CZY MOŻNA BYĆ JEDNOCZEŚNIE BUDDYSTĄ I CHRZEŚCIJANINEM?


mnich buddyjski Zbigniew Modrzejewski


www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/jezus_budda.htm



Czy można być jednocześnie buddystą i chrześcijaninem? Podczas seminarium Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej WCCM Jego Świątobliwość XIV-sty Dalaj Lama Tybetu tak podsumował odpowiedź na to pytanie:

Czy można być jednocześnie buddystą i chrześcijaninem? Jest to możliwe w początkowym stadium. Jeżeli ktoś wierzy i szczerze szanuje Jezusa Chrystusa i Buddhę, to można go uznać za pół-buddystę i pół-chrześcijanina. Ale nie sądzę, żeby pozostał przy takim poglądzie w miarę swojego duchowego rozwoju. Praktykujący buddysta musi zaakceptować pustość [doskonałość mądrości pustki] jako ważną praktykę. Znam chrześcijańskich braci, którzy żywo interesują się buddyjską filozofią pustości zjawisk. Myślę jednak, że jeśli uzna się pustość, to nie ma miejsca dla Boga-stwórcy czy absolutu. Pustość zjawisk oznacza, że wszystko jest współzależne. Jeśli się przyjmie taki punkt widzenia, raczej trudno wyznawać ideę wiecznej duszy, absolutu czy wszechmogącego Boga-stworzyciela.

W swojej książce „Radość życia i umierania w pokoju” Jego Świątobliwość Dalaj Lama rozwija ten temat dalej:

Ponieważ rzeczy [i zjawiska] pojawiają się i powstają do istnienia zgodnie z ich przyczynami, teksty buddyjskie nie zawierają opisu 'Ja', które doświadczałoby szczęścia i cierpienia niezależnie od przyczyn. Podobnie nie mówią o istnieniu niezależnego stwórcy wszechświata. Stwierdzenie o niezależnym 'Ja' czy niezależnym stwórcy przeczyłoby przedstawianiu rzeczy [i zjawisk], jako zależnych wyłącznie od ich przyczyn [i warunków]. Kiedy się zgodzimy, że wszystko jest uwarunkowane, logiczne będzie, iż nie możemy zaakceptować istnienia 'Ja', które jest trwałe, niepodzielne i niezależne. Podobnie sprzeczne i niespójne logicznie byłoby uznanie istnienia niezależnego Stwórcy Wszechświata. Argumentem używanym do udowodnienia, że rzeczy [i zjawiska] nie posiadają faktycznego istnienia [są "puste"], jest stwierdzenie, że ich powstawanie zależy od innych przyczyn [i warunków] niż one same. Zależą one także od swych części składowych, jak również od myśli, która przypisuje im nazwy i znaczenia. Wszystko, co złożone jest z części składowych lub uzależnione od przyczyn i warunków, jest nietrwałe i przemijające. Wszystkie te rzeczy [i zjawiska] nie trwają wiecznie i nieustannie się rozpadają. Ten rodzaj subtelnej nietrwałości potwierdzają także odkrycia fizyki kwantowej.

Ale co ze słynnym pytaniem Leibniza? Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? To słynne pytanie postawił Gottfried Wilhelm Leibniz w swojej rozprawie „On the Ultimate Origination of Things”. Na słynne pytanie Leibniza często powołuje się ks. prof. Michał Heller, laureat prestiżowej nagrody Templetona. Kto/co stworzyło Wszechświat? Czy był to Wielki Wybuch, czy raczej Bóg-stworzyciel? A może to właśnie Bóg-stworzyciel spowodował Wielki Wybuch? Te istotne zagadnienia szczegółowo rozważam w osobnym tekście: „DLACZEGO ISTNIEJE RACZEJ COŚ NIŻ NIC? www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/parmenides_index.html

Jeżeli chrześcijanin w początkowym stadium praktykowania buddyzmu szczerze szanuje Jezusa i Buddhę, to być może mógłby się uważać za pół-chrześcijanina i pół-buddystę. Buddyści jednak praktykują doskonałość mądrości pustki, a jeśli doskonale zrozumie się mądrość pustki, co nie jest ani łatwe ani proste i wymaga dużo czasu, to wtedy nie ma już miejsca na zbędną ideę Boga-stworzyciela. Rozumowaniem używanym do przedstawienia mądrości pustki, że rzeczy i zjawiska są "puste", czyli pozbawione własnej, niezależnej tożsamości, jest stwierdzenie faktu, że ich powstawanie zależy od innych przyczyn i warunków niż one same. Zależą one także od swych części składowych, jak również od naszych myśli, które przypisują im nazwy (etykietki pojęciowe) i przeróżne znaczenia zależne od kontekstu. Wszystko, co złożone jest z części składowych lub uzależnione od innych przyczyn, jest uwarunkowane, a zatem nietrwałe i przemijające - nie może być wieczne i niezmienne. Kiedy zrozumiemy, że wszystko bez wyjątku jest uwarunkowane i zależne, to stanie się oczywiste, iż sprzeczne i niespójne logicznie byłoby uznanie istnienia niezależnego stwórcy Wszechświata. Z punktu widzenia buddyzmu nie jest konieczne wprowadzenie pojęcia tzw. Zasady Twórczej, która stwarzałaby wszystko, sama nie będąc stworzoną przez nic. Zatem czy lepiej być buddystą czy chrześcijaninem? Jego Świątobliwość XIV-sty Dalaj Lama Tybetu tak odpowiada na to pytanie:

