Wielki mistrz mahajany z Indii, oświecony Ćiandrakirti



ANALIZA OSTATECZNA

CZYLI OD ZWYKŁEGO DŁUGOPISU DO OŚWIECENIA BUDDHY


www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/analiza_ostateczna.htm



— Nie próbuj zginać łyżki. To niemożliwe. Zamiast tego, spróbuj tylko urzeczywistnić prawdę.

— Jaką prawdę?

— Że nie ma łyżki.

— Nie ma łyżki?

— Wtedy zobaczysz, że to nie łyżka się zgina, tylko Ty.


MATRiX: www.youtube.com/watch?v=XO0pcWxcROI



Pionierem analizy ostatecznej był wielki mistrz mahajany z Indii, oświecony Ćiandrakirti. Mistrz Ćiandrakirti był jedną z kilku oświeconych istot, które pobłogosławiły umysł Lamy Dźe Tsongkhapy Losanga Dragpy w medytacji, w której osiągnął on oświecenie (zobacz strofy: 49, 50, 51, 52 Pochwały nauki o zależnym pochodzeniu, tekstu, który Lama Dźe Tsongkhapa skomponował zaraz po osiągnięciu oświecenia).

Weźmy pod uwagę jakiś obiekt (zjawisko lub osobę), na przykład jedną zwykłą łyżkę, która składa się z atomów. Albo może lepiej jeden zwykły długopis. Jeden zwykły długopis składa się z kilku części, na przykład z wkładu z tuszem, górnej części obudowy, dolnej małej metalowej części obudowy, z której wystaje wkład oraz z ochronnej skuwki. Tak przykładowo wygląda jeden zwykły długopis.

Teraz dokonamy tego, co w filozofii Doskonałości Mądrości Pustki nazywa się analizą ostateczną. Powoli rozmontujemy ten długopis część po części, pytając: czy skuwka, to długopis? Nie. Skuwka to skuwka. Odkładamy skuwkę na bok. Czy dolna metalowa część obudowy, to długopis? Nie. Obudowa, to obudowa. Odkładamy obudowę na bok. Czy górna część obudowy, to długopis? Nie. Odkładamy ją na bok. Czy wkład z tuszem, to długopis? Nie. Wkład do długopisu, to wkład do długopisu, a nie długopis. Odkładamy go na bok. W tym momencie nie pozostało już nic więcej do dalszej analizy, a długopis nie został znaleziony w procesie naszych szczegółowych poszukiwań.

Ponieważ długopis nie jest żadną ze swoich części składowych z osobna, to może jest zbiorem tych części? Nie. Części jest wiele, a długopis miał być tylko jeden, miał być pojedynczy, a nie mnogi, tak jak wiele części. Co więcej, zbiór części, z których żadna nie jest długopisem, też nie jest długopisem, bo gdyby tak miało być, to moglibyśmy wziąć dowolny zbiór części, z których żadna nie jest długopisem, i w ten sposób mieć długopis, co jest oczywistym absurdem. Dodatkowo, coś takiego, jak pojedynczy zbiór, (lub jedna grupa) to zaledwie koncepcja, a nie jeden obiekt, którego obiektywne, fizyczne istnienie możnaby empirycznie potwierdzić.

Zatem co ma być celem analizy ostatecznej? Przecież długopis istnieje! Używamy go przecież do pisania! Kupiliśmy długopis, czyż nie tak? Buddha tego nie neguje. Tak, długopis istnieje, ale istnieje on zależnie od wielu części składowych zdolnych do wykonywania zamierzonej funkcji i co najważniejsze, dodatkowo ktoś musi być w stanie poprawnie rozpoznać ten zbiór części i umieć używać go, jako coś do pisania, a nie do dłubania w nosie! To "rozpoznanie" jest fachowo określane mianem tzw. desygnacji, a tzw. "długopis" jest rezultatem mentalnego procesu określanego mianem zależnego powstawania.

Długopis nie istnieje samodzielnie, niezależnie, jego egzystencja nie jest samoistna i dlatego nie możemy go znaleźć w procesie analizy ostatecznej. Gdyby długopis rzeczywiście istniał niezależnie, samodzielnie, inherentnie, gdyby jego egzystencja była samoistna, to w procesie analizy ostatecznej byłoby możliwe znalezienie i zidentyfikowanie pojedynczego długopisu. Tak jednak nie jest. Jego Świątobliwość Dalaj Lama tak o tym napisał: „Gdyby rzeczy faktycznie istniały w taki sposób, w jaki wydają się istnieć wówczas podczas badania ich to immanentne istnienie powinno stawać się coraz wyraźniejsze, coraz bardziej oczywiste. Jednak, kiedy za pomocą analizy [ostatecznej] szukasz desygnowanego obiektu, nie możesz go znaleźć. Na przykład z konwencjonalnego punktu widzenia istnieje "ja" doznające przyjemności i bólu, gromadzące karmę, ale kiedy analitycznie szukamy owego "ja", nie możemy go znaleźć. Niezależnie od tego, jakie jest to zjawisko, wewnętrzne czy zewnętrzne, czy jest to nasze ciało, czy cokolwiek innego [długopis!], kiedy próbujemy odkryć, czym to desygnowane zjawisko jest, nie możemy znaleźć niczego, co byłoby jego istotą.”

Zatem nie trudno zrozumieć, że nasz "długopis", to jedynie koncepcja pojedynczego długopisu, którą nasz umysł imputuje (przypisuje) pewnej grupie wielu części.

Koncepcja długopisu jest elastyczna, na przykład w tym sensie, że nie musi dokładnie określać ilości części składowych. Długopis ze skuwką i długopis bez skuwki, to dwie różne rzeczy. Jeżeli jednak zgubimy skuwkę, to mimo tego w dalszym ciągu możemy powiedzieć, że mamy jeden cały długopis, gdyż nie wszystkie rodzaje długopisów muszą koniecznie posiadać skuwkę. Niezależnie od tego, czy będziemy zmniejszać czy zwiększać ilość części składowych, to w dalszym ciągu będziemy mieli tylko jeden cały długopis. Dlatego Jego Świątobliwość Dalaj Lama napisał w Rozdziale X: „Gdy patrzymy na rzeczy i zdarzenia, możemy zauważyć, że istnieje związek między całością a jej częściami składowymi, które ją tworzą. Fakt, iż mówi się, że coś jest całością natychmiast sugeruje związek tego z jego częściami składowymi. Te części składowe ani nie są niezależne lub odrębne od tej całości, ani nie są z nią identyczne [nie są tą całością]. Istnieje związek między nimi dwoma.”

