Osiem strof o ćwiczeniu umysłu

J.Ś. Tenzin Gjatso, XIV Dalaj Lama Tybetu


Jestem bardzo szczęśliwy, odwiedzając jeden z najstarszych ośrodków buddyzmu tybetańskiego w Ameryce. Chciałbym gorąco pozdrowić wszystkich obecnych, szczególnie amerykańskich Kałmuków, którzy w porównaniu z nami, Tybetańczykami, są już dłużej na uchodźstwie. Przez wiele wieków Mongołów i Tybetańczyków łączyła silna więź, dzięki której z buddyzmu tybetańskiego wyłonił się buddyzm mongolski. Po dziś dzień Mongołowie studiują nauki buddyjskie, a także modlą się głównie w języku tybetańskim. Moje własne imię "Dalaj" nadane zostało przez mongolskiego wodza. Tym samym Dalajlama ma szczególny związek z Mongołami.

W jasnym świetle słońca w tym pięknym parku zgromadziło się wiele osób, które mówią różnymi językami, noszą różne ubrania, a być może są wyznawcami różnych religii. Jednak wszystkich nas łączy to, że jesteśmy ludźmi. Wszyscy mamy wrodzone poczucie własnego "ja", wszyscy pragniemy szczęścia i nie chcemy cierpieć. Zarówno ci, którzy robią zdjęcia, jak i mnisi siedzący przede mną, wszyscy, którzy stoją i siedzą, żywią tę myśl: "Obym był szczęśliwy i uniknął cierpienia". Ta myśl towarzyszy nam przez całe życie.

Co więcej, wszyscy mamy takie same prawo dążyć do szczęścia i unikać cierpienia. Realizacji tego celu służy wiele metod, a każdy z nas ma własne przekonanie co do tego, która z nich jest najlepsza i każdy prowadzi swoje życie zgodnie z tym przekonaniem. Kiedy próbujemy określić naturę szczęścia, którego szukamy, i cierpienia, które próbujemy uniknąć, stwierdzamy, że oba mają wiele form; jednak, ujmując rzecz krótko, są one dwojakiego rodzaju: przyjemność i cierpienie fizyczne oraz przyjemność i cierpienie mentalne. Postęp materialny służy osiągnięciu szczęścia i usunięciu cierpienia, które związane są z ciałem. Ale za pomocą tych zewnętrznych środków trudno jest usunąć całe cierpienie i osiągnąć pełne zadowolenie. Dlatego istnieje wielka różnica między szukaniem szczęścia poprzez próbę zmiany otoczenia a szukaniem go poprzez własny wewnętrzny rozwój duchowy. Co więcej, nawet jeśli podstawowe cierpienie jest to samo, nasze nastawienie do niego ma wielki wpływ na to, jak go doświadczamy i jak wielki wewnętrzny niepokój ono tworzy. A więc nasze umysłowe nastawienie ma ogromny wpływ na nasze życie.

Wiele religii podaje zasady i porady służące uzyskaniu właściwego nastawienia umysłowego, a wszystkie bez wyjątku dążą do tego, by umysł stał się spokojniejszy, bardziej zdyscyplinowany, moralny i etyczny. W tym sensie, mimo wielu filozoficznych różnic, wszystkie religie w istocie są takie same. Gdybyśmy skupili się tylko na różnicach filozoficznych, sporom nie byłoby końca, ale to przysporzyłoby nam jedynie zbędnego wysiłku. Znacznie więcej pożytku i sensu ma próba zastosowania w codziennym życiu zasad dobrego postępowania, które głoszone są przez wszystkie religie.

W pewnym sensie człowiek praktykujący jest żołnierzem toczącym walkę. Z kim walczy? Z wrogami wewnętrznymi. Niewiedza, gniew, przywiązanie i duma to nasi ostateczni wrogowie ostateczni znajdujący się nie na zewnątrz, lecz wewnątrz nas i którzy muszą być pokonani bronią mądrości i koncentracji. Mądrość to kula, amunicja; koncentracja - cichy, stabilny umysł - to broń, z której wystrzeliwana jest kula. Kiedy walczymy z wrogiem zewnętrznym, powstają rany i cierpienie; tak samo walka wewnętrzna rodzi wewnętrzny ból i udrękę. Tak więc religia jest sprawą wewnętrzną, a religijne zasady związane są z wewnętrznym rozwojem.

