Lama Jeszie ( Yeshe ) i Lama Zopa Rinpocze

ENERGIA MĄDROŚCI
Podstawowe nauki buddyjskie

Copyright © Wydawnictwo Khandro 2007



ENERGIA MĄDROŚCI jest prostym, a przy tym niezwykle zajmującym wprowadzeniem do buddyzmu. Lama Jeszie i Zopa Rinpocze - autorzy tej książki - to znani tybetańscy nauczyciele słynący z umiejętności przybliżania ludziom Zachodu nawet najbardziej skomplikowanych nauk Buddy. Zawarty tu pełny kurs medytacji odsłania sedno prowadzących do oświecenia praktyk wraz z omówieniem takich kwestii, jak: cel i znaczenie medytacji, przyczyny niezadowolenia i braku szczęścia oraz metody ich przezwyciężania, przywracanie kontroli nad umysłem, a co za tym idzie - także nad własnym życiem. Książkę przepełnia szczególna moc, humor i bezpośredniość, z jakimi Zopa Rinpocze i Lama Jeszie prezentowali nauki buddyjskie podczas swej pierwszej podróży po Ameryce Północnej.


Cel medytacji

Zacznę od kilku słów wprowadzenia w zagadnienia związane z praktyką medytacji. Interesuje się nią wielu ludzi na całym świecie, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, choć niewielu naprawdę rozumie jej sens.

Każdy z nas ma fizyczne ciało zbudowane z kości, mięśni, krwi i tak dalej. W dzisiejszych czasach nie umiemy jednak uzyskać nad nim całkowitej kontroli, przez co stale doświadczamy rozmaitych problemów. Bogacz może posiąść dobra całego świata - jeśli jednak jego umysł pozostanie w niewoli pozbawionego kontroli ciała, będzie żył w ciągłym cierpieniu. Bogaci czy biedni, nie uciekniemy przed tym problemem. I choć z całych sił próbujemy wyzwolić się z cierpienia, naszym kłopotom wciąż nie ma końca. Rozwiązujemy jeden problem, a w jego miejsce natychmiast pojawia się następny. Konflikty i cierpienie związane z troską o fizyczne ciało są wszędzie takie same. Ale jeśli mamy dość mądrości, by zgłębić tę kwestię i sprawdzić, jak jest naprawdę, szybko dostrzeżemy powszechność tego jakże bolesnego doświadczenia. Stanie się też jasne, że bez owego "krnąbrnego" fizycznego ciała, w żaden sposób nie moglibyśmy doświadczyć cierpień, jakie się z nim wiążą.

Naszym głównym problemem jest niemożność zaspokojenia rozmaitych pragnień. Należy do nich zarówno prosta, fizyczna konieczność zapewnienia sobie jedzenia i ubrania, jak i bardziej subtelne potrzeby - na przykład chęć zdobycia dobrej reputacji czy potrzeba słyszenia miłych i pokrzepiających słów. Niektóre formy cierpienia, takie jak głód osoby żyjącej w nędzy, są bardziej widoczne niż inne. Ale w ten czy inny sposób, wszyscy niepohamowanie łakniemy tego, czego nie mamy.

Weźmy na przykład osobę, która miała szczęście urodzić się w bardzo zamożnej rodzinie. Ktoś taki przez całe życie może nie doświadczać materialnych problemów. Jest w stanie kupić wszystko, czego zapragnie, i udać się wszędzie, dokąd tylko zechce, doznając wszelkich przyjemności i podniet oferowanych przez różne kultury. Ale gdy nie będzie już takiej rzeczy, której by ów człowiek nie miał, ani miejsca, którego by nie zwiedził, ani też przyjemności, której by nie doświadczył - znów powróci palące nienasycenie. W takim stanie umysłu wielu ludzi może wręcz popaść w szaleństwo, nie umiejąc sobie radzić z intensywnym, wszechprzenikającym cierpieniem.

Doświadczamy go nawet wtedy, gdy nie brakuje nam materialnego dostatku. Zdarza się bowiem bardzo często, że dobrobyt tylko nasila niezadowolenie - to za jego sprawą prawda, że posiadanie nie odcina korzeni cierpienia, staje się jeszcze bardziej widoczna. Nadal odczuwamy niezadowolenie, pomieszanie i obawę. Gdyby materialny komfort mógł je wyeliminować, to od pewnego poziomu bogactwa poczynając, wszelkie cierpienie przestałoby istnieć; znikłoby też całe niezadowolenie. Dopóki jednak naszym umysłem władają nieposkromione potrzeby ciała, dopóty będziemy doznawać cierpienia.