Dla ułatwienia dodam, że ten związek między nimi istnieje jedynie w umyśle postrzegającego to obserwatora.

Gdy niczego nie analizujemy, wtedy pozornie odnosimy wrażenie, że obiektywnie istnieje jeden długopis. Dlatego, gdy nie analizujemy pojedynczych części długopisu, wtedy możemy znaleźć części długopisu w procesie analizy długopisu.



Ale zaraz! A może jednak prawdziwy długopis, to wkład z tuszem! Może jeden wkład z tuszem, to pojedyncza dusza długopisu?! Może wkład z tuszem, to prawdziwe "Ja" długopisu, jego prawdziwa tożsamość?! Może jednak buddyzm się myli?

Gdybyśmy chcieli zastosować analizę ostateczną do każdej z części długopisu z osobna, na przykład do wkładu z tuszem, to mielibyśmy wtedy tę samą sytuację, jak poprzednio — nie bylibyśmy w stanie znaleść wkładu z tuszem, tak samo jak nie byliśmy w stanie znaleść długopisu. Każda z części długopisu jest zbiorem mniejszych części, a ostatecznie, podobno, wszystko składa się z atomów, z cząstek subatomowych, z kwantów energii.

Tak dochodzimy do fizyki kwantowej i do pytania: czy istnieją fundamentalne, subatomowe cząstki elementarne, które są niepodzielne i nie posiadają części składowych [1] ?

Jeżeli tak, to nasza rzeczywistość jest fundamentalnie zewnętrzna wobec nas, fizyczna i obiektywna, istnieje inherentnie, samoistnie, tak jak twierdzą materialiści naukowi i zachodni fizycy.

Ale jeżeli nie, to wtedy nasza rzeczywistość nie istnieje inherentnie, jest ona raczej fundamentalnie niefizyczna i subiektywna, podobna do marzeń sennych, tak jak twierdzą Buddha i Nagardziuna oraz inni filozofowie idealizmu, zarówno ci ze Wschodu, jak i ci z Zachodu, jak na przykład: Berkeley, Kant, Schopenhauer i Heidegger, a nawet chyba sam Albert Einstein [2].

Demokryt wprowadził słowo atomos (od α-, „nie-” + temno, „ciąć”), które oznacza coś, czego nie da się podzielić. W XVIII wieku chemicy empirycznie potwierdzili przypuszczenia odnośnie ziarnistej struktury materii identyfikując pierwiastki chemiczne (atomy) i pokazując, że reagują one ze sobą w ściśle określonych proporcjach. Dwieście lat później fizycy empirycznie potwierdzili to, że subatomowe cząstki elementarne są emitowane i absorbowane przez atomy w ściśle określonych ilościach (kwantach). Rozumiem, że jeżeli coś reaguje w ściśle określonych proporcjach lub występuje w ściśle określonych ilościach, to musi być koniecznie niepodzielne i nie może posiadać części składowych?

Pomysł, że materia składa się z mikroskopijnych składników, których nie da się w nieskończoność dzielić na mniejsze części, był znany już w starożytności. Nie opierał się jednak na żadnych danych empirycznych. Pozornie wydaje się, że jest to dobry pomysł, ale po głębszym zastanowieniu staje się to coraz bardziej oczywiste, iż istnienie takich niepodzielnych składników materii i energii jest po prostu fizycznie niemożliwe. Istnieje ku temu co najmniej kilka istotnych przesłanek.

Zachodnia fizyka (materialiści naukowi) ma obsesję na punkcie niepodzielnych składników materii i energii! Warto zadać sobie pytanie: dlaczego w XVIII wieku naukowcy uwierzyli, że odkryte przez nich pierwiastki chemiczne muszą być koniecznie niepodzielne i nie mogą posiadać części składowych?

Czy istnieją dowody naukowe na to, że subatomowe cząstki elementarne są niepodzielne i nie mogą posiadać części składowych?


PRZYPISYWANIE NASZYCH WEWNĘTRZNYCH DOŚWIADCZEŃ ZJAWISKOM OBSERWOWANYM PRZEZ NAS NA ZEWNĄTRZ

Rozważmy pewną znaną analogię. Analogia ta została, moim zdaniem, najlepiej wyrażona następującym popularnym angielskim powiedzonkiem: Beauty is in the eye of the beholder, co można by spróbować przetłumaczyć w ten sposób, że piękno istnieje na zewnątrz nas na tyle tylko, na ile znajduje się "w oku" obserwatora, czyli, że nie to piękne, co piękne, ale to, co się komu podoba.

Chodzi o to, że od czasu do czasu dostrzegamy piękno na zewnątrz nas. Może to być dzieło sztuki, jak muzyka, element natury, jak kwiat, sportowy samochód lub inny człowiek, jak aktorka lub top modelka. Nasze doświadczenie piękna jest niezaprzeczalne i zwykle utożsamiamy je z własnością postrzeganego przez nas obiektu, podczas gdy prawda jest taka, że jest to tylko jego atrybut, arbitralnie mu przypisany. Dany obiekt nie jest piękny sam w sobie, a tylko takim nam się wydaje. W przeciwnym razie byłby obiektywnie piękny dla wszystkich ludzi, a wiemy przecież z doświadczenia, że nie to piękne, co piękne, ale to, co się komu podoba.

Czy można powiedzieć, że piękno istnieje? Tak, gdyż niezaprzeczalnie dowodzi tego nasze bezpośrednie doświadczenie zmysłowe. Ale czy można powiedzieć, że piękno istnieje obiektywnie na zewnątrz nas, w obiektach, które nam się podobają? Tak się nam zdecydowanie wydaje, ale po dokładniejszych rozważaniach jesteśmy zmuszeni przyznać, że tak jednak nie jest i zgodzić się, że piękno jest subiektywne i dlatego nie może być własnością żadnego obiektu, będąc jedynie jego atrybutem arbitralnie przypisanym mu przez obserwatora. Trudno się z tym nie zgodzić. Prawda? Ale czy nie moglibyśmy przysięgać na wszystko, co jest nam drogie, że piękno znajduje się w pięknym obiekcie? Czy nie moglibyśmy prawie dać sobie obciąć za to rękę? Tak, to prawda, nie istnieje fizyczny miernik piękna, gdyż piękno nie jest empirycznie mierzalną, obiektywną wielkością fizyczną.