Patrząc na to z innego punktu widzenia: współczesna nauka i technika rozwinięta mocą ludzkiej myśli pozwala nam na coraz pełniejsze poznawanie przestrzeni zewnętrznej; jednak wciąż istnieje wiele kwestii związanych z naturą umysłu, które należy zbadać i przemyśleć - czy ona powstała z jakiejś przyczyny, a jeśli tak, to jaka jest jej podstawowa przyczyna, jakie są jej warunki wspierające, jakie powoduje ona skutki itd. Rozwijaniu umysłu służy wiele zasad, a najważniejszymi wśród nich są miłość i współczucie. Doktryna buddyjska podaje wiele precyzyjnie opracowanych i bardzo skutecznych technik umożliwiających rozwijanie miłości i współczucia. Pozytywne nastawienie, szczerość, gorące uczucie są najważniejsze. Dzięki pozytywnemu nastawieniu sam będziesz czuł się dobrze, szczęśliwa będzie również twoja rodzina, twój partner, dzieci, rodzice, sąsiedzi itd. Brak pozytywnego nastawienia przynosi przeciwny skutek. Właśnie z tej przyczyny ludzie każdej narodowości żyjący na wszystkich kontynentach są nieszczęśliwi. Dlatego najważniejszymi rzeczami w społeczeństwie są przyjazne nastawienie i dobroć. Stanowią one bardzo cenny i ważny element naszego życia. Opłaca się podjąć wysiłek służący rozwinięciu życzliwego nastawienia.

Z jakiego punktu widzenia byśmy nie patrzyli, wszyscy pragniemy szczęścia i nie chcemy cierpienia. Jednak każdy z nas jest tylko pojedynczym człowiekiem, podczas gdy innych jest nieskończona ilość. Zatem, biorąc pod uwagę wielką różnicę między ilością zadowolenia płynącego z naszego osobistego szczęścia, a ilością zadowolenia płynącego ze szczęścia nieskończonej ilości ludzi, widzimy, że inni są ważniejsi od nas. Jeśli ja, jedna osoba, nie mogę znieść cierpienia, jak może je znieść jakakolwiek czująca istota? Dlatego dobrze jest służyć pomyślności innych, natomiast błędem jest wykorzystywanie innych do własnych celów.

Jeśli zdolności ciała, mowy i umysłu chcemy wykorzystać dla pożytku innych, musimy obudzić altruistyczne pragnienie usunięcia cierpienia innych i zapewnienia im szczęścia. Niezależnie od tego, czy ktoś jest człowiekiem religijnym, czy nie, czy jest przekonany o istnieniu przeszłych i przyszłych żywotów, czy nie, każdy uznaje wartość współczucia. Od chwili narodzin otoczeni jesteśmy troską i dobrocią rodziców. Również później, kiedy dokucza nam cierpienie starzenia się, jesteśmy w ogromnym stopniu zależni od dobroci i współczucia innych. Ponieważ na początku i u kresu życia zależymy od dobroci innych ludzi, najwłaściwiej byłoby pomiędzy tymi dwoma okresami rozwijać poczucie życzliwości wobec nich.

Z kimkolwiek się spotykam, gdziekolwiek jestem, zawsze wszystkim radzę, żeby byli altruistyczni, żeby mieli dobre serce. Teraz mam czterdzieści cztery lata i od chwili, kiedy zacząłem myśleć aż do teraz kultywuję altruistyczną postawę. To jest istota religii; to jest istota nauki Buddy.

Dobre serce, altruizm, powinniśmy przyjąć za podstawę i wewnętrzną strukturę naszej praktyki. Wszelkie nasze prawe działania powinny służyć rozwijaniu tej postawy. Powinna ona całkowicie przeniknąć nasz umysł; właściwe jest również wykorzystywanie słów lub pism jako środków przypominających nam o tej praktyce. Takie teksty, jak Osiem strof o Ćwiczeniu umysłu, napisane przez gesze ze szkoły Kadampy Langri Tanpa (1054-1123), są bardzo skuteczne, nawet jeśli praktykujemy je tylko na poziomie życzliwego zainteresowania.

1.

Z determinacją urzeczywistnienia
najwyższej pomyślności dla wszystkich czujących istot,
które przewyższają nawet klejnot spełniający życzenia,
będę uczył się traktować je jak dobro największe.

Nigdy nie zaniedbując innych czujących istot, powinieneś traktować je jak skarb, dzięki któremu osiągnąć można tymczasowe i ostateczne cele; powinieneś dbać o nie całym sercem. Innych powinieneś traktować jako droższych i ważniejszych od siebie. Na początku, przez wzgląd na czujące istoty budzisz w sobie altruistyczną intencję osiągnięcia najwyższego oświecenia. W toku praktyki wzmacniasz pozytywne nastawienie wobec czujących istot. Na końcu, dla dobra czujących istot osiągasz Stan Buddy. Ponieważ czujące istoty są celem i podstawą całego tego cudownego procesu, są ważniejsze nawet od klejnotu spełniającego życzenia i zawsze powinny być traktowane z szacunkiem, dobrocią i miłością.

