ARJA NAGARDZIUNA

Większość utworów Pierwszego Dalajlamy to komentarze do klasycznych dzieł buddyzmu indyjskiego. Są wśród nich wyjaśnienia do takich utworów, jak Pradżniamula Nagardżuny, Madhjamikawatara Ćadrakirtiego, Abhidharmakosia Wasubandhu, Pramanawartika Dharmakirtiego, a także kilka komentarzy dotyczących winai. Pisma te przyczyniły się do większego zrozumienia korzeni buddyzmu, nie tylko poprzez samą swoją treść, lecz również dlatego, że zapoczątkowały ruch powrotu do indyjskich klasyków.

Być może najważniejszym z tych klasycznych komentarzy jest wyjaśnienie Pradżniamuli, czyli „Korzenia mądrości” Nagardżuny, znanego również pod tytułem Mula madhjamaka karika, czyli „Strofy o środkowym poglądzie”. Tekst ten, skomponowany w II w. n.e. przez wielkiego mistrza, arję Nagardżunę, stał się kamieniem węgielnym wszystkich szkół mahajany w Indiach. Na temat jego czterowersowych strof powstały w Indiach dziesiątki komentarzy, z których część przełożono później na język tybetański. Zainspirował też kilkadziesiąt komentarzy powstałych w Tybecie.

Praca Nagardżuny jest celowo niejednoznaczna, pozwalając na odkrywanie tradycji buddyjskiej mądrości wieloma ścieżkami. Pierwszy Dalajlama przełożył wierszowany język oryginału na prozę, przy okazji przedstawiając własne interpretacje. Jego dzieło zyskało wielką popularność i do dziś jest używane w klasztorach tybetańskich jako jeden z podstawowych podręczników. Tu zamieszczam przekład dwudziestego czwartego rozdziału, w którym analizuje się punkt styczny rzeczywistości konwencjonalnej (względnej) i absolutnej.

W rozdziale tym poruszona zostaje kwestia budząca wiele wątpliwości w buddyjskiej doktrynie pustki: Skoro wszystkie rzeczy mają ostateczną naturę pustki i pozbawione są realnej egzystencji, jak cokolwiek może mieć znaczenie? Po co w takim razie Budda zadał sobie trud głoszenia Czterech Szlachetnych Prawd: o cierpieniu, przyczynie cierpienia, wyzwoleniu oraz ścieżce do niego prowadzącej? Jeżeli twierdzimy, że wszystkie rzeczy pozbawione są rzeczywistej egzystencji, to czy w ten sposób nie negujemy celowości przyjmowania duchowego schronienia w Trzech Klejnotach: Buddach, Dharmie i Sandze? Przyjęcie takiego schronienia jest cechą definiującą buddystę, a zatem czy buddyjska filozofia pustki nie podważa podstaw samego buddyzmu? Ponadto, czy doktryna pustki nie niszczy podstaw konwencjonalnej, zwykłej egzystencji? W skrócie, mogłoby się wydawać, że doktryna pustki podważa zasadnicze nauki Buddy, a także konwencjonalne, zdroworozsądkowe doświadczenie.

Nagardżuna dostrzegał wszystkie te wątpliwości i odpowiedział na nie wykazując, że wszystkie argumenty wysuwane przeciwko doktrynie pustki, mogą być równie dobrze użyte na jej potwierdzenie. Jedynie dzięki temu, że rzeczy są pozbawione realnej egzystencji, Cztery Szlachetne Prawdy są ważne, Trzy Klejnoty działają tak silnie, a konwencjonalna rzeczywistość może funkcjonować. Gdyby rzeczy nie były pozbawione wrodzonej natury, wszystko zamarłoby, a czas przestałby istnieć. Rzeczy nie mogłyby wchodzić ze sobą w interakcje ani stawać się przyczyną lub skutkiem.