Oto przykład. Jeśli chcemy chronić stopy przed cierniami, musimy nosić buty. To jednak nie eliminuje ostatecznie problemu. Buty często bywają niewygodne, a wówczas i one przysparzają nam cierpień: uwierają w palce, powodują odciski. Tak czy inaczej - cierpimy. Nie zawsze jest to wina szewca. Zdarza się, że nasze stopy sprawiają nam kłopoty pomimo najwygodniejszych butów. Patrząc głębiej, widzimy, że źródło tego dyskomfortu nie jest czynnikiem zewnętrznym - tkwi ono zarówno w naszej mentalności, jak i w fizycznych uwarunkowaniach.

A to tylko jeden przykład cierpienia powodowanego przez nasze ciało - od chwili narodzin aż do śmierci nie ustajemy w wysiłkach, by chronić je przed cierpieniem. Powiedziałbym, że większość ludzi wręcz spędza życie na nieustannych usiłowaniach ratowania swego ciała... Bezskutecznie.

Celem medytacji nie jest wyłącznie troska o fizyczne ciało. Buddyjska praktyka służy wyższym, bardziej wartościowym celom - traktowanie jej jako kolejnego sposobu zaspokojenia potrzeb ciała byłoby pozbawione sensu. Oznaczałoby to bowiem trwonienie potencjału bezcennej metody prowadzącej do ostatecznego wyzwolenia na z gruntu bezcelowe usiłowania uzyskania doraźnej ulgi w dolegliwościach naszej nietrwałej doczesności. W takim wypadku medytacja byłaby jak aspiryna, która uwalnia nas na chwilę od bólu głowy. Owszem, ból ustąpi, ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy trwale wyleczeni. Po jakimś czasie dolegliwości powrócą, ponieważ doraźna metoda leczenia nie usuwa przyczyny naszych kłopotów i każda uzyskana tą drogą ulga będzie siłą rzeczy tymczasowa. A ponieważ można ją uzyskać dzięki licznym zewnętrznym środkom, nie ma potrzeby używać do tego medytacji czy jakiejkolwiek innej duchowej praktyki. Nie trwońmy więc jej niezwykłej mocy na tak nieistotne cele.

Celem medytacji jest uzdrawianie umysłu. Wprawdzie ciało i umysł pozostają w związku, ale zarazem są one zjawiskami zupełnie odmiennego typu. Ciało jest obiektem, który możemy postrzegać, na przykład, wzrokowo, a umysł - nie. Członkowie tej samej rodziny mogą mieć wszak podobne rysy twarzy, ale każde dziecko będzie zarazem wyróżniać się inną osobowością, odmienną postawą mentalną, zainteresowaniami i tak dalej. Nawet jeśli uczęszczają do tych samych szkół, będą się różnić inteligencją, a co za tym idzie, postępami w nauce - i to nie tylko między sobą, ale także w porównaniu z rodzicami i dziadkami. Takich różnic nie da się prosto wyjaśnić wyłącznie w kategoriach biologicznych.

U podłoża mentalnych różnic między członkami tej samej rodziny leży fakt, że umysł nie ma początku. Dlatego też niektórzy pamiętają swe minione żywoty. Reinkarnacja istnieje - nie będziemy jednak teraz wdawać się w subtelne rozważania na temat tego, co właściwie przechodzi z wcielenia na wcielenie, a co nie. Trzeba jednak pamiętać o jednej ważnej rzeczy: nasz obecny, odziedziczony z poprzednich wcieleń umysł z całą pewnością przeniesie się z obecnego życia w następne. Wszystko, czego dziś doświadczamy, jest wynikiem działań - tak fizycznych, jak i mentalnych - podjętych przez nas w poprzednich żywotach. W ten sposób wszystko, co robimy teraz, zdeterminuje nasze przyszłe odrodzenie. Odpowiedzialność za ukształtowanie reszty własnego życia oraz przyszłych żywotów spoczywa zatem w naszych rękach. Zrozumienie tego jest bardzo ważne, jeśli faktycznie chcemy przebić się przez mentalne i fizyczne cierpienie, zyskując dzięki temu trwałe wyzwolenie.