Myślisz może : "Mój umysł przepełniają uciążliwe emocje. Jak mógłbym tego dokonać?". Ale umysł podąża za przyzwyczajeniami. Trudno jest nam robić coś, do czego nie nawykliśmy, lecz kiedy zaznajomimy się z tym, coś, co było trudne, staje się łatwe. Przewodnik na ścieżce bodhisattwy Śantidewy mówi: "Nie ma niczego, w czym nie mógłbyś z czasem nabrać wprawy".

2.

Przebywając z innymi, zawsze będę się uczył
myśleć o sobie jako o najniższym ze wszystkich
i z głębi serca
traktować innych jako wyższych.

Jeśli kultywujesz miłość, współczucie itd. dla własnego dobra, pragnąc szczęścia dla siebie, jesteś uwięziony w egoistycznym światopoglądzie, a to nie przyniesie dobrych rezultatów. Należy raczej rozwijać postawę altruistyczną, z głębi serca pragnąc pomyślności dla innych.

Duma, pod wpływem której traktujesz siebie jako wyższego, a innych jako niższych, jest główną przeszkodą w rozwijaniu altruistycznej postawy szacunku i troski o innych. Dlatego trzeba stosować antidotum przeciw dumie i, niezależnie z kim przebywasz, uważać siebie za niższego od innych. Jeśli przyjmiesz skromną postawę, wzrosną twoje dobre cechy, natomiast kiedy przepełnia cię duma, w żadnym razie nie zaznasz szczęścia. Będziesz innym zazdrościł, gniewał się na nich i traktował ich z góry, co stworzy niemiłą atmosferę i twoje otoczenie będzie coraz bardziej nieszczęśliwe.

Duma i poczucie wyższości wynika z błędnych przekonań. Rozmyślanie o dobrych cechach innych i naszych złych cechach pozwala przeciwstawić się dumie. Weźmy na przykład tę muchę brzęczącą wokół mnie. Z pewnego punktu widzenia jestem człowiekiem, mnichem i oczywiście jestem znacznie ważniejszy od tej malutkiej muchy. Jeśli jednak spojrzymy na to z innej strony, nie ma w tym nic dziwnego, że ta mała, skromna mucha, która nieustannie owładnięta jest niewiedzą, nie jest zaangażowana w praktykę religijną; nie jest też zaangażowana w złe działania popełniane za pomocą skomplikowanej techniki. Z drugiej strony ja jako ludzka istota, obdarzona pełnym ludzkim potencjałem i wyrafinowanym umysłem, mógłbym niewłaściwie wykorzystać swoje zdolności. Gdybym ja - rzekomy praktykujący, rzekomy mnich, rzekoma ludzka istota, rzekomy kultywujący altruistyczną aspirację - wykorzystywał swoje zdolności niewłaściwie, to byłbym gorszy od muchy. Ten sposób myślenia pomaga natychmiast. Utrzymywanie skromnej postawy nie oznacza poddawania się wpływom tych, którzy angażują się w niewłaściwe działania. Wobec takich osób trzeba reagować; jednak nawet jeśli trzeba dać komuś silny odpór, powinna towarzyszyć temu postawa szacunku wobec niego, jako czującej istoty.

3.

We wszystkich działaniach będę się uczył wglądać w umysł
i gdy tylko powstanie uciążliwa emocja
narażając mnie i innych na niebezpieczeństwo
zdecydowanie stawię jej czoła i ją odsunę.

Jeśli praktykując dobrą, altruistyczną postawę, nic nie zrobisz ze swoimi dręczącymi emocjami, to stworzą one problemy, gdyż na przykład gniew, duma utrudniają rozwinięcie altruizmu. Dlatego nie należy pozwalać im pojawiać się bez końca, lecz za pomocą antidotów trzeba je od razu powstrzymywać. Jak powiedziałem wcześniej, gniew, duma, rywalizacja itd. są naszymi prawdziwymi wrogami. Nasze pole bitwy nie leży gdzieś poza nami, lecz wewnątrz nas. Nie ma nikogo, kto by nie wpadł kiedyś w gniew, stąd z własnego doświadczenia wiemy, że gniew nie daje szczęścia. Czy ktoś rozgniewany może być szczęśliwy? Czy jakiś lekarz przepisuje gniew jako lekarstwo? Czy ktoś twierdzi, że gniew może uczynić cię szczęśliwszym? Dlatego nie powinniśmy dawać uciążliwym emocjom żadnej szansy pojawienia się. Chociaż każdy ceni sobie własne życie, gniew może doprowadzić nas nawet do sytuacji, w której zapragniemy popełnić samobójstwo.

