relativity Theory: Beyond Criticism:

      "Einstein's special theory of relativity, published in 1905, is one of the foundational theories of modern physics. It states that the vacuum speed of light is the same for all observers in inertial (non-accelerated) reference frames, and that time and space coordinates combine in a peculiar way when measured from different inertial systems. Exactly how this happens is described by a set of equations called the Lorentz Transformation.

      Strictly speaking, special relativity theory does not apply to anything in the physical universe, since gravitational fields, however minute, are always present. It took Einstein about 10 years to incorporate gravity and acceleration into his theory, and the result is known as general relativity. It describes gravity not as a force, but as curvature of space-time caused by mass. According to general relativity, there can be no such thing as a gravity shield.

      Despite the consensus of a majority of physicists that special relativity is proven beyond a shadow of a doubt, and general relativity proven at least with a high degree of confidence, there are reasonable arguments and pieces of evidence against these theories. But relativity dissidents are routinely censored from presenting their ideas at conferences or having them published in the scientific literature. John E. Chappell, Jr., the late director of the Natural Philosophy Alliance, relates the following suppression story: (22) One of the most recent [suppression stories] comes from a new NPA member who, when doing graduate work in physics around 1960, heard the following story from his advisor: While working for his Ph.D. in physics at the University of California in Berkeley in the late 1920s, this advisor had learned that all physics departments in the U.C. system were being purged of all critics of Einsteinian relativity. Those who refused to change their minds were ordered to resign, and those who would not were fired, on slanderous charges of anti-Semitism. The main cited motivation for this unspeakably unethical procedure was to present a united front before grant-giving agencies, the better to obtain maximal funds. This story does not surprise me. There has been a particularly vicious attitude towards critics of Einsteinian relativity at U.C. Berkeley ever since. I ran into it in 1985, when I read a paper arguing for absolute simultaneity at that year's International Congress on the History of Science. After I finished, the Danish chairman made some courteous remarks about dissidents he had learned about in Scandinavia, and then turned to the audience for questions. The first speaker was one of a group of about 4 young physics students in the back. He launched immediately into a horrible tirade of verbal abuse, accusing me of being entirely wrong in my analysis, a simplification of the Melbourne Evans analysis-'Evans is wrong; you are wrong,' he shouted. He accused me of being way out of line to present my 'faulty' arguments on his prestigious campus. When I started to ask him 'Then how would you explain...', he loudly interrupted me with 'I don't have to explain anything.' The rest of the audience felt so disturbed by all this, that the question session was essentially destroyed."

      Such reactions are not uncommon. To even begin to criticize Einsteins' theory of special relativity has become a scientific heresy of the highest order. The prevailing attitude of the physical establishment is that anyone who doubts the validity of this "bedrock of modern physics" is insane, and that trying to refute it is a symptom of "psychosis"(23).

      Caltech Professor David L. Goodstein states in a video-tape lecture: (24) There are theories in science, which are so well verified by experience that they become promoted to the status of fact. One example is the Special Theory of Relativity-it's still called a theory for historical reasons, but it is in reality a simple, engineering fact, routinely used in the design of giant machines, like nuclear particle accelerators, which always work perfectly. Another example of that sort of thing is the theory of evolution. These are called theories, but they are in reality among the best established facts in all of human knowledge."

      Isaac Asimov has stated that "no physicist who is even marginally sane doubts the validity of SR." (25)

      An article on relativity dissidents (26) quotes relativist Clifford Will of Washington University expressing a similar sentiment: SR has been confirmed by experiment so many times that it borders on crackpot to say there is something wrong with it. Experiments have been done to test SR explicitly. The world's particle accelerators would not work if SR wasn't in effect. The global positioning system would not work if special relativity didn't work the way we thought it did.

      Unfortunately for the progress of physics, when opinions like these reach a critical mass, they become self-fulfilling prophecies. Dissent is no longer respected, or even tolerated. Evidence to the contrary can no longer be communicated, for journals will refuse to publish it (23). Mathematically and logically, the notion that a theory that has made many correct predictions or leads to engineering applications must necessarily be true is untenable. Wrong models can make correct predictions. Scientific models may produce arbitrarily many, arbitrarily good predictions and still be flawed, as the historical example of the Ptolemaic (geocentric) model of the solar system shows. It does not matter how many observations are consistent with a theory if there is only one observation that is not. Ironically, relativity theory itself teaches us this lesson.