Nagardżuna reprezentował pogląd, że natura rzeczywistości jest tworzona przez umysł. Stół to jedynie nazwa, etykieta, którą przypisujemy zbiorowi pewnych elementów. W drzewie, farbie itd. nie ma niczego, co można by nazwać „stołowatością”. Podobnie kwiat nie jest glebą, wilgocią, słońcem ani powietrzem, które przyczyniły się do jego powstania. W żadnym z tych czterech elementów nie ma niczego, co mogłoby być określone jako „kwiatowość”, i odwrotnie - jeśli odejmiemy te cztery elementy, nie pozostanie nic, co byłoby istotą kwiatu. Rzeczy nie istnieją w sposób rzeczywisty, to znaczy, że ich ostateczne istnienie jest całkowicie różne od tego, jak nam się jawią. W ten sam sposób nie ma niczego w zespole naszego ciała-umysłu, co stanowiłoby rzeczywiście istniejące „ja”; jeśli odejmiemy ciało i umysł, nie pozostanie żadne „ja”, które byłoby od nich oddzielne.

Doktryna pustki jest doktryną niedualności. Nie oznacza to jednak, co podkreśla Nagardżuna - przynajmniej w przekładzie jego dzieła autorstwa Pierwszego Dalajlamy - że buddyzm twierdzi, iż nie istnieje ciepłe i zimne, szczęście i smutek, przyjemność i ból, wysokie i niskie, to i tamto, itd. Podkreśla on raczej względność wszystkich rzeczy. Coś jest gorące jedynie w porównaniu do czegoś chłodniejszego. Nie znaczy to, że jeśli włożymy palec do wrzącej wody, nie oparzymy się. Przeciwnie - właśnie z powodu względności wszystkich rzeczy i tego, że nie posiadają one wrodzonej, trwałej natury, nasz palec sparzy się, kiedy wkładamy go do wrzątku. W ten sam sposób rzeczy istnieją jedynie w relacji do innych rzeczy, w ostateczności będąc jedynie nazwami i etykietami.

Glenn H. Mullin

z angielskiego tłumaczyła Olena Waśkiewicz






W S T Ę P

Tradycja siddhów jest podstawą buddyzmu tybetańskiego. Historie Ich żywotów to głębokie Nauki, które mają wesprzeć nasz rozwój. Kiedy zrozumiemy Nauki siddhów, stanie się możliwe, że tutaj, dziś, osiągniemy oświecenie. Droga ta jest prosta i otwarta dla nas. Ponieważ oświecony umysł znajduje się poza dualizmem, jogin i jego Nauki mogą przejawiać się w dowolnej postaci, mogą nawet zostać "ukryte" we wnętrzu naszej codziennej rzeczywistości. Zanim jednak osiągniemy pełen pożytek z Nauk Wadżrajany, przygotowania mogą zająć wiele lat. Mogą przejawiać się one na wiele sposobów, być może dzięki głębokiemu doświadczeniu cierpienia związanego z życiem w świecie lub też nawet wskutek życia w klasztorze. Po tych przygotowaniach konieczne jest spotkanie właściwie przygotowanego ucznia z oświeconym Mistrzem; dopiero wtedy Nauczyciel będzie w stanie przekazać urzeczywistnienie Buddy, tak by można było osiągnąć oświecenie w ciągu jednego życia.

Tekst ten jest prawdopobnie najobszerniejszym dziełem jakie można napotkać w języku tybetańskim na temat siddhów, jest też najbardziej reprezentatywny spośród różnych tradycji siddhów w Tybecie. Wszyscy siddhowie jacy występują w tym tekście są indyjskimi mistrzami, których można uważać za założycieli linii siddhów, jakie przeszły do Tybetu pomiędzy VIII, a XI wiekiem. Wykazy siddhów i niektóre fakty z ich żywotów mogą jednak się różnić, stosownie do różnych linii przekazu. Na przykład, niektórzy mogą wziąć siddhę Siakarę za Padmasambhawę, chociaż wiele aspektów opowieści o nim nie jest tożsama z Padmasambhawą.