Znając różne rodzaje uciążliwych emocji, kiedy dostrzeżesz choćby najlżejszy cień jednej z nich, nie powinieneś myśleć: "Tyle chyba jest w porządku", ponieważ będzie ona coraz bardziej przybierała na sile, jak mały płomień, od którego zaczyna się pożar. Tybetańskie powiedzenie mówi: "Nie zaprzyjaźniaj się z: To-jest-pewnie-w-porządku, bo to niebezpieczne".

Gdy tylko zaczyna się w tobie budzić uciążliwa emocja, powinieneś myśleć o cesze przeciwnego rodzaju i posługując się rozsądkiem, wywołać przeciwną postawę. Na przykład jeśli zaczynasz odczuwać pożądanie, rozmyślaj nad szpetotą lub uważnie obserwuj ciało albo uczucia. Kiedy wpadniesz w gniew, rozwijaj miłość; kiedy budzi się w tobie duma, myśl o dwunastu ogniwach współzależnego powstawania lub o nietrwałości rzeczy złożonych. Podstawowym antidotum przeciw wszystkim tym niewłaściwym stanom jest mądrość rozpoznająca pustkę, która będzie omawiana w ostatniej strofie.

Kiedy zaczyna się w tobie budzić uciążliwa emocja, najważniejszą rzeczą jest natychmiast zastosować odpowiednie antidotum i powstrzymać ją całkowicie, zanim zdąży się rozwinąć. Jeśli nie możesz tego zrobić, staraj się przynajmniej odwrócić umysł od tej emocji - wyjdź na spacer lub kontempluj wdech i wydech.

Co jest złego w budzeniu się uciążliwych emocji? Kiedy emocja taka opanowuje umysł, nie tylko od razu zaczynasz czuć się niespokojny, ale prowadzi to także do negatywnych działań mowy i ciała, które w przyszłości przyniosą cierpienie. Na przykład gniew może prowadzić do agresji słownej i fizycznej działań, które ranią innych. Te działania tworzą w umyśle predyspozycje, które w przyszłości sprowadzą cierpienie.

Dlatego powiedziane jest: Jeśli chcesz wiedzieć, co robiłeś w przeszłości, spójrz na swoje ciało teraz; jeśli chcesz wiedzieć, co ci się przytrafi w przyszłości, spójrz na to, co robi teraz twój umysł". Buddyjskie prawo przyczyny i skutku głosi, że nasze obecne ciało i ogólna sytuacja zostały ukształtowane przez nasze przeszłe działania i że swoje przyszłe szczęście i cierpienie mamy w swoich rękach teraz. Ponieważ pragniemy szczęścia i nie chcemy cierpienia, i ponieważ pozytywne działania prowadzą do szczęścia, a negatywne do cierpienia, powinniśmy porzucić to, co negatywne i zaangażować się w to, co pozytywne. Chociaż nie da się w ciągu kilku dni zaangażować w pełni w praktykę porzucania negatywnych działań i spełniania pozytywnych, można jednak stopniowo nabrać w niej wprawy i wznosić swoją praktykę na coraz wyższe poziomy.

4.

Będę się uczył troszczyć o istoty o złej naturze
i te nękane przez ciężkie grzechy i cierpienia,
jakbym znalazł cenny skarb,
który trudno jest znaleźć.

Kiedy spotykasz się z ludźmi, którzy mają zły charakter lub jakieś szczególnie poważne choroby, czy inne problemy, nie powinieneś ani ich zaniedbywać, ani dystansować się od nich, czując, że są dla ciebie odpychający, lecz raczej obudzić silne poczucie troski o nich. Powinieneś ich sobie cenić. Dawniej w Tybecie ci, którzy podejmowali tego rodzaju ćwiczenie umysłu, brali na siebie brzemię służenia ludziom trędowatym, podobnie jak dzisiaj czynią to mnisi chrześcijańscy i inni. Ponieważ w stosunku do takich osób możesz kultywować altruistyczną intencję osiągnięcia oświecenia, jak również cierpliwość i dobrowolne przyjmowanie cierpienia, wejście z nimi w kontakt należy traktować tak jak znalezienie cennego skarbu.

5.

Kiedy inni z zawiści traktują mnie źle
obrażają, oczerniają itd.,
będę się uczył brać na siebie całą stratę,
a im oddawać zwycięstwo.