      For centuries, Newtonian physics had led science to one triumph after another in explaining the inner workings of the natural world, and at the end of the 19th century, no physicist who was "even marginally sane" doubted its validity. After all, hadn't the validity of Newtonian physics "been confirmed by experiment so many times" that it would have "bordered on crackpot to say there is something wrong with it"? Didn't the operation of the world's steam engines prove its validity? And yet, Newtonian physics loses its validity at speeds approaching the speed of light. In hindsight, it is obvious why the discrepancy was never caught. Due to the enormity of the speed of light c, effects of the order of (v/c) only manifest themselves in highly sophisticated experiments. Similarly, even modern technology cannot easily distinguish between relativity and competing theories that agree with relativity at first order of (v/c) but disagree at higher order. One such competing theory is Ronald Hatch's Modified Lorentz Aether Theory (27).

      Hatch, a former president of the Institute of Navigation and current Director of Navigation Systems Engineering of NavCom Technologies, is an expert on the GPS. Concerning the question of whether the operation of the GPS proves the validity of SR, he has come to conclusions diametrically opposite from Clifford Will's. In Relativity and GPS (28), (29), he argues that the observed effect of velocity on the GPS clocks flat out contradicts the predictions of special relativity.

      Hatch's proposed alternative to special and general relativity theory, Modified Lorentz Aether Gauge Theory (MLET), agrees with General Relativity at first order but corrects many astronomical anomalies that GRT cannot account for without ad-hoc assumptions, such as the anomalous rotation of galaxies and certain anomalies in planetary orbits. In addition, the force of gravity is self-limiting in MLET, which eliminates point singularities (black holes), one of the major shortcomings of GRT. One of the testable predictions of Hatch's theory is that LIGO, the Laser Interferometer Gravitational Wave Observatory, will fail to detect gravity waves. As of July 2007, this prediction stands. (30)

      The myth of the null result of the Michelson-Morley experiment.

      Relativity textbooks all contain the story of how the Michelson-Morley experiment (28) supposedly proved the non-existence of a light-carrying medium, the aether. In this experiment, light rays are sent on round trips in different directions and then reunited, resulting in an interference pattern. If an aether "wind" caused the speed of light to be direction-dependent, then rotation of the experimental apparatus would result in a shift of this pattern. But such a shift was never detected, proving the isotropy (direction-independence) of the speed of light, or so the story goes.

      But physical reality is more complicated then the foundational myth of relativity would have us believe. An examination of historical papers on the subject indicates that relativists have rewritten history. The M-M experiment of 1887 found only a fraction of the effect size predicted by the stationary aether hypothesis, thus clearly disproving it, but the effect was emphatically not "null" within the accuracy of the experiment.

      In a 1933 paper, The Aether-Drift Experiments and the Determination of the Absolute Motion of the Earth (31), physicist Dayton C. Miller reviewed the evidence and concluded that: The brief series of observations was sufficient to show that the effect did not have the anticipated magnitude. However, and this fact must be emphasized,the indicated effect was not zero; the sensitivity of the apparatus was such that the conclusion, published in 1887, stated that the observed relative motion of the earth and aether did not exceed one-fourth of the Earth's orbital velocity. This is quite different from a null effect now so frequently imputed to this experiment by the writers on Relativity.

      Miller showed that there is a systematic effect in the original M-M data indicating a speed of the Earth relative to the Aether of 8.8 km/s for the noon observations and 8.0 km/s for the evening observations. He believed that the aether was entrained ("dragged along") by the earth. To test that hypothesis, Miller endeavored to replicate the M-M experiment (which had been performed in a basement in Cleveland) at greater altitude on Mount Wilson, where presumably there would be a stronger aether drift.

      After years of careful experimentation, Miller indeed found a systematic deviation from the null result predicted by special relativity, which greatly embarrassed Einstein and his followers. Einstein tried to explain it away as an artifact of temperature variation, but Miller had taken great care to avoid precisely that kind of error. Miller told the Cleveland Plain Dealer on January 27, 1926, The trouble with Professor Einstein is that he knows nothing about my results. ... He ought to give me credit for knowing that temperature differences would affect the results. He wrote to me in November suggesting this. I am not so simple as to make no allowance for temperature.