Możemy zatem wyróżnić dwa zasadnicze elementy: (1.) koncepcję pojedynczego długopisu (tzw. "etykietkę") oraz (2.) wiele części współpracujących ze sobą w celu wykonywania zamierzonej funkcji (tzw. "bazę desygnacji"). Tzw. "długopis" powstaje (zależnie) w umyśle poprzez desygnowanie bazy etykietką. Ponieważ mentalna "etykietka" i "baza desygnacji", to dwie zasadniczo różne rzeczy, dlatego tę samą "bazę" możemy desygnować przy użyciu różnych "etykietek". Na przykład, jeżeli bazą desygnacji będą rytmiczne zmiany ciśnienia powietrza w uchu, to jedna osoba może spontanicznie desygnować tę bazę etykietką "fajna muzyka", a inna osoba w tym samym momencie może spontanicznie i autentycznie desygnować tę samą bazę mentalną etykietką "hałas". Podobnie przypisujemy odczucie piękna (nasze wewnętrzne doświadczenie) zewnętrznej grupie części: oczom, ustom, nogom, pośladkom, biustom. Innymi słowy, desygnujemy grupę części (bazę desygnacji) koncepcją (mentalną etykietką) w mentalnym procesie zależnego powstawania. Może to zabrzmieć brutalnie, ale zewnętrzna rzeczywistość fizyczna nigdy nie posiadała w sobie piękna. Piękno nigdy nie istniało w zewnętrznej rzeczywistości fizycznej inaczej, niż tylko jako subiektywne, prywatne doświadczenie wewnątrz umysłu obserwatora, a każdy obserwator może postrzegać i postrzega rzeczywistość trochę inaczej (desygnuje te same puste bazy innymi etykietkami).





Buddha pragnął przekazać wszystkim istotom czującym to, że cała rzeczywistość jest pusta, czyli składa się z bytów będących jedynie pustymi "bazami desygnacji", które nie posiadają swojej własnej, samoistnej tożsamości. To umysł arbitralnie desygnuje wszystkie puste bazy desygnacji, z których składa się cała rzeczywistość, mentalnymi etykietkami, nadając im w ten sposób ich chwilowe tożsamości, jak "fajna muzyka", "hałas", "piękno" lub "zgięta łyżka". W ten sposób cała rzeczywistość "powstaje", w każdym momencie świadomości, zależnie od umysłu w procesie desygnacji (zależne pochodzenie).

Jedną z ważniejszych etykietek jest "cierpienie". "Cierpienie" to zaledwie mentalna etykietka, to negatywna tożsamość, która "powstaje" zależnie od negatywnych stanów umysłu w procesie desygnacji. Nasze negatywne stany umysłu są rezultatem naszej negatywnej karmy z przeszłości. Dlatego Buddha zaleca abyśmy dla własnego dobra powstrzymali się od tworzenia negatywnej karmy poprzez zaprzestanie kultywowania w naszym umyśle negatywnych intencji. Coś się stało (pusta baza desygnacji) i spontanicznie, autentycznie desygnujemy tę pustą bazę negatywną mentalną etykietką "cierpienie".

"Szczęście" to zaledwie mentalna etykietka, to pozytywna tożsamość, która "powstaje" zależnie od pozytywnych stanów umysłu w procesie desygnacji. Nasze pozytywne stany umysłu są rezultatem naszej pozytywnej karmy z przeszłości. Dlatego Buddha zaleca abyśmy tworzyli i gromadzili wyłącznie pozytywną karmę poprzez kultywowanie w naszym umyśle jedynie pozytywnych intencji, niezależnie od tego, co by się nie działo! Coś się stało (pusta baza desygnacji) i spontanicznie, autentycznie desygnujemy tę pustą bazę pozytywną mentalną etykietką "szczęście". Czasami, coś się stało i nie wiemy, czy mamy się śmiać, czy płakać? Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, czyli innymi słowy zmiana etykietki z negatywnej na pozytywną.

Samsara jest pusta, czyli nie posiada swojej własnej, samoistnej, niezależnej od umysłu tożsamości. Nirwana też jest pusta. Między samsarą i nirwaną nie istnieje zatem żadna zasadnicza bariera lub przepaść. Tak jak granice państw są umowne i istnieją jedynie na mapie, tak granica między samsarą i nirwaną istnieje jedynie w naszym umyśle. Buddha twierdzi, że gdy w procesie praktyki Dharmy całkowicie oczyścimy nasz umysł z negatywnych stanów oraz z negatywnej karmy i stworzymy dużo pozytywnej karmy oraz wzmocnimy w nim stany pozytywne, takie jak bezwarunkowe współczucie i bezwarunkowa miłość wobec wszystkich cierpiących istot, wtedy nasz umysł nie będzie miał już wyboru i niezależnie od tego, co by się nie działo, będzie po prostu zmuszony już na zawsze spontanicznie i autentycznie desygnować wszystkie puste bazy jedynie pozytywnymi etykietkami, takimi jak "szczęście", dobroć", "przyjemność", "rozkosz", "błogość", "młodość", "piękno", "sukces", "nieśmiertelność", "wieczność", "mądrość", "doskonałość", itp, itd. To właśnie, według Buddhy, jest istotą wyzwolenia z samsary. Wszyscy nasi wrogowie staną się naszymi prawdziwymi przyjaciółmi. Cokolwiek by się nam nie przydarzyło, doznamy z tego powodu prawdziwej, autentycznej rozkoszy. Na naszych oczach samsara zamieni się w nirwanę. Na zawsze. W naszym nowym, doskonałym wszechświecie już nigdy nie wydarzy się nic złego. Taki wszechświat w buddyzmie nazywany jest czystą krainą. Buddha już tam jest i czeka na nas. Ale Buddha szanuje naszą wolną wolę, więc ostateczna decyzja należy do nas.