Chociaż zgodnie z konwencjonalnymi zasadami rzeczą właściwą jest dać zdecydowany odpór komuś, kto niesprawiedliwie i bez powodu nas oskarża, to jednak nie zgadza się to z praktyką altruistycznego dążenia do oświecenia. Nie jest właściwym reagować gwałtownie bez szczególnego powodu. Jeśli ktoś z zawiści lub niechęci traktuje cię źle, obraża lub nawet uderza, zamiast reagować w ten sam sposób, powinieneś sam znieść porażkę i pozwolić tamtej osobie zwyciężyć. Czy to wydaje się nierealne? Tego rodzaju praktyka jest naprawdę bardzo trudna, ale ci, którzy zdecydowanie pragną rozwinąć altruistyczną postawę, muszą ją podjąć.

Nie znaczy to, że w buddyzmie nieustannie przegrywasz i celowo dążysz do tego, żeby twoje życie było marne. Celem tej praktyki jest uzyskanie wielkiego rezultatu poprzez przyjęcie małych strat. Jeśli w jakichś okolicznościach nie da się osiągnąć wielkiego rezultatu poprzez przyjęcie małej straty, wówczas możesz, bez nienawiści, lecz kierując się współczuciem, zareagować ostro. Na przykład jedno z czterdziestu sześciu drugorzędnych wskazań ślubowania bodhisattwy nakazuje zareagować właściwie i powstrzymać kogoś, kto zaangażowany jest w przynoszące szkodę działania. Jeśli ktoś czyni coś złego, trzeba go powstrzymać. W jednym z poprzednich żywotów Budda Śakjamuni był kapitanem, Współczującym. Na jego statku było 500 kupców. Jeden z nich zamierzał zabić pozostałych 499 i zagarnąć ich wszystkie dobra. Kapitan wielokrotnie usiłował odwieść tego człowieka od uczynienia takiego zła, ale ów trzymał się swego planu. Kapitan współczuł 499 osobom, którym groziła śmierć i pragnął uratować ich życie; współczuł również człowiekowi, który zamierzał je zabić, a który, gdyby to uczynił, zgromadziłby olbrzymią ilość złej karmy. Dlatego, nie mając innej możliwości powstrzymania go, uznał, że lepiej będzie wziąć na siebie karmiczne brzemię zabicia jednej osoby, żeby uchronić ją przed stworzeniem karmy zabicia 499 osób. Z tego względu zabił niedoszłego mordercę. Dzięki swej współczującej motywacji zgromadził wielką zasługę, mimo że popełnił morderstwo. Jest to przykład działań, jakie bodhisattwa musi niekiedy spełniać, aby w sposób właściwy powstrzymać kogoś innego od popełnienia zła.

6.

Kiedy ktoś, komu z wielką nadzieją wyświadczyłem dobro
bezsensownie rani mnie głęboko,
będę się uczył widzieć tę osobę
jako wspaniałego duchowego przewodnika.

Jeśli byłeś dla kogoś bardzo dobry i okazałeś mu wielką pomoc, naturalne jest oczekiwanie, że osoba ta odpłaci ci dobrocią. Jeżeli, zamiast okazać dobroć, ta osoba jest niewdzięczna i traktuje cię źle, to jest to bardzo smutne, ale w kontekście praktyki altruizmu powinieneś traktować ją z jeszcze większą dobrocią. Przewodnik na ścieżce bodhisattwy Śantidewy mówi, że ten, kto zachowuje się wobec ciebie wrogo, jest twoim najlepszym nauczycielem. W kontakcie z nauczycielem duchowym możesz zrozumieć cierpliwość, ale nie masz okazji jej praktykować; rzeczywiste zastosowanie praktyki cierpliwości ma miejsce w zetknięciu z wrogiem.

Aby rozwinąć prawdziwą i bezstronną miłość i współczucie, musisz rozwinąć cierpliwość, a to wymaga praktyki. Dlatego osoba ćwicząca się w altruizmie powinna myśleć o wrogu jak o najlepszym nauczycielu duchowym i uważając, że w tym sensie jest on dla niej dobry, powinna patrzeć na niego z szacunkiem. Szacunek i troskę możesz żywić wobec kogoś lub czegoś niezależnie od tego, czy ten ktoś lub coś ma w stosunku do ciebie pozytywną motywację, czy nie. Na przykład prawdy, które próbujemy zrealizować - prawdziwe ustanie cierpienia itd. - nie mają same w sobie żadnej motywacji, a jednak jesteśmy nimi żywo zainteresowani i bardzo je sobie cenimy i szanujemy. Zatem czy coś może być pomocne dla zwiększania dobrych cech i gromadzenia zasługi, nie ma żadnego związku z tym, czy to coś ma pozytywną motywację, czy nie.