      But the tide of scientific opinion had turned against the aether and in favor of Einstein. The 1919 solar eclipse observations led by Sir Arthur Eddington that allegedly confirmed general relativity's prediction of the deflection of starlight by a gravitational field were not accurate enough to test Einstein’s prediction, and confirmation was obtained by reading the desired result into the data. (32) This "confirmation" was triumphantly announced by Eddington at a joint meeting of the Royal Society and the Royal Astronomical Society to an audience that had not actually seen the data first hand. In the judgement of an eye witness, the meeting resembled a coronation ceremony rather than a scientific conference (33).

      Because of this scientific fraud, Einstein became a world celebrity overnight, surrounded by an aura of scientific infallibility. Miller's results, which suggested that in order to detect anisotropies in the speed of light, the interferometer needed to be surrounded by as little matter as possible, and located at a high altitude, were ignored in subsequent null replications of the experiment, such as the Brillet-Hall experiment (34), and the Müller experiment(35).

      After Miller's death, one of his students, Robert S. Shankland, gave the physics establishment the final excuse it needed to forget Miller's work for good (36). Shankland simply revived the old criticism of temperature variations, against which Miller had always successfully defended himself during his lifetime, to reach the conclusion that Miller's results must be invalid. Relativity skeptic James DeMeo, Ph.D., has undertaken a detailed review of Miller's work and Shankland's critique (37) that comes to the conclusion that the Shankland team with some degree of consultation with Einstein, decided that 'Miller must be wrong' and then set about to see what they could find in his archive that would support that conclusion.

      A 2003 paper by Reginald T. Cahill and Kirsty Kitto of the School of Chemistry, Physics and Earth Sciences at Flinders University, Adelaide, published in the dissident journal Apeiron (38), argues that the reason why earlier M-M experiments gave small but detectable non-null results, while more recent replications gave clear null results, is that the earlier interferometers were filled with gas, while the modern ones were evacuated. It presents a new unified analysis of M-M type experiments that derives consistent estimates of the absolute speed of the Earth from gas-mode M-M experiments while predicting the observed null result for vacuum-mode experiments.

      In a later paper (60), Cahill charges that the evidence for absolute motion is not being considered by mainstream physics not because it is weak, but because it is being censored: Physics is a science. This means that it must be based on (i) experiments that test its theories, and (ii) that its theories and reports of the analyses of experimental outcomes must be freely reported to the physics community. Regrettably, and much to its detriment, this has ceased to be the case for physics. Physics has been in an era of extreme censorship for a considerable time; Miller was attacked for his major discovery of absolute linear motion in the 1920's, while DeWitte was never permitted to report to physicists the data from his beautiful 1991 coaxial cable experiment. Amazingly these experimenters were unknown to each other, yet their data was is in perfect agreement, for by different techniques they were detecting the same phenomenon, namely the absolute linear motion of the earth through space. All discussions of the experimental detections of absolute motion over the last 100 years are now banned from the mainstream physics publications.

      In 2004, Cahill's analysis found a mainstream advocate in Maurizio Consoli, a physicist at the Italian National Institute of Nuclear Physics. Consoli managed to get this idea published in the mainstream physics journal Physics Letters A (39). A 2005 New Scientist article (40) reports that the quantum optics group at Humbold University, Berlin was interested in performing a gas-mode version of the M-M experiment. At the time of this writing (October 2007), no results have been published, and it is unknown to this writer whether this crucial experiment which could overturn our entire understanding of nature is still being planned.

      Is the Speed of Light in Interplanetary Space a Constant?

      The late physicist Bryan G. Wallace discovered in 1961 that radar distance measurements of the surface of the planet Venus did not support the constancy of the speed of light. There were systematic variations in the radar data containing diurnal, lunar and synodic components. Attempting to get his results published in Physical Review Letters, he encountered great resistance from referees, and eventually settled for a lesser journal (41).

      In a letter to Physics Today (42) Wallace summarizes his findings as follows: The 1961 interplanetary radar contact with Venus presented the first opportunity to overcome technological limitations and perform direct experiments of Einstein's second postulate of a constant light speed of c in space. When the radar calculations were based on the postulate, the observed-computed residuals ranged to over 3 milliseconds of the expected error of 10 microseconds from the best [general relativity] fit the Lincoln Lab could generate, a variation range of over 30,000%. An analysis of the data showed a component that was relativistic in a c+v Galilean sense.