Wyznawcy doktryny materializmu naukowego zachowują się obecnie jak teologowie średniowiecznego Watykanu, za wszelką cenę broniąc swoich absurdalnych dogmatów, głoszących, że czas i przestrzeń są obiektywnymi, fizycznymi, materialnymi rzeczami, takimi samymi jak powietrze czy woda [3]. Według doktryny materializmu naukowego, świadomość, umysł, to złudzenie, to jedynie "efekt uboczny" elektrochemicznej aktywności mózgu, a człowiek, to jedynie ciało, a wolna wola człowieka z punktu widzenia klasycznego determinizmu, to też jedynie złudzenie, zatem wszelki opór z naszej strony jest tak naprawdę pozorny i skazany na niepowodzenie. Najlepiej dla nas będzie, gdy bezwolnie poddamy się woli autorytetów, ekspertów i elity, którym bardzo zależy na tym, aby ugruntować w nas przekonanie, że nie posiadamy wolnej woli. To nie jest już naukowy paradygmat — to raczej paradogmat.

Najważniejsze z punktu widzenia fizyki oraz z punktu widzenia doktryny materializmu naukowego jest to, że teoria względności wydaje się dostarczać ostatecznego dowodu na to, że czas i przestrzeń są rzeczami, i to rzeczami, które można fizycznie odkształcać. To bardzo ważne. To, czy czas i przestrzeń są rzeczami, czy nie, nigdy nie było oczywiste, ani w naukach empirycznych, ani w filozofii. Czas i przestrzeń są najbardziej fundamentalnymi aspektami rzeczywistości. Fizyka zajmuje się tym, co fizyczne, rzeczywiste, mierzalne, materialne. Co by się stało, gdyby okazało się, że fundament fizycznej rzeczywistości – czas i przestrzeń – są empirycznie niemierzalne, nie fizyczne i subiektywne? Był by to koniec fizyki, jaką znamy do tej pory w kontekście doktryny naukowego materializmu. Był by to początek nowej fizyki, nowej ery, ery nowego paradygmatu nauki. Była by to rewolucja nieporównanie większa od kopernikańskiej!

Obie teorie względności Einsteina, a szczególnie jego koncepcja czasoprzestrzeni, opierają się właśnie na założeniu, że czas i przestrzeń są rzeczami. Jeżeli czas i przestrzeń nie są rzeczami, to jasno z tego wynika, że obie teorie względności Einsteina nie opisują fizycznej rzeczywistości taką, jaka ona rzeczywiście naprawdę jest, tak, jak model geocentryczny Ptolemeusza, który zakładał, że to Słońce krąży dookoła Ziemi.

Aby doktryna naukowego materializmu mogła dalej bezpiecznie pozostawać u władzy, musi zachować niekwestionowaną wiarygodność. Tę wiarygodność doktryny mogą gwarantować jedynie odpowiednio wiarygodne podstawy samej rzeczywistości materialnej, na których musi się ona silnie oprzeć, aby móc ją reprezentować, czyli materialny czas i materialna przestrzeń, które powinny ostatecznie okazać się "rzeczami", tak, jak prawie cała reszta materialnej rzeczywistości. W ten sposób ta solidna doktryna opiera się na solidnych podstawach i nic nie jest w stanie zagrozić jej panowaniu. Gdyby publicznie przyznano, że czas, przestrzeń i czasoprzestrzeń nie są rzeczami, nie są fizyczne i nie są empirycznie mierzalne lub wykrywalne, gdyby publicznie przyznano, że status ontologiczny czasoprzestrzeni jest taki, iż jest ona jedynie wygodnym sposobem abstrakcyjnego, matematycznego opisu relacji zachodzących pomiędzy fizycznymi obiektami, to wtedy okazałoby się, że król jest nagi, że fundamenty dotryny obiektywnego materializmu naukowego są nie tylko niematerialne, ale subiektywne. Trudno to sobie wyobrazić, aby publicznie to przyznano w niedalekiej przyszłości. Doktryna materializmu naukowego okazałby się wtedy pozbawiona oczekiwanych podstaw, okazałaby się jedynie wygodnym sposobem abstrakcyjnego opisu relacji zachodzących pomiędzy subiektywnymi obiektami w sposób podobny do tego, jak sugerowali to już filozofowie prądu idealizmu. Bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę zaufany przyjaciel Einsteina, Kurt Godel, o czym napisał w swoim eseju, „Uwaga na temat związku między teorią względności i filozofią idealizmu. Tak się składa, że prądy filozofii idealizmu pojawiły się niezależnie od siebie, zarówno na Dalekim Wschodzie (np.: buddyjska filozofia Yogaczara/Cittamatra), jak i na Zachodzie (m.in. Berkeley, Kant, Schopenhauer, Heidegger). Zachód broni się przed Wschodem, doktryna naukowego materializmu broni się przed filozofią idealizmu, a katolicyzm broni się przed hinduizmem, buddyzmem i szamanizmem.

Nauka woli kierować swoją uwagę gdzie indziej, podkeślając, że zjawiska natury subiektywnej, jakkolwiek by nie były osobliwe, nie należą do jej dominium. To niepowetowana strata, gdyż doświadczenie subiektywne jest jedynym, które tak naprawdę posiadamy. Tak czy inaczej, spora część tego olbrzymiego świata, dostępnego nam w doświadczeniu subiektywnym, jest obecnie zajmowana przez fizykę. Nowa fizyka w sposób nieuchronny wikła subiektywnego obserwatora w postrzegane przez niego zjawiska. O ironio, mamy tu do czynienia z powrotem do światopoglądu szamańskiego. Być może, prawdziwym dziedzictwem intelektualnym fizyki kwantowej jest dowartościowanie i wyraźne wzmocnienie subiektywności.” — trafnie zauważa Terence McKenna w swojej książce „Pokarm Bogów. Radykalna historia roślin, narkotyków i ewolucji człowieka”.