Mimo to dzięki motywacji - pragnienie szkodzenia - określamy, czy ktoś jest wrogiem, czy nie. Na przykład lekarz może podczas zabiegu zadać nam ból, ale ponieważ uczynił to motywowany pragnieniem pomocy, nie uważamy go za wroga. Tylko w kontaktach z tymi, którzy pragną nam szkodzić - z wrogami - możemy rzeczywiście rozwijać cierpliwość i dlatego wróg jest niezbędny; cierpliwości nie możemy rozwinąć w kontakcie z lamą.

Pewna tybetańska opowieść mówi o człowieku, który, okrążając świątynię, ujrzał mężczyznę siedzącego w postawie medytacyjnej. Zapytał go, co robi, a ten odparł: "Rozwijam cierpliwość". Wtedy ów człowiek powiedział coś bardzo przykrego do medytującego, a medytujący natychmiast odpowiedział z gniewem. Chociaż rozwijał cierpliwość, odpowiedział tak, ponieważ nie spotkał nikogo, kto by go krzywdził albo mówił do niego w przykry sposób; nie miał okazji praktykować cierpliwości. Zatem najlepszą okazję do praktykowania cierpliwości stwarza wróg i dlatego osoba zaangażowana w praktyki bodhisattwy powinna traktować wroga z ogromnym szacunkiem.

Bez tolerancji, bez cierpliwości nie można rozwinąć prawdziwego współczucia. Współczucie zwykle zmieszane jest z przywiązaniem i z tego powodu bardzo trudno jest współczuć wrogom. Musisz pracować nad tym, żeby rozwinąć prawdziwą miłość i współczucie, które obejmuje nawet wrogów - tych, których motywacją jest szkodzenie tobie - a to wymaga doświadczenia w postępowaniu z wrogami. Najtrudniejszy okres w życiu jest najlepszą okazją do uzyskania prawdziwego doświadczenia i wewnętrznej siły. Jeśli życie upływa ci lekko, stajesz się słaby; przechodząc przez najtragiczniejsze okoliczności, możesz rozwinąć wewnętrzną siłę, odwagę, by stawić im czoła, nie poddając się emocjom. Kto tego uczy? Nie twój przyjaciel, nie twój guru, ale twój wróg.

7.

Mówiąc krótko, będę się uczył oferować każdemu bez wyjątku
Całą pomoc i szczęście bezpośrednio i pośrednio
I z szacunkiem brać na siebie
Całą krzywdę i cierpienie moich matek.

Ta strofa opisuje praktykę dawania i brania - z miłości dajesz innym swoje szczęście i przyczyny szczęścia, a ze współczucia bierzesz od innych cierpienie i przyczyny, które przyniosłyby im cierpienie. To są dwie główne postawy bodhisattwy. współczucie, które polega na troszczeniu się o cierpienie innych i miłość, która pragnie, aby inni byli szczęśliwi. Kiedy, ćwicząc się w tych dwóch postawach, spotykasz ludzi, którzy wyraźnie cierpią, powinieneś praktykować dawanie i branie, myśląc:

"Ta osoba bardzo cierpi i chociaż pragnie osiągnąć szczęście i usunąć cierpienie, nie wie, jak porzucić nieprawe działania i stosować pozytywne praktyki: dlatego jest nieszczęśliwa. Przyjmę cierpienie tej osoby i dam jej całe moje szczęście".

Chociaż może jakieś wyjątkowe osoby potrafią zrobić to fizycznie, jest to jednak bardzo trudne; większość z nas może zrobić to tylko w wyobraźni. Jednak mentalne wykonywanie praktyki usuwania cierpienia innych i brania go na siebie jest duchowo bardzo pomocne i wzmaga determinację, by robić to naprawdę. Tę praktykę wykonuje się w połączeniu z wdechem i wydechem - wdychasz ból innych, a wydychasz do nich swoje szczęście.

8.

Będę się uczył zachowywać wszystkie te praktyki
Nieskalane splamieniami ośmiu światowych koncepcji,
A dzięki zrozumieniu, że wszystkie zjawiska są jak iluzje,
Uwolnię się z niewoli przywiązania.