Jeśli chodzi o mój światopogląd, a także moją praktykę życiową, uważam buddyzm za najbardziej pożyteczną religię. W swojej modlitwie mówię: Niechaj wszystkie istoty osiągną stan Buddhy poprzez buddyzm. Z praktycznego punktu widzenia zdaję sobie natomiast sprawę, tak jak Buddha i jego kontynuatorzy, że istnieją różne predyspozycje umysłowe, wymagające odmiennych punktów widzenia. To jasno pokazuje, dlaczego jest tak wiele teorii w obrębie jednej tylko religii. Daje to również pogląd na religie nie buddyjskie; tłumaczy, dlaczego nie powinniśmy nawracać ani propagować myśli buddyjskiej wśród tych, którzy nie zrozumieją jej sensu. W samej społeczności buddyjskiej istnieją cztery szkoły filozoficzne: madhjamaka, cittamatra, sautrantika i waibhaszika. Madhjamaka jest filozofią samego Buddhy, zatem uważamy, że jest najwłaściwsza. Jednak Buddha nie powiedział swoim uczniom, że akurat ta szkoła filozoficzna jest najlepsza. Powiedział jedynie, że madhjamaka jest bardzo dobra. Dlatego też zdajemy sobie sprawę, że trzeba respektować punkty widzenia ludzi spoza kręgu buddyjskiego i być ich świadomym. Buddyzm nie jest dla nich zrozumiały, natomiast inne religie, religie chrześcijańskiego Boga, są dla takich ludzi użyteczne, są efektywne. Podejście buddyjskie ich nie zmieni. Tak jak pacjentów nie interesuje, który lek jest najdroższy. Interesuje ich, który lek jest najbardziej odpowiedni dla konkretnego przypadku, w konkretnych okolicznościach. Wszak celem jest wyleczenie choroby, a nie zwiększenie sprzedaży leku. Nie przepiszemy wszystkim tego samego specyfiku. Dlatego nie mogę powiedzieć, z praktycznego punktu widzenia, czy buddyzm jest najlepszą religią; trzeba to osądzić, biorąc pod uwagę przede wszystkim okoliczności, sytuację życiową każdego człowieka.”

Moja sytuacja życiowa była na przykład taka, że urodziłem się w Polsce w rodzinie katolickiej i od pierwszej do ósmej klasy szkoły podstawowej uczęszczałem na katechezę parafialną. Moje nawrócenie z katolicyzmu na buddyzm rozpoczęło się od kontaktu z duchowymi tradycjami Wschodu w połowie lat siedemdziesiątych XX-tego wieku. Zacząłem wtedy praktykować Hatha-jogę w tradycji Swami Vishnu-devanandy oraz karate. Później praktykowałem Kundalini-jogę w aszramie mistrzyni Gurumayi Chidvilasanandy w South Fallsburg w Stanach Zjednoczonych, gdzie otrzymałem od Gurumayi inicjację kundalini poprzez shaktipat.

Nikt nigdy nie próbował nawracać mnie na hinduizm lub buddyzm. Buddystą zostałem w Kanadzie. Mieszkałem w Toronto przez 10 lat. Pracowałem jako programista/analityk baz danych m.in. w kanadyjskim Ministerstwie Pracy, w dwóch międzynarodowych bankach, w instytucie badań medycznych Lunenfelda-Tanenbauma oraz w software'owej firmie konsultingowej w Toronto.

Buddyzm studiuję i praktykuję od 1992 roku. Do Indii po raz pierwszy pojechałem w 1993, gdzie otrzymałem święcenia mnicha buddyjskiego w tradycji Therawady w Bodhgaji. W 1995 zamieszkałem w tybetańskim ośrodku Dharmy w Toronto w Kanadzie z moim mistrzem, opatem klasztoru Sera - Czcigodnym Gesze Lobsang Dźamjang Khenrinpocze. Byłem oficjalnym tłumaczem podczas nauk i inicjacji, jakich udzielił Jego Świątobliwość XIV-sty Dalaj Lama w Schneverdingen pod Hamburgiem w 1998 roku. Za duchową radą i z błogosławieństwem mojego Guru - Czcigodnego Lamy Zopy Rinpocze, oraz z osobistym błogosławieństwem mojego Guru - emerytowanego opata klasztoru Namgjal w Dharamsali - Jego Eminencji Czcigodnego Denmy Loczo Rinpocze, otrzymałem święcenia buddyjskiego mnicha nowicjusza w tradycji Gelug w klasztorze Kopan w Nepalu od Czcigodnego Gesze Sopy Rinpocze w roku 2000.


mnich buddyjski Zbigniew Modrzejewski (getsul Lhundrub Dzinpa)

Lipiec 2007




Prof. James Beverley: „The Dalai Lama wrote in one of his books that Jesus is a fully enlightened being. Given that affirmation, I said to him that if Jesus is fully enlightened then He must have taught the truth about His identity as Son of God, and as Lord and Saviour. Otherwise, He wouldn't be that enlightened, would He? The Dalai Lama's answer astonished me a year ago, and it still does. He said that Jesus was allowed to teach things that were not true because the people were not ready for the highest truths. He made it clear that he does not regard Jesus as a liar in any sense since He was teaching for a good cause.”

James Beverley is professor of theology and ethics at Tyndale Seminary in Toronto

www.christianity.ca/NetCommunity/Page.aspx?pid=3650&srcid=2014




CZY MOŻNA BYĆ JEDNOCZEŚNIE BUDDYSTĄ I CHRZEŚCIJANINEM?
www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/jezus_budda.htm



Free counter and web stats