Siddhowie często pojawiają się pod różnymi imionami, w odmiennych postaciach. Na przykład, Śantidewa ujawnia wiele różnych postaci w tym tekście, jawiąc się nie tylko jako uczony i siddha, ale również jako mnich Bhusuku. Podobnie i inni ze sławnych filozofów-siddhów, takich jak Dharmakirti, Dignaga (Lopon Czok Lang), Czandrakirti, Czandragomin i Marme-mdzad, zaliczają się do osiemdziesięciu czterech, to możemy nie poznać ich odmiennych manifestacji.

O tych, jak i o innych siddhach pamięta się, gdyż ich pisma zostały napisane zarówno w formie opowiadania, jak i Pieśni Urzeczywistnienia /Doha/. Tak jak siddhowie zainspirowali rozwój wszystkich z którymi się zetknęli, tak błogosławieństwo ich pieśni może wnieść rozwój również w nasze życie. Nauki pieśni Doha kierowane były do zwykłych ludzi.

Przekładanie poezji jest trudne bez względu na język, a tłumaczenie Doha sprawia wyjątkowe problemy. Dzisiejsi tłumacze często rozwiązują trudności przekładowe uciekając się do słowników jako swych guru, polegając na słowach w celu wyjaśnienia znaczenia Nauk. Jednak Nauki Buddy, będąc bezpośrednio sposobem życia, wskazują same na potrzebę bezpośredniego kontaktu z żywym znaczeniem i ucieleśnieniem Dharmy.

Tarthang Tulku,
Padma Ling, 1979


ARJA NAGARDZIUNA

Arja Nagardziuna żył w miejscu zwanym Kahora we wschodnim królestwie Kañci. Pochodził z warny braminów i otrzymał siddhi od Buddy Tāry.

Kahora miała 1500 miast. Zostały one splądrowane, a mieszkańcy okradzeni. Bramini zgromadzili się i postanowili opuścić rozdarty zamieszkami kraj i pójść do innego miejsca. Mistrz dowiedział się o tym i wysłał im posłańca z radą, by nie opuszczali Kahory, gdyż w innym miejscu cierpienie także może ich dopaść. Po czym oddał im cały swój majątek i odszedł.

Nāgārdżuna opuścił Kahorę i udał się do Nālandā. Tam, w Chłodnym Ogrodzie Pól Kremacyjnych /Sītavana/ przyjął ślubowania bhikszu. Studiując w Nālandā pięć sztuk i nauk, osiągnął szczyty akademickiego wykształcenia. Zmęczony dyskusjami, zaczął praktykować medytację i składać ofiary Buddzie Tārze - Wyzwolicielce. Kiedy ujrzał Jej twarz, porzucił schronienie w wielkiej akademii klasztornej w Nalandzie, która posiadała 700 mnichów i wybrał życie żebraka, podróżującego po świecie i żebrzącego w miastach i wsiach. Nie przyniosło mu to jednak spokoju. W nocy nie spał, myśląc: "Na obecnym poziomie realizacji jestem bezużyteczny dla czujących istot. Muszę uzyskać zdolności pomagania innym". Udał się więc na odosobnienie do Rādżagrihy, aby podporządkować sobie boginie elementów - żywiołów /jakszi/. Tam, z pomocą mantry, zaczął wzywać dwanaście bogiń najwyższych żywiołów. Pierwszego dnia było trzęsienie ziemi, drugiego nastąpiła powódź, trzeciego zstąpił szalejący ogień, czwartego zerwała się wichura, piątego deszcz broni spadł z nieba, szóstego deszcz wadżr, a siódmego dnia boginie zgromadziły się, by przypuścić atak na Nagardżunę, ale nie powiodło im się odciągnąć Go od niewzruszonego postanowienia własnego serca. Dzięki sile Jego samadhi przybyły wtedy wszystkie władczynie elementów.

- Czego potrzebujesz? Damy ci wszystko, czego pragniesz – zwróciły się do niego z pokorą.

- Potrzebuję tylko codziennej porcji jedzenia, by utrzymać się przy życiu podczas mego odosobnienia - zażyczył sobie Nāgārdżuna.