Praktyki te należy wykonywać z niezachwianym umysłem, utrzymując altruistyczne pragnienie przynoszenia pożytku innym; osiem światowych sposobów postępowania - sympatia i antypatia, zysk i strata, pochwała i nagana, sława i zniesławienie - nie powinno mieć na ciebie wpływu. Jeśli wykonujesz je po to, by się wywyższać, dawać innym do zrozumienia, że jesteś religijnym człowiekiem, zdobyć sławę itd., wówczas twoja praktyka nie jest czysta, lecz splamiona światowymi pragnieniami. Praktykować należy wyłącznie przez wzgląd na innych.

Druga część odnosi się do czynnika mądrości: praktyce powinno towarzyszyć zrozumienie, że zarówno współczucie, obiekt współczucia jak i sama osoba praktykująca współczucie są jak iluzje stworzone przez maga, w tym sensie, że wydają się istnieć w sposób odrębny, lecz tak nie jest. Aby zrozumieć, że te trzy czynniki są jak iluzje, trzeba wiedzieć, że chociaż z pozoru stanowią one odrębne byty, to w istocie nie istnieją w ten sposób.

Gdy ktoś usiłuje obudzić w sobie altruistyczną intencję osiągnięcia oświecenia, jednocześnie postrzegając siebie jako istniejący niezależnie byt, oraz widząc w ten sposób wszystkie czujące istoty, przez wzgląd na które dąży do oświecenia, jak również uważając samo oświecenie za taki immanentny byt, wówczas przekonania te stanowią dlań przeszkodę w osiągnięciu oświecenia. Zarówno siebie, wzbudzającego altruistyczną intencję, oświecenie, ku któremu się dąży, jak i obiekty współczucia należy postrzegać jako "puste", pozbawione odrębnej, niezależnej istoty, ukazujące się nam w inny sposób, niż istnieją naprawdę. Dzięki zrozumieniu iluzorycznego charakteru tych przejawów następuje odrzucenie koncepcji odrębnego ich istnienia.

Odrzucenie to nie oznacza usunięcia czegoś, co wcześniej istniało. Raczej rozpoznajesz fakt nieistnienia czegoś, co nigdy nie istniało. Z powodu naszej niewiedzy zjawiska wydają się istnieć immanentnie, choć tak nie jest; z powodu tego pozoru immanentnego istnienia uważamy, że rzeczy istnieją w sposób, w jaki się ukazują; to wciąga nas w uciążliwe emocje, co prowadzi do zguby. Na przykład patrzycie na mnie i myślicie: "To jest Dalajlama" i nagle, choć niczego nie zmyślacie, wydaje się wam, że istnieje Dalajlama, który jest kimś odrębnym od swego ciała, a nawet od swego umysłu. Lub weźmy was. Jeśli na imię masz na przykład David, to mówimy: "Ciało Davida, umysł Davida", i wydaje się wam, że istnieje David, który posiada swój umysł i swoje ciało a zatem jest czymś odeń różnym oraz że istnieją owe umysł i ciało, które ów David posiada, czyż nie tak? Mówimy, że Dalajlama jest mnichem, człowiekiem, Tybetańczykiem. Czy nie wydaje się, że mówicie to nie w odniesieniu do jego ciała lub jego umysłu, ale w odniesieniu do czegoś od nich niezależnego?

Ludzie istnieją, ale tylko nominalnie, mocą desygnacji. Jednak, kiedy ukazują się naszym umysłom, nie wydają się istnieć tylko dlatego, że ich istnienie zostało postulowane za pomocą nazw i terminologii, ale tak jakby istniały na własnych prawach, zdolne do ustanawiania siebie samych, samoistne. Chociaż faktem jest, że zjawiska nie istnieją w sobie i z siebie, że ich istnienie zależy od czegoś innego, my jednak postrzegamy je jako odrębne, niezależne byty.

Gdyby rzeczy faktycznie istniały w taki sposób, w jaki wydają się istnieć wówczas podczas badania ich to immanentne istnienie powinno stawać się coraz wyraźniejsze, coraz bardziej oczywiste. Jednak, kiedy za pomocą analizy szukasz desygnowanego obiektu, nie możesz go znaleźć. Na przykład z konwencjonalnego punktu widzenia istnieje "ja" doznające przyjemności i bólu, gromadzące karmę, ale kiedy analitycznie szukamy owego "ja", nie możemy go znaleźć. Niezależnie od tego, jakie jest to zjawisko, wewnętrzne czy zewnętrzne, czy jest to nasze ciało, czy cokolwiek innego, kiedy próbujemy odkryć, czym to desygnowane zjawisko jest, nie możemy znaleźć niczego, co byłoby jego istotą.

Zakładamy istnienie "ja" na podstawie istnienia organizmu psychofizycznego, składającego się z umysłu i ciała, lecz podzieliwszy ów organizm na umysł i ciało żadnej z tych części składowych nie możemy uznać za tożsame z "ja". Podobnie - żadna z części ciała nie jest ciałem, a zatem to owe części konstytuują istnienie całości.