„Nasza podświadomość może mieć silniejszą moc, niż nam się wydaje. To, o czym myślimy, jak postrzegamy świat, wpływa na nasze ciało i ogólne samopoczucie. I nie jest to bynajmniej stwierdzenie godne wróżki czy badacza zjawisk paranormalnych, a naukowa teza ukazująca wpływ umysłu na ciało. Ciało i umysł człowieka są bowiem ze sobą ściśle powiązane, czy w to wierzymy, czy nie, a „Biologia Przekonań” pomaga nam zrozumieć te zależności w naukowy, aczkolwiek bardzo przystępny i rzeczowy sposób. Ta książka zmieni na zawsze to, co myślisz o swoich myślach i umyśle. Nowe, zdumiewające odkrycia ukazują, iż twoje myśli wpływają na wszystkie komórki twojego ciała. Autor — uznany cytolog — opisuje te precyzyjne molekularne mechanizmy, dzięki którym to się dokonuje. Używając prostego języka, ilustracji, dowcipu oraz przykładów z dnia codziennego pokazuje jak nowa nauka — epigenetyka — rewolucjonizuje nasze zrozumienie związków pomiędzy ciałem i umysłem, a także bardzo istotnych jej konsekwencji dla życia naszego i globalnej zbiorowości ludzkiej. „Biologia przekonań jest przełomową pracą w dziedzinie nowej biologii. Bruce Lipton był profesorem szkoły medycznej na Uniwersytecie Wisconsin i uczonym prowadzącym prace badawcze na Uniwesytecie Stanforda. Jego eksperymenty z błoną komórkową, a także innych wiodących badaczy, szczegółowo zbadały mechanizmy, poprzez które komórki przyjmują i przetwarzają informację. Wykazują one, że geny i DNA nie kontrolują naszego życia biologicznego — to sygnały ze środowiska (z zewnątrz) komórki kontrolują DNA, włączając w to energetyczne sygnały pochądzące z naszych pozytywnych i negatywnych myśli. Ta niosąca głęboką nadzieję synteza najnowszych i najlepszych badań w dziedzinach cytologii i fizyki kwantowej została uznana jako główny przełom uświadamiający nam, że nasze ciała mogą się zmieniać wraz z przekształcaniem naszych myśli, co ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego.”



Subiektywność świadomego ludzkiego doświadczenia jest ściśle związana z procesem i mechanizmami percepcji. Rozwiązanie problemów związanych ze zrozumieniem mechanizmów funkcjonowania rzeczywistości będzie możliwe jedynie po przyjęciu nowego paradygmatu w nauce, na podstawie którego rozwiązany zostanie filozoficzny problem percepcji. Staje się jasne, że wymagać to będzie uzupełnienia dziedziny fizyki o fizykę świadomości oraz o przyjęcie nowej perspektywy, gdzie świadomość będzie pełniła rolę czynnika pierwszorzędnego, ważniejszego i o bardziej fundamentalnym znaczeniu, niż materia. Fizyka kwantowa, to pierwszy krok we właściwym kierunku, lecz na pewno nie ostatni. Długa droga przed nami. Innymi słowy, w skrócie, to nasz materialny Wszechświat jest pochodną ewolucji świadomości, a nie odwrotnie! Może okazać się to zaskakujące, ale podobnego zdania było kilku ojców fizyki kwantowej, m.in. Erwin Schrödinger. Schrödinger był biologiem teoretycznym oraz fizykiem i wspólnie z Paulem Dirac'kiem laureatem Nagrody Nobla z fizyki w 1933. Był przekonany, że:

„Świadomość, to jest to, przez co ten świat po raz pierwszy manifestuje się, przez co rzeczywiście, możemy całkiem spokojnie to powiedzieć, po raz pierwszy staje się obecny. Świat składa się z elementów świadomości.”

To, że coś możemy zaobserwować, nie oznacza jeszcze, że to coś istnieje dokładnie w taki sposób, w jaki to obserwujemy. Przykład? Kolory. Wbrew pozorom, kolory nie istnieją w rzeczywistości zewnętrznej. Rzeczywistość fizyczna ostatecznie nie jest kolorowa! Nasze doświadczenie koloru jest subiektywne i wewnętrzne. Kolor, to totalne złudzenie powstające w wyniku naszej wewnętrznej "interpretacji" częstotliwości fal elektromagnetycznych docierających do narządów zmysłu wzroku. Trudno sobie wyobrazić, dlaczego dana częstotliwość miała by być akurat w takim, a nie innym kolorze. Tak naprawdę, to my sami "kolorujemy" otaczającą nas rzeczywistość w zupełnie arbitralny sposób, ponieważ np. roślinność nie jest tak na prawdę "zielona" sama z siebie – tak widzą ją jedynie ludzie. Nie jest to całkowicie pewne, w jakich kolorach postrzegają rzeczywistość owady czy gady – ich narządy wzroku oraz "interpretujące" częstotliwość mózgi znacznie różnią się od mózgu człowieka. Zatem założenie, że inne organizmy żywe widzą te same "kolory", co my, jest nie do końca zasadne. Według biologów, psy nie są w stanie widzieć kolorów, a widzą jedynie w odcieniach szarości.

Fizyczny mechanizm "uzewnętrzniania" naszego wewnętrznego, subiektywnego doświadczenia koloru, nie jest do końca zrozumiany przez naukę. Zostanie on w pełni zrozumiany tylko wtedy, gdy zostanie ostatecznie rozwiązany w filozofii problem percepcji. A nie wydaje się, aby mógł on zostać rozwiązany przy obecnie obowiązującym w nauce, starym paradygmacie materializmu naukowego. Wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy z istnienia filozoficznego problemu percepcji, a wiele osób odnosi tylko wrażenie, że został on już rozwiązany. Faktycznie, istnieje wiele propozycji jego rozwiązania, ale żadna z nich nie jest ostatecznie satysfakcjonująca. Każdy więc może znaleźć coś dla siebie, jeżeli nie może znieść myśli, że nie wiadomo do końca, jak naprawdę jest. Niemniej, sama filozofia nie ogłosiła jeszcze znalezienia jego ostatecznego rozwiązania.

Niektóre organizmy żywe potrafią widzieć w podczerwieni lub w nadfiolecie. Cokolwiek wydają się one widzieć, nie istnieje to w rzeczywistości zewnętrznej, w taki sposób, w jaki one to widzą. Zatem, co naprawdę widzimy i w jaki sposób? Aby znaleźć ostateczną odpowiedź na to najważniejsze ze wszystkich pytanie, należy rozwiązać filozoficzny problem percepcji. Jeżeli potrafimy "uzewnętrznić" nasze wewnętrzne, subiektywne doświadczenie koloru i postrzegać je potem bezpośrednio już na zewnątrz naszego mózgu, to być może potrafimy również "uzewnętrzniać" nasze wewnętrzne, subiektywne doświadczenie czasu? Jeżeli w ogóle potrafimy "uzewnętrzniać" nasze wewnętrzne, subiektywne doświadczenia i postrzegać je potem bezpośrednio już na zewnątrz nas, to być może dotyczy to również naszego bezpośredniego doświadczania i postrzegania przestrzeni?