Każdy z nas urodził się jako istota ludzka. Znaczy to, że dysponujemy potencjałem, który pozwala nadać naszemu życiu sens i znaczenie. By wykorzystać tę szansę, musimy pójść w duchowym rozwoju dalej niż zwierzęta. Korzystając we właściwy sposób z możliwości, jakie daje odrodzenie się jako człowiek, i przejmując kontrolę nad swoim umysłem, jesteśmy w stanie całkowicie odciąć korzenie wszelkiego cierpienia. Na przestrzeni jednego lub kilku żywotów możemy wyrwać się z kręgu śmierci i ponownych narodzin. Na razie jednak musimy się wciąż na nowo odradzać, pozostać w kręgu wcieleń, życia i śmierci, pozbawieni jakiegokolwiek wyboru i wpływu na tę sytuację, doświadczając wszelkich fizycznych cierpień ciała, nad którym nie mamy kontroli. Jednak dzięki właściwemu postępowaniu możemy przerwać tę przymusową sytuację, trwale uwalniając się od wszelkiego bólu i niezadowolenia.

Wyzwolenie z cyklu śmierci i ponownych narodzin to jednakże nie wszystko. Nie oznacza ono jeszcze pełnego wykorzystania możliwości, jakie daje nam ludzkie odrodzenie. Przecież nie tylko my doświadczamy cierpienia i niezadowolenia; w tym samym położeniu znajdują się wszystkie inne istoty. Większości spośród nich brakuje mądrości - oka dharmy, dzięki któremu można dojrzeć drogę wiodącą od cierpienia ku wolności. Wszystkie stworzenia na świecie spędzają całe swoje życie, dzień i noc, na poszukiwaniu sposobów przezwyciężenia cierpienia, wszystkie pragną szczęścia i przyjemności. Ponieważ jednak świetlistą przestrzeń oświeconego umysłu przesłaniają chmury niewiedzy, poszukiwania te, zamiast prowadzić do zamierzonego celu, powodują jedynie coraz więcej frustracji i bólu. Czujące istoty próbują ich uniknąć, lecz zamiast tego coraz bardziej oddalają się od nirwany - rzeczywistego ustania wszelkiego cierpienia.

Wszystkie istoty cierpią i tak samo jak my pragną wyzwolenia - warto to powtórzyć, bo jeśli zrozumiemy tę sytuację, stanie się jasne, że praca jedynie nad własnym wyzwoleniem jest samolubna. Musimy starać się wyzwolić także innych. Jednak by wskazywać innym drogę do wolności od cierpienia, trzeba wcześniej urzeczywistnić oświeconą naturę własnego umysłu. Aby skutecznie wspierać wszystkie istoty w drodze do wyzwolenia, musimy najpierw osiągnąć je sami.

Wyjaśnijmy to na przykładzie: oto chcemy wziąć przyjaciółkę do parku, aby także i ona mogła cieszyć się pięknem przyrody. Jeśli jednak jesteśmy ślepi i nie znamy drogi, nie możemy jej tam zaprowadzić, choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo tego pragnęli. Zanim bowiem w ogóle przyjdzie nam do głowy, żeby kogoś zaprowadzić do parku, musimy mieć dobry wzrok i poznać wiodącą tam drogę. Podobnie na duchowej ścieżce: zanim rozpoznamy i wskażemy najlepsze drogi, którymi wszystkie istoty, niezależnie od swych postaw i temperamentu, podążą ku wyzwoleniu od cierpienia, musimy najpierw sami zdobyć doświadczenie pełnego oświecenia.

Mówiąc zatem o prawdziwym celu medytacji, powinniśmy mieć na myśli osiągnięcie stanu, który umożliwi urzeczywistnienie prawdziwej natury umysłu nie tylko nam, ale i wszystkim innym. Taki jest sens i jedyny powód angażowania się w buddyjską praktykę. Z takim też nastawieniem praktykowali wszyscy wielcy jogini i mistrzowie medytacji. Wkraczając więc na ścieżkę urzeczywistnienia - a trzeba wiedzieć, że w naukach Buddy znajdziemy dosłownie setki różnych rodzajów medytacji odpowiadających różnym stopniom zaawansowania - podążajmy nią z taką właśnie motywacją.