I tak przez 12 lat boginie codziennie przynosiły mu garść ryżu i pięć garści jarzyn. Pod koniec 12 letniej sadhany miał już pod kontrolą 108 bogów elementów i zakończył ją z intencją służenia wszystkim czującym istotom. Pragnął przekształcić górę Gandhasila w złoto. Najpierw zamienił ją w żelazo, później w miedź i kiedy miał już przemienić miedź w złoto, przemówił do niego Bodhisattwa Mańdziuśri:

- Twe działanie doprowadzi tylko do konfliktów i walk między ludźmi. W ten sposób nie pomożesz ludzkim istotom, doprowadzisz wyłącznie do pomnożenia zła i negatywnych działań.

Mistrz porzucił swój plan i wyruszył w drogę, lecz góra Gandhasī-la do dziś dnia posiada czerwoną barwę miedzi. Podróżując na południe w kierunku góry Srī Parvata, Nāgārdżuna przybył nad brzeg wielkiej rzeki i poprosił napotkanych pasterzy o wskazanie mu drogi do brodu. Ci pokazali mu niebezpieczny odcinek rzeki o stromych brzegach, w której nurcie roiło się od krokodyli. Jednak jeden z pasterzy ostrzegł go przed niebezpieczeństwem i zaprowadził do brodu. Wziął mistrza na plecy i zaczął forsować rzekę. Gdy znaleźli się na samym jej środku, Nāgārdżuna wytworzył iluzję atakujących ich krokodyli.

- Dopóki ja żyję, niczego się nie bój, panie - krzyknął pasterz.

Nagardżuna rozpuścił stworzone przez siebie formy i bezpiecznie dotarli do drugiego brzegu.

- Jestem Arja Nagardżuna - rzekł mistrz - czy rozpoznałeś mnie?

- Słyszałem o Tobie, Panie - odpowiedział pasterz - lecz nigdy przedtem Cię nie widziałem.

- Za to, że bezpiecznie przeniosłeś mnie przez rzekę, dam ci wszystko, czego sobie zażyczysz - obiecał mu Nāgārdżuna.

- Wobec tego uczyń ze mnie króla - bez namysłu odrzekł pasterz.

Mistrz pokropił wodą drzewo śal, które przemieniło się w słonia gotowego nieść króla.

- Czyż nie będzie potrzebna mi armia? - zapytał król.

- Kiedy słoń zatrąbi, armia pojawi się - zapewnił go Nāgārdżuna i tak też się stało.

Król został nazwany Śalabandha /lub Salawahan/ i rządził 8400000 płacącymi podatki rodzinami, we wspaniałej krainie nazywającej się tak, jak miasto Bhahitan. Poślubił królową Sindhi i sprawował sprawiedliwe rządy.

Nāgārdżuna ponownie wyruszył w podróż do Śri Parvata i gdy tam przybył, znalazł jaskinię, w której rozpoczął praktykę medytacji. Po kilku latach król Śalabandha przestał odczuwać satysfakcję ze swego królewskiego życia i przypomniawszy sobie swego Guru, udał się do Śri Parvata, aby tam znaleźć pociechę. Złożył Nāgārdżunie pokłon, obszedł Go wokół i otworzył przed Nim swe serce.

- Zajmowanie się rządami przynosi mi mało satysfakcji, a dużo zawodu. Chcę porzucić swe królestwo i na zawsze zostać przy Tobie - powiedział król.

- Nie opuszczaj swego królestwa - powiedział Nāgārdżuna - Weź tę Klejnotową Malę /Ratnamali/, która będzie twym nauczycielem i która ochroni królestwo. Później dam ci nektar nieśmiertelności i nieustraszoności w obliczu śmierci.

- Jeśli będę mógł pozostać z Tobą, mój Mistrzu, przyjmę królestwo i nektar. Jeśli nie, nie chcę niczego - odpowiedział król.