Świat, który postrzegamy na zewnątrz, wydaje się nam być kolorowy. Jednak jest to jedynie nasze subiektywne doświadczenie, gdyż rzeczywistość nie jest tak naprawdę kolorowa sama z siebie. Kolor, to jedynie atrybut rzeczywistości, jaki arbitralnie przypisuje jej nasz umysł, a nie właściwość samej rzeczywistości. A czy rzeczywistość jest fizyczna, materialna? Czy "materialność" rzeczywistości to jej właściwość, czy może tylko jej atrybut, jaki arbitralnie przypisuje jej nasz umysł w procesie percepcji? A może "materialność" rzeczywistości to jedynie nasze subiektywne doświadczenie, takie jak kolor lub piękno? A co by było, gdyby okazało się, że świat fundamentalnie składa się jednak z elementów świadomości, tak jak postuluje to Erwin Schrödinger oraz myśliciele prądu filozofii idealizmu, który to pojawił się niezależnie zarówno na Dalekim Wschodzie, jak i na Zachodzie?

Zatem wyobraźmy sobie Wszechświat, jako "uzewnętrznienie" pochodzące z wnętrza naszego umysłu. Oczywiście, nie był by to już wszechświat zasadniczo materialny, ale wszechświat zasadniczo o naturze świadomości, o naturze snu, który w naszym doświadczeniu sprawiałby na nas tylko wrażenie bycia "materialnym", podobnie, jak nasze sny sprawiają na nas wrażenie bycia rzeczywistymi doświadczeniami, podczas gdy je śnimy. W takim Wszechświecie w dalszym ciągu obowiązywałyby prawa natury, jednak prawa te, jak wszystko inne, wywodząc się zasadniczo z umysłu, nie byłyby absolutne i ostateczne, a więc umysł mógł by je również modyfikować. To pozwoliłoby, na przykład, na lokalne zawieszenie prawa powszechnego ciążenia – lewitację – oraz inne "cuda" i zjawiska paranormalne, które obecnie są tabu i mimo, że są coraz częściej obserwowane, to pozostają jednak dogmatycznie wykluczone z dziedziny badań naukowych. Z punktu widzenia obecnie miłościwie nam panującego materializmu naukowego, trudno sobie wyobrazić bardziej absurdalną i odrażającą wizję świata, niż właśnie ta.


Jego Świątobliwość Dalaj Lama w swojej książce „Kim naprawdę jesteś. Droga do samopoznania” napisał:

„Bez wglądu w to, jak istniejesz i jak istnieją wszystkie rzeczy, nie zdołasz rozpoznać przeszkód na drodze do wyzwolenia z cierpienia w cyklicznej egzystencji [samsarze], ani ich usunąć, ani, co jeszcze ważniejsze, usunąć barier, które nie pozwalają ci pomagać innym. Bez wglądu [w ostateczną naturę rzeczywistości] nie będziesz umiał zaradzić żadnemu problemowi u jego źródła ani usunąć [karmicznych] nasion, z których może on rozwinąć się ponownie w przyszłości. Aby przezwyciężyć fałszywe przekonanie, że rzeczy i ludzie istnieją samoistnie, niezależnie od świadomości, konieczna jest obserwacja własnego umysłu, dzięki której można odkryć, w jaki sposób powstaje to złudzenie oraz jak niewiedza przyczynia się do powstawania innych destrukcyjnych emocji. Ponieważ pożądanie, nienawiść, duma, zazdrość i gniew powstają z podkreślania takich cech, jak piękno i brzydota, konieczne jest zrozumienie, w jaki sposób ludzie i rzeczy istnieją w rzeczywistości, bez wyolbrzymiających iluzji. Jedyna droga prowadząca do tego zrozumienia to droga wewnętrzna. Musisz porzucić iluzoryczne przekonania, które przesłaniają ci prawdę o tym, w jaki sposób rzeczy istnieją; pożądania i nienawiści nie da się usunąć z zewnątrz. Jeżeli skaleczysz się cierniem, możesz usunąć go na zawsze za pomocą igły, jednak aby pozbyć się wewnętrznej postawy, musisz jasno dostrzec fałszywe przeświadczenia, na których jest oparta. W tym celu musisz użyć rozumu, by zbadać prawdziwą naturę zjawisk [poprzez analizę ostateczną], a następnie [medytacyjnie] skupić się na osiągniętym zrozumieniu. Jest to ścieżka prowadząca do wyzwolenia i wszechwiedzy. Jak mówi wielki mistrz mahajany, Dharmakirti:

Bez porzucenia wiary w przedmiot uciążliwej emocji
Nie można się od niej uwolnić.
Wyzwolenie od pożądania, nienawiści itp.,
Związanych z błędnym postrzeganiem zalet i wad,
Następuje poprzez to, że ich nie widzimy w przedmiotach,
Nie zaś dzięki zewnętrznym działaniom.

Kiedy dostrzeżesz, że wszystkie dokuczliwe emocje – a w istocie wszystkie problemy – wynikają z tego zasadniczego błędu w postrzeganiu, zapragniesz uwolnić się od niewiedzy. Aby to osiągnąć, musisz rozmyślać nad wnioskowaniem [poprzez analizę ostateczną], które dowodzi, że przesłaniające percepcję przekonanie o samoistnej egzystencji jest całkowicie pozbawione podstaw, a następnie poprzez medytację skupić się na pustce wrodzonej egzystencji.”


Czy nasza rzeczywistość jest fundamentalnie zewnętrzna wobec nas, materialna, fizyczna i obiektywna, istnieje inherentnie, samoistnie i niezależnie od świadomości obserwatora, tak jak twierdzą materialiści naukowi i zachodni fizycy, czy może jest ona raczej fundamentalnie niefizyczna, niematerialna i subiektywna, zależna od świadomości obserwatora, i ma naturę podobną do marzeń sennych, jak twierdzą Buddha i Nagardziuna?

Ponieważ te dwie możliwości nawzajem się wykluczają, ostateczna prawda może leżeć tylko po jednej stronie. Warto jej poszukać. Buddha ją znalazł, ale nie prosi nas, abyśmy uwierzyli mu na słowo honoru. Zaprasza nas do tego, abyśmy odkryli ją na nowo, sami dla siebie i wtedy zainspirowali innych do podjęcia tych poszukiwań. Buddha jest Wielkim Ryzykantem, gdyż uważa, że lepiej będzie, gdyby nawet nie udało się nam samodzielnie odkryć tej prawdy, niż gdybyśmy mieli przyjąć ją od niego na wiarę. To świadczy o jego prawdziwej wielkości i za to cenię go najbardziej.


mnich buddyjski Zbigniew Modrzejewski (getsul Lhundrub Dzinpa)

14 stycznia 2014.
Uzupełniono w lutym 2015.