Duchowa praktyka jest czymś niezbędnym. Nie zmusza nas jednak do niej żaden czynnik zewnętrzny, inni ludzie czy Bóg. Po prostu, tak jak jesteśmy odpowiedzialni za własne cierpienie, odpowiadamy też za swoje uzdrowienie. Sami sobie stworzyliśmy sytuację, w której się znaleźliśmy, i tylko od nas zależy wykorzystanie okoliczności sprzyjających uwolnieniu się od kłopotów. Ponieważ nasze życie przenika cierpienie, aby go uniknąć, musimy wyrwać się z codziennej rutyny, musimy zrobić coś więcej. Owo "coś więcej" to duchowa praktyka, innymi słowy - właśnie medytacja. Jeśli nie wgłębimy się w siebie, by doskonalić umysł, jeśli nadal będziemy trwonić swoją energię wyłącznie na ciągłe organizowanie zewnętrznych aspektów egzystencji, to nasze cierpienie nie skończy się nigdy. Nie ma ono początku, a jeśli nie zastosujemy skutecznego duchowego antidotum - nie będzie miało też końca.

Ogólnie mówiąc, skuteczne praktykowanie dharmy w świecie materialnej obfitości jest trudne. Wiele rzeczy przeszkadza w medytacji. Niemniej to wcale nie otaczający nas świat - zatruwający przyrodę przemysł czy niezdrowa żywność - sprawia nam najwięcej kłopotów. Głównym problemem są nawyki naszego własnego umysłu.

Jestem po raz pierwszy na Zachodzie i jest dla mnie przyjemną niespodzianką fakt, że obok ogromnego postępu materialnego widzę także szczere zainteresowanie praktyką dharmy i rozmaitymi formami medytacji. Wiele osób autentycznie poszukuje sensu życia, usiłując wykraczać poza codzienne, biologiczne aspekty egzystencji. Ludzie próbują łączyć praktyczne i duchowe aspekty życia, szukając zarówno mentalnego, jak i fizycznego komfortu - co uważam za bardzo mądre. Dla postępujących w ten sposób życie z pewnością nie będzie rozczarowaniem.

Potrawa przyrządzona z wielu składników może być naprawdę pyszna. Jeśli mamy pracę, lub jesteśmy codziennie czymś zajęci, i jednocześnie wciąż staramy się doskonalić duchowo zgodnie z naukami dharmy, to nasze życie może stać się niezwykle bogate, a płynące z połączenia tych dwóch aspektów korzyści - dalekosiężne.

Umysł, uczucia i doświadczenia osoby, która włącza w swoje codzienne życie dharmę, ogromnie się różnią od doznań kogoś, kto tego nie czyni. Dzięki medytacji podczas przezwyciężania codziennych, życiowych trudności doświadcza się o wiele mniej pomieszania i cierpienia. Medytujący, dysponując systemem odniesień i praktycznych metod umożliwiających umiejętne rozwiązywanie problemów i dających poczucie głębszego sensu tych działań, z czasem staje się zdolny do kontrolowania swego umysłu. Dotyczy to nie tylko wszystkiego, co napotyka w życiu codziennym, ale również, a może przede wszystkim - tego, czego doświadcza w chwili umierania.

Dotyczy to nie tylko codziennego życia, ale także chwili śmierci. Jeśli nigdy nie oddawaliśmy się żadnej duchowej praktyce i nie zdyscyplinowaliśmy swojego umysłu przez medytację, to okoliczności towarzyszące umieraniu mogą okazać się dla nas wręcz przerażające. Tymczasem dla najbardziej zaawansowanych w praktyce dharmy joginów śmierć jest niczym oczekiwany powrót do domu. Niemal jak wyprawa na piknik do pięknego parku! Nawet jeśli ktoś nie osiągnął najwyższego urzeczywistnienia, ale w ciągu życia szczerze angażował się w medytację, śmierć może być dla niego doświadczeniem pełnym spokoju. Czekający nas wszystkich nieuchronny zgon najlepiej przebyć z nieporuszonym umysłem, bez strachu przed tym, czego doświadczymy, nie zamartwiając się losem osób, które kochamy, rzeczami, które posiadaliśmy, ani ciałem, które utracimy.