      Let us do a reality check here. If the speed of light in interplanetary space is non constant, how could NASA not have noticed in its robotic exploration of the solar system? Wallace makes the scandalous claim that NASA has noticed, and has been using equations with non-relativistic components to calculate signal transit times in the solar system all along: At the December 1974 AAS Dynamical Astronomy Meeting, E. M. Standish Jr of JPL reported that significant unexplained systematic variations existed in all the interplanetary data, and that they are forced to use empirical correction factors that have no theoretical foundation.(43)

      In a 1973 paper (44), Wallace describes how the Lincoln Lab introduced averaging to suppress the anomalous radar results and refused to release the raw data to him, stonewalling his investigation.

      The apparent improvement in the residuals for later years was due to the fact that the Lab interpolated the 1964 [Venus] data to 12:00 UT and the 1967 data to one observation a day from 2:12 UT to 2:21 UT. The observing time for the 1961 data ranged from 00:33 UT to 23:40 UT. The involved radar astronomers are publicly claiming nearly complete agreement between their recent radar analysis and general relativity, but my investigation reveals otherwise. At the Fourth Texas Symposium of Relativistic Astrophysics, I.I. Shapiro of the Lincoln Lab promised to send me any data I wanted. I read in an article published by the lab that they had data for the same observing dates covering a wide range of daily observing times from both the MIT and USSR radar stations. I wrote Shapiro requesting this data 2/13/69; his letters of 2/28/69 and 3/12/69 ignored my request. I made an issue of this in my letter to him of 3/20/69, and in his reply of 3/27/69 he stated, 'Unfortunately the data do not exist in the form in which you wanted them and hence, I cannot honor your request.'

      Shapiro later sent me data that were completely worthless for making an objective test of the relative velocity of light in space. The data were from two MIT radar stations in Massachusetts. The separation between them was only 0.2' of longitude and 20.6" of latitude and the observations had been interpolated to 2:12 UT to 2:21 UT with only one observation per day. It seems obvious that the Lab eliminated the variations by interpolating the data for each day to the one observing time for that day that agreed with the general relativity prediction. One could use the same method to prove that a stopped clock keeps perfect time.

      A subsequent letter submitted to Physics Today on July 9, 1984 was denied publication. Wallace reproduced this letter in the chapter Publication Politics of his self-published online book The Farce of Physics (45). In it, he wrote: “During a current literature search, I requested and received a reprint of a paper [T. D. Moyer, Celes. Mech., 23, 33(1981)] published by Theodore D. Moyer of the Jet Propulsion Laboratory. The paper reports the methods used to obtain accurate values of range observables for radio and radar signals in the solar system. The paper's (A6) equation and the accompanying information that calls for evaluating the position vectors at the signal reception time is nearly equivalent to the Galilean c+v equation (2) in my paper RADAR TESTING OF THE RELATIVE VELOCITY OF LIGHT IN SPACE. [B. G. Wallace, Spectros. Lett., 2, 361(1969)] The additional terms in the (A6) equation correct for the effects of the troposphere and charged particles, as well as the general relativity effects of gravity and velocity time dilation.

      The fact that the radio astronomers have been reluctant to acknowledge the full theoretical implications of their work is probably related to the unfortunate things that tend to happen to physicists that are rash enough to challenge Einstein's sacred second postulate. Over twenty-three years have gone by since the original Venus radar experiments clearly showed that the speed of light in space was not constant, and still the average scientist is not aware of this fact! This demonstrates why it is important for the APS to bring true scientific freedom to the PR journal's editorial policy.

      Supporting evidence comes from Ronald Hatch who finds that the NASA equations for interplanetary navigation follow his MLET theory rather than special relativity: (27) The experimental evidence is almost overwhelming in support of the MLET view. There is a large disjoint between the SRT theorists and the experimentalists. The SRT theorists continue to claim that the speed of light is automatically the velocity c and isotropic with respect to the moving observer or experiment. But the SRT experimentalists do what is necessary to explain and make sense of the measurements. The equations for tracking and navigating the interplanetary probes developed by the Jet Propulsion Laboratory (JPL) for NASA clearly follow the MLET template."

      Mr. Wallace died on April 19, 1997, his findings ignored and thus neither confirmed nor refuted by the physics establishment. The question remains: Is the speed of light in interplanetary space subject to systematic variations in time?

      I think that relativity theory is completely mistaken at the foundation and that Lorentz's interpretation of the Lorentz transformation is correct, meaning that the aether exists after all, and is the cause of relativistic phenomena.