PRZYPISY


  1. Lee Smolin, "The case for background independence": „I would now like to broaden the discussion by asking: Does the relational view have implications broader than the nature of space and time? I will argue that it does. A starting point for explaining why is to begin with a discussion of reductionism. [...] But there is a built in limit to reductionism. If the properties of a complex system can be understood in terms of their parts, then we can keep going and understanding the parts in terms of their parts, and so on. We can keep looking at parts of parts until we reach particles that we believe are elementary, which means they cannot be further divided into parts. These still have properties, for example, we believe that the elementary particles have masses, positions, momenta, spin, and charges. [...] When we reach this point we have to ask what methodology we can follow to explain the properties of the elementary particles? As they have no parts, reductionism will not help us. At this point we need a new methodology. [...] How we are to explain the properties of the elementary particles? In a relational theory, as I explained earlier, the properties of the elementary entities can have only to do with relations they have to other elementary entities.”


  2. Świadomość i jej natura jest centralnym i kluczowym elementem nierozwiązanego do tej pory w zachodniej filozofii Problemu Percepcji. Z okazji siedemdziesiątych urodzin Einsteina, w serii Żyjący Filozofowie, wydano zbiór esejów Albert Einstein: Philosopher-Scientist pod redakcją Paula Arthura Schilppa, napisanych przez 25 naukowców, a dotyczących różnych aspektów jego naukowego dorobku. Esej ósmy, Einsteina Koncepcja Rzeczywistości, którego autorem był Henry Margenau, profesor Fizyki Uniwersytetu Yale, zawiera następujący fragment:

    „It is perfectly clear that Albert Einstein, in common with practically all scientists, assumes the existence of the external world, an objective world, i.e., one that is largely independent of the human observer. To quote Einstein from his "Clerk Maxwell's Influence on the Evolution of the Idea of Physical Reality":

    The belief in an external world independent of the perceiving subject is the basis of all natural science. Since, however, sense perception only gives information of this external world or of 'physical reality' indirectly, we can only grasp the latter by speculative means. It follows from this that our notions of physical reality can never be final. We must always be ready to change these notions — that is to say, the axiomatic structure of physics — in order to do justice to perceived facts in the most logically perfect way.

    On the one hand one has here as identification of physical reality with the external world, on the other an insistence upon the difference between an essence of reality and what it appears to be. Indeed there is implied a three-fold distinction between an external world, the observer's perception of that external world, and our notions of it; for as we have seen before, the axiomatic structure of physics is not abstracted from sensory experience. To some of the interesting questions, which arise at this point, answers seem to be lacking. Having been reared in the Kantian tradition, Einstein conceivably espouses a 'Ding an sich', ['thing per se'] which is intrinsically unknowable. More likely, however, he would hold any characterization of reality in terms other than those provided by science as irrelevant and regard the question as to the metaphysical attributes of reality as unimportant. Under those conditions, what is meant by the assertion that there is an external world independent of the perceiving subject becomes problematical. Like most scientists, Einstein leaves unanswered the basic metaphysical problem underlying all science, the meaning of externality. There may be perceived a curious trace of rationalism in the passage last quoted. Sense perception, we are told, gives information about physical reality in a manner called indirect. This innocent word, of course, hides a multitude of epistemological problems upon which the scientist does not care to express himself. ”

    Powyższy fragment ujawnia wstydliwą tajemnicę fizyki, a nawet całej zachodniej nauki, a mianowicie to, że Einstein, fizyka i cała nowoczesna Nauka nie mają jasnego i jednoznacznie określonego stanowiska w sprawie Problemu Percepcji, problemu o fundamentalnym znaczeniu, którego wagę dla zachodniej nauki trudno jest przecenić.

    Profesor William Byers w swojej książce The Blind Spot napisał na temat naszego odczucia dotyczącego pojęcia "zewnętrzności": „It is certainly conceivable that the clarity we perceive in the world is something we bring to the world, not something that is there independent of us. The clarity of the natural world is a metaphysical belief that we unconsciously impose on the situation. We consider it to be obvious that the natural world is something exterior of us and independent of our thoughts and sense impressions; we believe in a mind-independent reality. Paradoxically, we do not recognize that the belief in a mind-independent reality is itself mind-dependent. Logically, we cannot work our way free of the bubble we live in, which consists of all of our sense impression and thoughts. The pristine world of clarity, the natural [external] world independent of the observer, is merely a hypothesis that cannot, in principle, ever be verified. To say that the natural world is ambiguous is to highlight this assumption. It is to emphasize that the feeling that there is a natural world 'out there' that is the same for all people at all times, is an assumption that is not self-evident. This is not to embrace a kind of solipsism and to deny the reality of the world. It is to emphasize that the natural [external] world is intimately intertwined with the world of the mind.”


  3. Prof. dr hab. Andrzej Staruszkiewicz (Instytyt Fizyki UJ), napisał do Zbigniewa Modrzejewskiego:
    „(28 sierpnia 2012) Panie Modrzejewski, Pan jest najwyrazniej przywiazany do relacyjnej teorii czasu i przestrzeni, ktora sformulowal Leibniz. Jednak wspolczesne obserwacje, np. obserwacje emisji promieniowania grawitacyjnego podwojnego pulsara, za ktore Hulse i Taylor dostali Nagrode Nobla, pokazuja, ze czas i przestrzen sa rzeczami, takimi samymi jak powietrze czy woda. GDYBY Pan mial pecha znalezc sie w polu silnej fali grawitacyjnej, czego oczywiscie Panu nie zycze, to poczul by Pan na wlasnej skorze realnosc czasu i przestrzeni. Lacze pozdrowienia, Andrzej Staruszkiewicz”.


  4. MAXWELL'S INFLUENCE ON THE EVOLUTION OF THE IDEA OF PHYSICAL REALITY

    by Albert Einstein

    On the one hundredth anniversary of Maxwell's birth.
    Published 1931 in James Clerk Maxwell: A Commemoration Volume,
    Cambridge University Press.