Choć Śalabandha nie chciał wracać do swego królestwa, Nāgārdżuna nalegał. Nauczył go praktyki alchemii, która dostarczyłaby nektaru nieśmiertelności, przedłużającego jego życie do stu lat, podczas których rządziłby swoim królestwem.

W końcu król zrobił tak, jak kazał Guru i przez 100 lat królestwo prosperowało. Ptaki i zwierzęta w górach żyły szczęśliwie, a Mistrz rozpowszechniał Nauki Buddy, lecz w końcu zły duch Saundarananda stał się zazdrosny i nad krainą zawisły oznaki zguby.

Światło słońca i księżyca przygasło, z drzew spadały niedojrzałe owoce, deszcze padały bez przerwy i głód dręczył kraj. Rozpoczął się czas choroby i miecza, łąki pożółkły, a lasy uschły. Król Śalabandha zinterpretował te wydarzenia jako oznaki niebezpieczeństwa zagrażającego Guru. Abdykował na rzecz swego syna Czindhakumara i wraz z małym orszakiem wyruszył do Śri Parvata, by zasiąść u stóp swego Guru.

- Dlaczego przyszedłeś, mój synu? - zapytał Guru.

W odpowiedzi król zaśpiewał swój lament:

Dlaczego na nas wszystkich spadło nieszczęście?
Dlaczego Nauka Buddy staje się niepopularna?
Dlaczego podnoszą się moce ciemności?
Dlaczego burzowe chmury zła zasłoniły
Biały księżyc Współczucia - Mahakarunika?
Czyż święty Guru, niezniszczalny diament
Również podlega prawu rozpadu i śmierci?
Przybyłem tu z powodu złych znaków.
Proszę cię, udziel nam
Swego współczującego błogosławieństwa.

Mistrz odparł:

Każde narodziny kończą się śmiercią,
Każde tworzenie kończy się zniszczeniem,
Każde nagromadzenie kończy się rozproszeniem.
Wszystkie złożone rzeczy są przemijające.
Dlatego też niech te oznaki nie przerażają cię.
Napij się eliksiru nieustraszoności.

- Jeśli Ty, mój Guru, nie będziesz żył, jakiż pożytek z eliksiru nieustraszoności? - zapytał zrozpaczony król.

Wówczas Arja Nāgārdżuna rozdzielił swe ziemskie dobra i bóg Brahma pojawił się w przebraniu bramina, aby prosić o Jego głowę. Kiedy Nagardżuna zgodził się spełnić życzenie bramina, król Śalabandha nie mogąc znieść cierpienia związanego ze śmiercią swego Guru, złożył swą głowę u jego stóp i wyzionął ducha.

Ludzie przeklęli bramina za jego pragnienie, ale nie przyniosło to żadnego skutku. Chcąc oddać swą głowę braminowi, mistrz nie mógł znaleźć nikogo, kto by mu ją odciął. W końcu wziął źdźbło trawy kuśa i sam tego dokonał, po czym wręczył swą głowę braminowi. Wówczas drzewa uschły i pozytywny potencjał ludzi w tym kraju zmniejszył się.

Osiem jakszi - żeńskich bogiń żywiołów, które Nāgārdżuna obłaskawił na samym początku, stanęło na straży ciała mistrza. Stoją tam one aż do dziś.

Po śmierci mistrza, światło wstąpiło w Nagabodhi, jego duchowego syna i następcę i nawet teraz jaśnieje jak promienie księżyca. Kiedy Nauki Maitreji, przyszłego Buddy Miłującej Dobroci ogarną ziemię, Nāgārdżuna powstanie, by służyć wszystkim istotom.