W tym życiu doświadczyliśmy już narodzin i nieustannie podlegamy procesom starzenia się. Jedyne, czego w tym życiu możemy być całkowicie pewni, to śmierć. Dlatego jeśli duchowa praktyka pomoże nam ze spokojem wyjść na spotkanie tego, co nieuniknione, to znak, że jest ona dla nas użyteczna - aczkolwiek medytując, można osiągnąć także o wiele wyższe cele.

Podsumowując, w medytacji mniej ważne są aspekty zewnętrzne. Nie ma większego znaczenia, czy siedzimy z rękami złożonymi tak, czy z nogami skrzyżowanymi inaczej. Niezwykle ważne jest natomiast kontrolowanie, czy aby to, co robimy, rzeczywiście jest lekiem na nasze cierpienie. Czy skutecznie eliminuje przesłaniające umysł iluzje? Czy zwalcza naszą ignorancję, nienawiść i zachłanność? Jeśli nasza praktyka dharmy rzeczywiście redukuje te negatywne cechy umysłu, oznacza to, że jest doskonała - praktyczna i bezcenna. Jeśli natomiast za jej sprawą rosną jedynie nasze mentalne splamienia (na przykład duma), to mamy do czynienia jedynie z kolejną przyczyną cierpienia. W takim wypadku - choć możemy trwać w przekonaniu, że medytujemy - wcale nie podążamy ku oświeceniu.

Prawdziwa dharma wskazuje drogę uniknięcia cierpienia i wszelkich problemów. Jeśli nasza praktyka nie zmierza w tym kierunku, znaczy to, że coś jest nie tak i koniecznie musimy to sprawdzić. Najważniejsza praktyka wszystkich joginów polega właśnie na ciągłym badaniu, które spośród ich działań niosą cierpienie, a które szczęście. Następnie uczą się oni, jak unikać tych pierwszych, a wykorzystywać drugie. Taka jest istota praktyki dharmy.

I jeszcze ostatnie słowo. Nam wszystkim, którzy zaczynamy praktykować nauki Buddy po to, by uczyć się kontrolować swój umysł, potrzebne jest właściwe źródło informacji. Powinniśmy więc czytać książki autorstwa sprawdzonych mistrzów, a gdy tylko pojawią się wątpliwości, konsultować się z nauczycielami, którzy osiągnęli cel swojej praktyki i studiów. To bardzo ważne. Jeśli bowiem będziemy się kierować naukami pochodzącymi z książek, które zostały napisane bez właściwego zrozumienia tematu, istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że zmarnujemy swoje życie, podążając niewłaściwą drogą.

Jeszcze ważniejsze jest znalezienie właściwego nauczyciela - guru, lamy. Musi on (lub ona) wykazać się właściwym urzeczywistnieniem i potwierdzać własnym życiem sens swoich nauk.

Nasza praktyka wiodąca do urzeczywistnienia natury umysłu nie powinna być bierna. Nie zerwiemy więzów cierpienia tylko przez ślepe akceptowanie tego, co ktoś - nawet wielki mistrz - każe nam robić. Powinniśmy zawsze używać swego rozumu, zawsze sprawdzać, czy sugerowany kierunek działania jest dla nas właściwy. Jeśli jednak zyskamy dowody, że konkretne nauki są nam pomocne, to ze wszystkich sił powinniśmy się starać podążać wyznaczoną przez nie drogą. To tak, jakbyśmy znaleźli lekarstwo, o którym wiemy, że nam pomoże: powinniśmy je zatem zacząć regularnie przyjmować. Ale jeśli połkniemy cokolwiek, co wpadnie nam w ręce, to nie tylko się nie wyleczymy, ale możemy wręcz wpędzić się w jeszcze groźniejszą chorobę.

Takie są moje ostatnie sugestie dla osób rozpoczynających studiowanie dharmy i medytacyjną praktykę. Duchowe poszukiwania mogą być ogromnie wartościowe. Nawet jeśli ktoś nie może praktykować nauk Buddy, samo ich zrozumienie wzbogaci jego życie i pomoże nadać mu sens.


Lama Jeszie i Lama Zopa Rinpocze

Copyright © Wydawnictwo Khandro 2007











mnich buddyjski Zbigniew Modrzejewski www.zbigniew-modrzejewski.webs.com

Free counter and web stats