      I further believe that the aether is substantially the same (or a lower aspect) of the Chi/Prana/Ki that the spiritual traditions are familiar with, and that if physics finally self-corrected and recognized the existence of the aether, scientific recognition of the existence of - and explanations for - paranormal phenomena would rapidly follow.

      A definitive experiment that could confirm this once and for all has been proposed - it's nothing but the old Michelson-Morley experiment conducted in a gaseous medium, rather than a vacuum. The historical physical evidence suggests that when the M-M experiment is conducted in a gaseous medium, there is a non-zero effect that contradicts Einstein. The physics community dismisses all the historic experiments that show this as experimentally flawed. The only way to settle this would be a new gas-mode M-M experiment, performed to exacting modern standards.

      In 2004, Italian physicist Maurizio Consoli became an advocate for the view that this experiment needs to be performed and published several papers about that in mainstream journals.

      This lead to a small breakthrough into the mainstream physics community. New Scientist ran a story on this in 2005, ("Catching the cosmic wind", 02 April 2005 issue) that reported that the experiment might be performed by the same group of physicists in Berlin who had previously gained a reputation for delivering the definitive "null" replication of the Michelson-Morley experiment in vaccuum in 2003. To get a non-null result from them would have turned the world of physics upside down and definitely overthrown Einstein.

      Here's what New Scientist reported back then:

      " It is not a straightforward experiment to perform, though. Experimenters have managed to produce a laser frequency stable enough to carry out experiments for hundreds of days only by cooling the cavities to close to absolute zero. If a gas is introduced at these temperatures it will freeze: it's going to take quite some ingenuity to overcome the problem. Nevertheless, a group of physicists at Humboldt University are considering taking on the challenge. "There is a good chance we will do the experiment," says Achim Peters, one of the group.

      It's going to be a much-watched piece of lab work. "If someone does do it, I will be very interested in the result," says Holger Müller of Stanford University, California, who was involved in laser cavity experiments at Humboldt before moving to the US. Müller admits that a positive result would have profound implications for physics. For a start it would mean that one of Einstein's contemporaries Hendrik Lorentz, has been denied proper recognition. Lorentz, not Einstein, would have to be credited with the definitive theory of relativity. "

      Unfortunately, that was the last that anyone heard about this.

      Years later, I sent a (very polite) email to Prof. Achim Peters at Humboldt University, Berlin, asking whether that experiment had been performed or was going to be performed. I received no reply. I also tried to contact the New Scientist writer Markus Chown, author of the original article - twice - suggesting a followup report. This also went nowhere.

      Still waiting for that experiment to be performed by someone.

      My personal best guess is that orthodoxy prevailed and prevented the experiment from being performed. Colleagues told Peters not to waste his time on a wild goose chase, and reminded him of the unfortunate career consequences that usually befall physicists who seriously challenge Einstein. Chown probably received a flood of scathing criticism from scientists for promoting such obviously flawed junk science and realized it was best to never talk about this again.

      If you want to be an activist, do contact [email protected] and ask (very politely, in reference to the 2005 New Scientist article), whether his group had performed the announced gas-mode Michelson-Morley experiment and whether a null result had been obtained.