    The belief in an external world independent of the perceiving subject is the basis of all natural science. Since, however, sense perception only gives information of this external world or of "physical reality" indirectly, we can only grasp the latter by speculative means. It follows from this that our notions of physical reality can never be final. We must always be ready to change these notions-that is to say, the axiomatic basis of physics-in order to do justice to perceived facts in the most perfect way logically. Actually a glance at the development of physics shows that it has undergone far-reaching changes in the course of time.

    The greatest change in the axiomatic basis of physics-in other words, of our conception of the structure of reality-since Newton laid the foundation of theoretical physics was brought about by Faraday's and Maxwell's work on electromagnetic phenomena. We will try in what follows to make this clearer, keeping both earlier and later developments in sight. According to Newton's system, physical reality is characterized by the concepts of space, time, material point, and force (reciprocal action of material points). Physical events, in Newton's view, are to be regarded as the motions, governed by fixed laws, of material points in space. The material point is our only mode of representing reality when dealing with changes taking place in it, the solitary representative of the real, in so far as the real is capable of change. Perceptible bodies are obviously responsible for the concept of the material point; people conceived it as an analogue of mobile bodies, stripping these of the characteristics of extension, form, orientation in space, and all "inward" qualities, leaving only inertia and translation and adding the concept of force. The material bodies, which had led psychologically to our formation of the concept of the "material point," had now themselves to be regarded as systems of material points. It should be noted that this theoretical scheme is in essence an atomistic and mechanistic one. All happenings were to be interpreted purely mechanically-that is to say, simply as motions of material points according to Newton's law of motion.

    The most unsatisfactory side of this system (apart from the difficulties involved in the concept of "absolute space" which have been raised once more quite recently) lay in its description of light, which Newton also conceived, in accordance with his system, as composed of material points. Even at that time the question, What in that case becomes of the material points of which light is composed, when the light is absorbed?, was already a burning one. Moreover, it is unsatisfactory in any case to introduce into the discussion material points of quite a different sort, which had to be postulated for the purpose of representing ponderable matter and light respectively. Later on, electrical corpuscles were added to these, making a third kind,' again with completely different characteristics. It was, further, a fundamental weakness that the forces of reciprocal action, by which events are determined, had to be assumed hypothetically in a perfectly arbitrary way. Yet this conception of the real accomplished much: how came it that people felt themselves' impelled to forsake it?

    In order to put his system into mathematical form at all, Newton had to devise the concept of differential quotients and propound the laws of motion in the form of total differential equations-perhaps the greatest advance in thought that a single individual was ever privileged to make. Partial differential equations were not necessary for this purpose, nor did Newton make any systematic use of them; but they were necessary for the formulation of the mechanics of deformable bodies; this is connected with the fact that in these problems the question of how bodies are supposed to be constructed out of material points was of no importance to begin with.

    Thus the partial differential equation entered theoretical physics as a handmaid, but has gradually become mistress. This began in the nineteenth century when the wave-theory of light established itself under the pressure of observed fact. Light in empty space was explained as a matter of vibrations of the ether, and it seemed idle at that stage, of course, to look upon the latter as a conglomeration of material points. Here for the first time the partial differential equation appeared as the natural expression of the primary realities of physics. In a particular department of theoretical physics the continuous field thus appeared side by side with the material point as the representative of physical reality. This dualism remains even today, disturbing as it must be to every orderly mind.

    If the idea of physical reality had ceased to be purely atomic, it still remained for the time being purely mechanistic; people still tried to explain all events as the motion of inert masses; indeed no other way of looking at things seemed conceivable. Then came the great change, which will be associated for all time with the names of Faraday, Maxwell, and Hertz. The lion's share in this revolution fell to Maxwell. He showed that the whole of what was then known about light and electromagnetic phenomena was expressed in his well-known double system of differential equations, in which the electric and the magnetic fields appear as the dependent variables. Maxwell did, indeed, try to explain, or justify, these equations by the intellectual construction of a mechanical model.

    But he made use of several such constructions at the same time and took none of them really seriously, so that the equations alone appeared as the essential thing and the field strengths as the ultimate entities, not to be reduced to anything else. By the turn of the century the conception of the electromagnetic field as an ultimate entity had been generally accepted and serious thinkers had abandoned the belief in the justification, or the possibility, of a mechanical explanation of Maxwell's equations. Before long they were, on the contrary, actually trying to explain material points and their inertia on field theory lines with the help of Maxwell's theory, an attempt which did not, however, meet with complete success.

    Neglecting the important individual results which Maxwell's life- work produced in important departments of physics, and concentrating on the changes wrought by him in our conception of the nature of physical reality, we may say this: before Maxwell people conceived of physical reality-in so far as it is supposed to represent events in nature-as material points, whose changes consist exclusively of motions, which are subject to total differential equations. After Maxwell they conceived physical reality as represented by continuous fields, not mechanically explicable, which are subject to partial differential equations. This change in the conception of reality is the most profound and fruitful one that has come to physics since Newton; but it has at the same time to be admitted that the program has by no means been completely carried out yet. The successful systems of physics which have been evolved since rather represent compromises between these two schemes, which for that very reason bear a provisional, logically incomplete character, although they may have achieved great advances in certain particulars.

    The first of these that calls for mention is Lorentz's theory of electrons, in which the field and the electrical corpuscles appear side by side as elements of equal value for the comprehension of reality. Next come the special and general theories of relativity which, though based entirely on ideas connected with the field theory, have so far been unable to avoid the independent introduction of material points and total differential equations.

    The last and most successful creation of theoretical physics, namely quantum-mechanics, differs fundamentally from both the schemes which we will for the sake of brevity call the Newtonian and the Maxwellian. For the quantities which figure in its laws make no claim to describe physical reality itself, but only the probabilities of the occurrence of a physical reality that we have in view. Dirac, to whom, in my opinion, we owe the most perfect exposition, logically, of this theory, rightly points out that it would probably be difficult, for example, to give a theoretical description of a photon such as would give enough information to enable one to decide whether it will pass a polarizer placed (obliquely) in its way or not.

    I am still inclined to the view that physicists will not in the long run content themselves with that sort of indirect description of the real, even if the theory can eventually be adapted to the postulate of general relativity in a satisfactory manner. We shall then, I feel sure, have to return to the attempt to carry out the program which may be described properly as the Maxwellian-namely, the description of physical reality in terms of fields which satisfy partial differential equations without singularities.




mnich buddyjski Zbigniew Modrzejewski www.zbigniew-modrzejewski.webs.com



Free counter and web stats