Nawet najdrobniejsze cząstki ciała da się podzielić na drobniejsze składniki. Gdyby istniało coś niepodzielnego, wówczas mogłoby być niezależne, ale nie ma niczego niepodzielnego. Raczej, wszystko istnieje poprzez swoje części, desygnowane jest wyłącznie poprzez swoje części - podstawę desygnacji - mocą konceptualnego myślenia; za pomocą analizy nie można znaleźć niczego. Nie ma całości odrębnej od swoich części.

Jednak rzeczy ukazują się nam tak, jakby istniały obiektywnie i na własnych prawach, a zatem zachodzi różnica między sposobem, w jaki rzeczy ukazują się naszym umysłom, i sposobem, w jaki istnieją rzeczywiście, czyli sposobem, w jaki postrzegamy ich istnienie podczas analizy. Gdyby naprawdę istniały zgodnie z tym, jak się wydają istnieć - same z siebie - to ten sposób istnienia powinien stawać się coraz wyraźniejszy podczas badania. Jednak na podstawie własnego doświadczenia możemy uznać, że kiedy za pomocą analizy szukamy rzeczy, nie możemy ich znaleźć. Dlatego mówi się, że są jak iluzje. Skoro zjawiska ukazują się nam w sposób odmienny od tego, co odkrywamy podczas analizy, dowodzi to, że ukazywanie się rzeczy w sposób konkretny spowodowane jest błędem naszych umysłów. Kiedy zrozumiesz, że zjawiska, które wydają się istnieć same z siebie, nie istnieją w taki sposób, rozpoznajesz je jako iluzje w tym sensie, że doświadczanie ukazywania się zjawisk połączone jest ze zrozumieniem, że one nie istnieją w taki sposób, w jaki się ukazują.

Jaki pożytek płynie z tego zrozumienia? Gdy przydajemy zjawiskom cechy "dobre" i "złe", choć nie są im one własne, powstają w nas wówczas uciążliwe emocje pożądania i nienawiści. Kiedy ogarnia nas silny gniew lub pożądanie, mamy w tym czasie silne poczucie, że obiekt naszych emocji jest zły bądź też wspaniały, później jednak, kiedy emocje opadną i spojrzymy na te same obiekty, uznamy, że nasz wcześniejszy sposób postrzegania wart był śmiechu. Pomoc lub pożytek płynący z mądrości polega na tym, że chroni nas ona przed przydawaniem zjawiskom "obiektywnych" cech dobra czy zła; dzięki temu możemy powstrzymać pożądanie i gniew.

Zatem ta zjednoczona praktyka składa się z dwóch części: metody i mądrości - metodą jest kultywowanie altruistycznych postaw miłości i współczucia, a mądrością jest zrozumienie, że wszystkie zjawiska nie istnieją jako odrębne byty.

Recytuję te strofy każdego dnia, a w trudnych okolicznościach rozmyślam nad ich znaczeniem. To mi pomaga. Objaśniłem je tutaj z przekonaniem, że mogą pomóc również innym. Jeśli pomoże to również wam, praktykujcie to samo. Jeśli nie, to nie ma o co się spierać; po prostu to zostawcie. Celem Dharmy nie jest powodowanie sporów. Te nauki zostały podane przez wielkich mistrzów po to, żeby pomagały, a nie po to, żeby ludzie sprzeczali się ze sobą. Gdybym, jako buddysta, toczył spór z wyznawcą jakiejś innej religii, to jak sądzę, Budda skarciłby mnie, gdyby był tutaj dzisiaj. Tę naukę należy wprowadzić w swoje mentalne kontinuum, żeby nad nim zapanować.

Na zakończenie proszę i wzywam was, żebyście z całych sil próbowali rozwijać współczucie, miłość i szacunek dla innych, dzielić ich cierpienie, bardziej troszczyć się o ich pomyślność i umniejszać swój egoizm. Nie ma znaczenia, czy wierzycie w Boga, czy nie, czy wierzycie w Buddę, czy nie. Ważne jest, żeby na co dzień mieć dobre, gorące serce. To jest podstawowa zasada życia.



"DOBROĆ, MĄDROŚĆ i WGLĄD"
J.Ś. Tenzin Gjatso, XIV Dalaj Lama Tybetu
Wydawnictwo "A", Kraków 2002 (s.107-122)






mnich buddyjski Zbigniew Modrzejewski www.zbigniew-modrzejewski.webs.com



Free counter and web stats