Historia Nagaradziuny wg Kumaradziwy (405 r.n.e)

Od dzieciństwa Nāgārdżuna wykazywał zadziwiające zdolności intelektualne i umiejętność zapamiętywania. W wieku 20 lat osiągnął sławę jako wykształcony tradycyjnie bramin. Porzucił wtedy naukę i oddał się zmysłowym przyjemnościom. Dzięki zdolności stawania się niewidzialnym, odwiedzał z trzema przyjaciółmi pałac królewski i zaczepiał tamtejsze kobiety. Zakończyło się to tragicznie. Przyjaciele zostali zabici, a on uciekł korzystając z niewidzialności. Czując do siebie odrazę i z poczuciem winy, przyjął ślubowania buddyjskiego mnicha. Szybko poznał Tripitakę i sutry Mahajany; tych ostatnich uczył go pustelnik z gór. Widząc brak spójności i nieporządek wśród istniejących tekstów, wędrował po całych Indiach w poszukiwaniu "zaginionych sutr". Będąc w stanie pokonać każdego w debacie filozoficznej, stał się arogancki.

Stworzywszy swą własną filozofię, założył szkołę, której podstawę stanowiła doktryna "nie odrzucania" i "spokoju w obliczu każdego doświadczenia". Wtedy Mahānāga zlitował się nad nim i zaprosił go do swej podziemnej biblioteki sutr, które Budda Siakjamuni pozostawił Nagom dla Nāgārdżuny. Opanował je wszystkie w ciągu 90 dni, lecz odkrywszy dalsze niewyczerpane źródło, uświadomił sobie, że ważniejsza jest realizacja przekazu sutr, niż poznawanie i uczenie się ich ogromnej ilości. Pogrążył się w samadhi "cierpliwości nie-bycia". Po wyjściu z niego propagował sutry, walczył z opozycją braminów, stworzył śastry Madhjamiki i napisał szczegółowe komentarze mahajanistyczne. Zakończył życie, kiedy bramin wyzwał go na pojedynek. Stworzył słonia, który schwytał i zranił bramina siedzącego w lotosie na magicznym jeziorze. Kiedy bramin zlekceważył Nāgārdżunę, mistrz zamknął się w pokoju. W momencie kiedy uczniowie wyłamali prowadzące do niego drzwi, z wnętrza wyleciała cykada.

Tybetańska wersja biografii Nagardżuny

Błyskotliwy młodzieniec, bramin, został wysłany do Nalandy, by modlić się o przedłużenie swego życia, ponieważ astrologowie bramini zażądali za tę usługę ogromnych ofiar dla kapłanów. W znanej klasztornej akademii, został uwolniony od bramińskiego przekleństwa przez Wielkiego Bramina Sarahę, który udzielił Mu ślubowań bhikszu, inicjował go w mandalę Amitajusa, Buddy Nieskończonego Życia i nauczył go mantry Zwycięzcy Pana Śmierci.

Saraha przekazał mu również Guhjasamadża Tantrę i inne tantry. Później został uczniem Rahulabhadry, który stał się jego nauczycielem. Jego kariera w Nalandzie skończyła się, gdy wyrzucono go za niewłaściwe zarobkowanie: będąc służącym wytwarzał złotodajny eliksir, by wyżywić klasztor w czasie panującej klęski głodu.

Nagardżuna wraz z królem Antivahaną /w tekście figuruje on pod imieniem Śalabandha/ przyjął eliksir nieśmiertelności i powiedział, że muszą umrzeć razem. Żądny władzy syn króla chciał pozbawić Nāgārdżunę życia i mistrz, wypełniając ślubowanie słu- żenia istotom, wziął źdźbło trawy kuśa i odciął sobie głowę. Trawa kuśa była jedynym narzędziem mogącym pozbawić Go głowy ponieważ w poprzednim życiu zabił owada łodygą tej trawy.

- "Udaję się do Sukhawati, ale ponownie powrócę do tego ciała - takie były ostatnie słowa Nāgārdżuny.

Książę przeniósł głowę cztery kilometry od ciała, ale głowa i ciało nie rozkładały się. Każdego roku zbliżają się do siebie i w końcu spotkają się, a Nāgārdżuna znowu będzie działał dla dobra wszystkich istot.

buddyzm.biz





mnich buddyjski Zbigniew Modrzejewski www.zbigniew-modrzejewski.webs.com



Free counter and web stats