      References:
      1. Martin, Brian. Stamping Out Dissent. April 26, 1993, pp. p.49-50.
      2. Wilson, Robert Anton. The New Inquisition. s.l. : New Falcon Publications, 1991.
      3. 20th and 21st Century Science: Reflections and Projections. Jahn, Robert G. 1, 2001, Journal of Scientific Exploration, Vol. 15, pp. 21-.
      4. Editorial. Bauer, Henry H. 3, 2000, Journal of Scientific Exploration, Vol. 14, pp. 304-305.
      5. Electrochemically induced nuclear fusion of deuterium. Stanley Pons, Martin Fleischmann. 2A, April 10, 1989, Journal of Electroanalytical Chemistry, Vol. 261, pp. 301-308 .
      6. Searches for low-temperature nuclear fusion of deuterium in palladium. al, N. S. Lewis et. 1989, Nature, Vol. 340, pp. 525 - 530.
      7. Measurement and analysis of neutron and gamma ray emission rates, other fusion products, and power in electrochemical cells having Pd cathodes. Albagli, D. 2, 1990, Journal of Fusion Energy, Vol. 9, p. 133.
      8. Upper Limits On Neutron And Gamma-Ray Emission From Cold Fusion. Gai, M. July 6, 1989, Nature, Vol. 340, pp. 29-34.
      9. Beaudette, Charles G. Excess Heat - Why Cold Fusion Research Prevailed. s.l. : Oak Grove Press, 2000. p. 113.
      10. Charles G. Beaudette, Excess Heat - Why Cold Fusion Research Prevailed. s.l. : Oak Grove Press, 2000. p. 113.
      11. Mallove, Eugene F. MIT and Cold Fusion: A Special Report. Infinite Energy. March/April 1999, Vol. 4, 24, pp. 64-118. http://www.infinite-energy.com/images/pdfs/mitcfreport.pdf
      12. —. Ten Years That Shook Physics. Infinite Energy. March/April 1999, Vol. 4, 24, p. 3.
      13. Stanislaw Szpak, Pamela A. Mosier-Boss. Thermal and Nuclear Aspects of the Pd/D20 System, Volume 1: A Decade of Research at Navy Laboratories. [Online] www.spawar.navy.mil/sti/publications/pubs/tr/1862/tr1862-vol1.pdf
      14. B. Daviss. Reasonable Doubt. New Scientist. March 29, 2003, 177, p. 2388 .
      15. Further evidence of nuclear reactions in the Pd/D lattice: emission of charged particles. Stanislaw Szpak, Pamela A. Mosier-Boss, Frank E. Gordon. 6, 2007, Naturwissenschaften, Vol. 94.
      16. Cold Fusion Conundrum at Texas A&M. Taubes, Gary. June 15, 1990, Science, Vol. 248, pp. 1299-1304.
      17. Platt, Charles. What If Cold Fusion Is Real? Wired. November 1998, Vol. 6, 11.
      18. Editorial. Epstein, Mike. 1, 1994, Journal of Scientific Exploration, Vol. 8.
      19. Mallove, Eugene F. The Triumph of Alchemy: Professor John Bockris and the Transmutation Crisis at Texas A&M. Infinite Energy. July/August 2000, Vol. 6, 32.
      20. Elemental Analysis of Pd Complexes: Effects of D2 Gas Permeation. Y. Iwamura, M. Sakano, T. Itoh. 2002, Japanese Journal of Applied Physics, Vol. 41, pp. 4642–4650.
      21. Higashiyama. Replication Of MHI Transmutation Experiment By D2 Gas Permeation Through Pd Complex. [Online] http://www.lenr-canr.org/acrobat/Higashiyamreplicatio.pdf
      22. John E. Chappell, Jr. What Ideas Does The NPA Stand For? Natural Philosophy Alliance. [Online] http://mywebpages.comcast.net/Deneb/Steps.htm
      23. Farrell, John. Did Einstein cheat? Salon Magazine. [Online] July 6, 2000. http://archive.salon.com/people/feature/2000/07/06/einstein/index.html
      24. Goodstein, David L. Atoms to Quarks. The Mechanical Universe ... and beyond. s.l. : California Institute of Technology/Intelecom, 1985. Vol. 51.
      25. Asimov, Isaac. The Two Masses. [book auth.] ed Timothy Ferris. The World Treasury of Physics, Astronomy and Mathematics. s.l. : Back Bay Books, 1993.
      26. A Varied Group. Goodman, B. 10, May 15, 1995, The Scientist, Vol. 9, p. 3.
      27. A Modified Lorentz Aether Theory. Hatch, Ronald R. 39, September/October 2001, Infinite Energy, Vol. 7, pp. 14 - 23.
      28. Relativity and GPS, Part I. Hatch, Ronald R. 3, 1995, Galilean Electrodynamic, Vol. 6, pp. 51-57.
      29. Relativity and GPS, Part II. Hatch, Ronald R. 4, 1995, Galilean Electrodynamics, Vol. 6, pp. 73-78.
      30. Frey, Raymond E. LIGO: Status and Recent Results. [Online] July 27, 2007. http://www.ligo.caltech.edu/docs/P/P070079-01.pdf
      31. The Aether-Drift Experiments and the Determination of the Absolute Motion of the Earth. Miller, Dayton C. July 1933, Reviews of Modern Physics, Vol. 5, pp. 203-241.
      32. Relativistic Deflection of Light Near the Sun Using Radio Signals and Visible Light. P. Marmet, C. Couture. 1, 1999, Physics Essays, Vol. 12, pp. 162-173.
      33. Anomalies in the History of Relativity. McCausland, Ian. 2 , 1999, Journal of Scientific Exploration, Vol. 13.
      34. Improved Laser Test of the Isotropy of Space. A. Brillet, J.L. Hall. 9, Physical Review Letters, Vol. 42, pp. 549-552.
      35. Modern Michelson-Morley Experiment using Cryogenic Optical Resonators. H. Müller, S. Herrmann, C. Braxmaier, S. Schiller, A. Peters. 2 , July 11, 2003, Physical Review Letters, Vol. 91.
      36. New Analysis of the Interferometer Observations of Dayton C. Miller. Shankland, Robert S. 2, April 1955, Reviews of Modern Physics, Vol. 27, pp. 167-178.
      37. DeMeo, James. Dayton Miller's Aether-Drift Experiments: A Fresh Look. Infinite Energy. 2001, Vol. 7, 38, pp. 72 - 82.
      38. Michelson-Morley Experiments Revisited and the Cosmic Background Radiation Preferred Frame. Reginald T. Cahill, Kirsty Kitto. 2, April 2003, Apeiron, Vol. 10.
      39. From classical to modern aether-drift experiments: the narrow window for a preferred frame. M. Consoli, E. Costanzo. 5-6, December 13, 2004, Physics Letters A, Vol. 333, pp. 355-363.
      40. Marcus Chown. Catching the cosmic wind. New Scientist. April 2, 2005, 2493.
      41. Radar Testing of the Relative Velocity of Light in Space. Wallace, Bryan G. 361, 1969, Spectroscopic Letters, Vol. 2.
      42. Letter to the Editor. Wallace, Bryan G. 8 , 1981, Physics Today, Vol. 34.
      43. —. Wallace, Bryan G. 1 , 1983, Physics Today, Vol. 36.
      44. The Unified Quantum Electrodynamic Aether. Wallace, Bryan G. 3, 1973, Foundations of Physics, Vol. 3, pp. 381-388.
      45. Wallace, Bryan G. The Farce of Physics. s.l. : Self-published online, 1994.
      46. The Top 30 Problems with the Big Bang. Flandern, T. Van. 2, 2002, Apeiron, Vol. 9.
      47. A Possible Relationship between Quasars and Clusters of Galaxies. H. Arp, D. Russell. March 10, 2001, Astrophysical Journal, Vol. 549, pp. 802-819.
      48. Arp, H. Quasars, Redshifts, and Controversies. s.l. : Cambridge University Press, 1989.
      49. —. Seeing Red: Redshifts, Cosmology and Academic Science. s.l. : Apeiron Press, 1998.
      50. Burbidge, G. Quasi-Steady State Cosmology. arXiv.org E-Print Archive. [Online] August 2001. http://arxiv.org/abs/astro-ph/0108051
      51. A Possibility Of Gravitational Force Shielding By Bulk YBa2Cu3O7?X Superconductor. E. Podkletnov, R. Nieminen. 3-4, December 10 1992, Physica C, Vol. 203, pp. 441-444.
      52. C. Platt. Breaking the Law of Gravity. Wired. March 1998, Vol. 6, 03.
      53. Matthews, R. Antigravity machine weighed down by controversy. New Scientist. September 21, 1996, p. 77.
      54. Holden, C. NASA's fling with Anti-Gravity. Science. October 11, 1996, Vol. 274, p. 183.
      55. Cook, N. Boeing challenges the laws of physics. London Financial Times. July 29, 2002.
      56. Park, Robert L. What's New. [Online] August 2, 2002 . http://bobpark.physics.umd.edu/WN02/wn080202.html
      57. A Solid-State Maxwell Demon. D.P. Sheehan, A.R. Putnam, J.H. Wright. 10, October 2002, Foundations of Physics, Vol. 32.
      58. Maxwell's demon: Slamming the door. Maddox, John. June 27, 2002, Nature, Vol. 417, p. 903.
      59. Horgan, J. The End of Science. s.l. : Little Brown & Company, 1997.
      60. The Speed of Light and the Einstein Legacy: 1905-2005 Reginald T. Cahill January 11, 2005, http://arxiv.org/ftp/physics/papers/0501/0501051.pdf


    10. Zbigniew Modrzejewski, „Analiza ostateczna”,
      http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/analiza_ostateczna.htm


    11. Janusz Drożdżyński, „A revision of the principle of relativity” (2013),
      http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/PE01051209EPep.docx







Free counter and web stats